Łut szczęścia i cała masa determinacji

przez | 08/03/2012

Kilkudziesięciu przedsiębiorców spotkało się 1.03 w poznańskim WTC, by dowiedzieć się, jak przekuć pomysł w dobry biznes. Gościem spotkania z cyklu Move up – jak rozwijają się najlepsi w Wielkopolsce był Patryk Strzelewicz z firmy Q-Workshop, producent oryginalnych kostek do gier znanych na całym świecie.

Spotkanie zorganizował Wielkopolski Związek Pracodawców Prywatnych pod Patronatem Urzędu Marszałkowskiego i przy finansowym wsparciu MultiBanku. Rozpoczął wicemarszałek Leszek Wojtasiak życząc innowacyjnych inspiracji i podkreślając rolę współpracy zarówno między przedsiębiorcami, jak i biznesem a światem nauki czy polityką. – Współpraca jest bardziej opłacalna niż wewnętrzna konkurencyjność – podkreśla – a potencjał świata nauki wybiega o parę lat do przodu. Z drugiej strony funkcjonuje w dużym oderwaniu od gospodarki. Umiejętności i wiedza polskich naukowców są ogromne, ale nie przekłada się to na rozwój i innowacyjność przedsiębiorstw. Jest tego zbyt mało – mówi Wicemarszałek Wojtasiak.

Mało, ale świadomość środowisk rośnie. Zdecydowanie otwarty umysł zaprezentował Patryk Strzelewicz, gość spotkania, który jest przykładem wizjonera, marzyciela, biznesmena i innowacyjnego odkrywcy w jednym. – Połowę dorosłego życia spędziłem myśląc o grach, zwłaszcza o kostkach – opowiada – przez ostatnie 10 lat pozwoliło mi to rozwinąć firmę zatrudniającą 15 osób.

Zaczął w wieku 15 lat, zastanawiając się, jaką firmę założyć. Olśniło go kilka lat później podczas spotkania z przyjaciółmi, kiedy grali w grę RPG (Role Playing Game). – Mroczne klimaty, niesamowite plansze, drogie pionki, które maluje się tygodniami i kostki, które nijak nie pasowały do klimatu gry. – wspomina. – Pewnego dnia usiadłem pod jabłonką, wziąłem dłuto i wystrugałem kostki odpowiednie do takich gier.

Tak to się zaczęło. W 2003 roku Strzelewicz wystawił kilka swoich kostek na Allegro, sprzedały się znacznie drożej niż się spodziewał, a po tygodniu ruszyli z przyjaciółmi z produkcją w warsztacie u rodziców 5 kompletów tygodniowo i systematycznie obserwowali wzrost obrotów. Co to oznacza? Odkryta nisza, która okazała się całkiem sporym światowym rynkiem, pozwoliła Q-Workshop stanąć obok 3 innych dostawców kostek. Szło dobrze, zdobyli dotację, kupili maszyny za milion, byli w finale Przedsiębiorcy Roku, aż do 2009, kiedy cały dorobek spłonął, a ubezpieczenie wystarczyło na pokrycie połowy strat.

– Teraz widzę, że wyszło nam to na dobre, jestem w czepku urodzony – śmieje się Strzelewicz. I podkreśla, że szczęście to tylko część jego sukcesu. – Gdyby nie determinacja, pukanie do różnych drzwi, nieustanne próbowanie na nowo, podnoszenie się, nie byłbym tu dzisiaj. Kiedy na targach w USA zauważyliśmy niepokojące trendy związane z inwazją gier komputerowych, zaczęliśmy myśleć o konieczności dywersyfikacji. W końcu pojawił się nowy pomysł, ale pomysł to nie wszystko. Ciężko znaleźć inkubator, klaster technologiczny, żeby sprawnie pomysł zrealizować – mówi właściciel Q-Workshop.

Dalej było już tylko coraz ciekawiej. Na spotkaniu Strzelewicz zaprezentował swój pomysł, który przeszedł długą drogę do realizacji. Gdyby nie determinacja pana Patryka, być może ktoś inny wymyśliłby coś podobnego, a tak będziemy mieć pierwszy na świecie tego rodzaju innowacyjny produkt, wymyślony przez Polaka, młodego chłopaka z ogromnym doświadczeniem i niezwykłymi pomysłami. Premiera będzie już za kilka tygodni i wtedy cały świat będzie próbował wypowiedzieć nazwisko Strzelewicz.

Czwartkowe spotkanie Move up było trzecie z cyklu, w czerwcu szykuje się kolejne. Jak mówi Jacek Kornosz z WZPP, menadżer projektu, idea przedsięwzięcia i podstawowy zamysł to ponadprzeciętne rozwiązania. Kiedy dojdzie do tego współpraca, transfer wiedