Co robimy, gdy kończy się lato?

przez | 04/09/2014

Czy schyłek wakacji musi oznaczać koniec aktywnego wypoczynku i dobrego nastroju? Co czujemy, gdy wracamy z urlopów i czy naprawdę musi wiązać się to ze złym samopoczuciem i samotnością?

Na wystawach hipermarketów dominują zeszyty i materiały szkolne, a w sklepach odzieżowych jesienne kolekcje. Początek września to okres, kiedy ostatnie gorące dni już za nami, w parkach coraz więcej spadających liści, a wakacyjne szaleństwa najczęściej tylko w pamięci. Wraz ze zbliżającą się jesienią zmienia się też nastrój, bo, pomimo „naładowanych słońcem baterii”, przed nami perspektywa ponad sześciu zimnych miesięcy, co skutecznie zniechęca do większych aktywności czy weekendowych wycieczek za miasto. Jak poradzić sobie z jesienna chandrą?

Nie jesteśmy sami

Po pierwsze musimy uświadomić sobie, że nie jesteśmy sami, bo na podobne sezonowe wahania nastroju cierpi większość mieszkańców północnej Europy i USA. Jak podkreśla Dr Janusz Szeluga, psychiatra i psychoterapeuta, przez setki tysięcy lat nasze życie upływało zgodnie z rytmem dnia i nocy, światła i ciemności, ciepła i chłodu. Dziś, w dobie cywilizacji technicznej, wymaga się od nas stałej, wysokiej aktywności niezależnie od pory roku. W ciemności, której wraz z jesienią przybywa, nasz organizm produkuje więcej melatoniny – hormonu, którego nadmiar powoduje, że jesteśmy ospali i apatyczni. Dlatego właśnie trudniej nam wstać wcześnie rano i częściej decydujemy się na popołudniową drzemkę.

Jesienią zawsze zaczyna się szkoła…

Aby jednak nie poddać się jesiennemu nastrojowi, najlepszym sposobem jest wyjście do ludzi. Jak śpiewał Muniek Staszczyk „Jesienią zawsze zaczyna się szkoła, a w knajpach zaczyna się picie…”, spotkania z przyjaciółmi to najlepszy sposób na poprawienie nastroju i odreagowanie stresów. Dlatego, wraz z chłodniejszymi temperaturami, zatłoczone latem kąpieliska przenoszą się do miejskich pubów i kawiarni. Tam nie trudno o nawiązanie nowych znajomości, które nierzadko przeradzają się w gorące romanse. A jak wiadomo, nowy związek to najlepsze lekarstwo na jesienną chandrę i złe samopoczucie. Jak podkreśla Wiktor Koszycki, analityk zachowań seksualnych z serwisu Feromony.pl, gdy jesteśmy singlami, to właśnie jesienią częściej i intensywniej szukamy partnera bądź partnerki, bo zwyczajnie nie chcemy być sami w długie zimowe wieczory. – Początek jesieni to okres, kiedy imprezy dla singli cieszą się większą popularnością. W Internecie częściej natykamy się na dyskusje o tym, jak skutecznie podrywać. Wrzesień jest wreszcie miesiącem, kiedy wzrasta sprzedaż różnego rodzaju afrodyzjaków, jak na przykład feromonów, które mają pomóc przyciągnąć do nas potencjalnego partnera – dodaje Koszycki.

Pomysł na przygnębienie

Kiedy kończy się lato, wraca czas obowiązków i odpowiedzialności. Nowa znajomość czy ciekawe dodatkowe zajęcia to pomysły na zły nastrój i jesienną chandrę. Kiedy jednak miłość nie przychodzi, a czasu i pieniędzy na inne zajęcia brak, być może warto wybrać się na dłuższy spacer w miejsce, gdzie otoczy nas dużo zieleni, która, emitując jony ujemne, poprawia koncentrację i dobre samopoczucie.

Psychologowie twierdzą, że świetnym sposobem na powakacyjny stres jest powrót do letnich chwil, dzięki oglądaniu zdjęć z wakacji. Te przywracają miłe wspomnienia i pozwalają zapomnieć o jesiennej depresji. Wielu z nas wreszcie, z końcem lata zaczyna planować już kolejne wakacje, co też okazuje się metodą na przetrwanie długich zimowych dni. Niezależnie jednak od tego, do czego wracamy po urlopie, warto pamiętać, że po drodze do kolejnej wiosny czeka nas kilka przyjemnych świątecznych przerw.