Ile zapłacą Niemcy za rezygnację z energetyki jądrowej?

Decyzja Niemiec o wycofaniu się z energetyki jądrowej może kosztować ten kraj w najbliższych 10 latach 55 mld euro. Niemiecki biznes ocenia te koszty nawet na 1,7 bln euro, czyli 2/3 obecnego PKB tego kraju.

Krajobraz po decyzji

Szacunki dotyczące łącznych kosztów spowodowanych rezygnacją do 2022 r. z energetyki jądrowej bardzo się różnią.

Według raportu opracowanego w sierpniu ub. roku na zlecenie niemieckiego ministerstwa gospodarki, do 2022 roku w związku ze wzrostem cen energii jej odbiorcy zapłacą łącznie o 32 mld euro więcej. Wzrost cen wynikać będzie z zamknięcia elektrowni jądrowych i zwiększenia importu energii elektrycznej. Import będzie w pierwszej kolejności pochodził z Czech i Francji, a po roku 2025 również z Polski i Holandii. Zdaniem autorów raportu, konieczna będzie ponadto rozbudowa elektrowni węglowych i gazowych oraz wzrost importu gazu i węgla. Bilans kosztów decyzji o rezygnacji z wykorzystania elektrowni jądrowych powinien uwzględnić także koszt rozbudowy odnawialnych źródeł energii oraz infrastruktury przesyłowej. Koszty mogą wówczas przekroczyć 100 mld euro do 2022 r.

Według innych oficjalnych szacunków niemieckiego ministerstwa gospodarki, koszt porzucenia energii jądrowej tylko w przyszłej dekadzie wyniesie 55 mld euro, i dodatkowo 13 mld euro rocznie na dotacje dla producentów energii odnawialnej. Tymczasem, według nieoficjalnych szacunków ministerstwa i Niemieckiej Agencji Energii i Federacji Niemieckich Organizacji Konsumentów, koszty będą wielokrotnie większe i do 2022 r. sięgną aż 250 mld euro.

Stawkę podbiło zdecydowanie oszacowanie, z którym wystąpił na początku br. koncern Siemens. Według szacunków przedstawionych przez członka rady nadzorczej firmy Michaela Suessa na dorocznej konferencji Handelsblatt Energiewirtschaft, rezygnacja Niemiecz wykorzystania energii jądrowej będzie łącznie kosztowała kraj 1,7 biliona euro (1 700 000 000 000 euro). To równowartość dwóch trzecich PKB Niemiec w 2011 r. Siemens zbudował w Niemczech 17 bloków jądrowych, kilkadziesiąt elektrowni węglowych, a obecnie zajmuje się również produkcją turbin wiatrowych. Ogromna kwota obejmuje rozwój energetyki odnawialnej, na którą chce postawić obecny rząd, przy czym zachęty finansowe mają stanowić gros tej kwoty. Zdaniem Suessa koszt byłby niższy i wynosił 1,4 bln euro, gdyby to paliwo gazowe stanowiło główną alternatywę energetyczną.

Poszli do sądu

Koszt może się także podnieść w wypadku przyznania odszkodowań firmom energetycznym zmuszonym do zamknięcia elektrowni jądrowych. W połowie czerwca br. największe koncerny energetyczne wniosły do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego skargę o naruszenie prawa własności w związku z rezygnacją rządu federalnego z użytkowania elektrowni jądrowych w Niemczech. 9 bloków energetycznych należących do E.ON, RWE, EnBW i Vattenfall będzie na mocy decyzji z 2011 roku pracować średnio o 12 lat krócej niż przewiduje porozumienie rządu federalnego z firmami z 2010 roku. W przypadku wygranej przed Trybunałem, firmy złożą wnioski o odszkodowanie. Jeśli skargi złożą także zarządy E.ON i RWE, mogą one opiewać odpowiednio na 10 mld euro i 2 mld euro. Gdyby swoje skargi dołączyły także koncerny Vattenfall i EnBW, kwota rekompensaty sięgnęłaby 15 mld euro.

W przypadku EnBW do złożenia skargi na razie nie dojdzie, ponieważ ponad 45% udziałów ma kraj związkowy Badenia-Wirtembergia, rządzony przez koalicję SPD i Zielonych. Vattenfall zdecydował się dodatkowo na arbitraż w Międzynarodowym Centrum Rozwiązywania Sporów Inwestycyjnych, instytucji w ramach Banku Światowego. Szwedzki koncern będzie się domagać odszkodowania za odebrane prawa do produkcji energii jądrowej w trzech elektrowniach na terenie Niemiec. Tylko w pierwszej połowie 2011 r. Vattenfall poniósł z tego tytułu 1,5 mld $ strat.

Koncernom energetycznym, które zamykają elektrownie jądrowe, udało się już natomiast wywalczyć przed sądami finansowymi częściowe zwroty z wpłaconego podatku od paliwa jądrowego. Ostateczną jednak decyzję również podejmie Federalny Trybunał Konstytucyjny. Gdyby wszystkim czterem koncernom udało się uzyskać zwrot tego podatku, niemiecki budżet byłby obciążony dodatkową kwotą 7 mld euro do 2016 roku.

***

Komentarz eksperta – prof. nzw. dr hab. inż. Andrzej Kraszewski, Politechnika Warszawska, minister środowiska w latach 2010-2011

Koszty odstąpienia od energetyki jądrowej przez naszych zachodnich sąsiadów porażają. Jeszcze bardziej poraża jednak rozpiętość oszacowań kosztów pomiędzy liczbami podawanymi przez rząd niemiecki i przez biznes. Różnią się one 30-krotnie. Staje się jasne, że analiza tych kosztów jest elementem gry lobbingowej zwolenników i przeciwników decyzji niemieckiego rządu. Trudno zatem powiedzieć, jakie będą rzeczywiste koszty, które poniesie niemiecka gospodarka i konsument indywidualny. Z pewnością będą to jednak koszty ogromne. Ich kwestia jest ważna nie tylko dla gospodarki niemieckiej. Od kondycji tej gospodarki w dużej mierze zależy prosperity całej Unii Europejskiej, w tym także Polski, ponieważ Niemcy są największym płatnikiem netto do wspólnej europejskiej kasy. Decyzja niemieckiego rządu musi mieć wpływ na możliwości reagowania Unii na sytuacje kryzysowe, jak choćby ta ostatnia dotycząca Grecji. Musi również wpłynąć na gospodarkę polską ze względu na silne więzi kooperacyjne łączące oba kraje.

A co w zamian? Niemiecki eksperyment ma być próbą rewolucji energetycznej, która temu dużemu krajowi ma pozwolić na wytwarzanie energii bez wykorzystania paliw kopalnych. Niemcy rozumieją to dobrze, instalując ponad 40 GW mocy elektrowni wiatrowych oraz fotowoltaicznych i planując dalszy rozwój tego sektora. To konieczny kierunek zmian w skali całego świata, choćby dlatego, że paliwa kopalne kiedyś muszą się skończyć. Czy trzeba więc dokonywać rewolucji? Wyłączenie reaktorów jądrowych z pewnością wygeneruje w Niemczech zapotrzebowanie na nowe technologie dotyczące choćby akumulacji energii. Koszty badań i wdrożeń jednak będą ogromne. Nawet bogatej gospodarce niemieckiej będzie trudniej je udźwignąć płacąc jednocześnie koszty rewolucji energetycznej, a to może paradoksalnie opóźnić o dekady przejście na gospodarkę niskoemisyjną. To prawda, że potrzeba jest matką wynalazków. W szczęśliwej rodzinie musi jednak być również dobrze prosperujący ojciec, a ma być nim niemiecki przemysł energetyczny. Czy naprawę Niemcy wszystko dobrze policzyli?

PRportal.pl – informacje prasowe dla biznesu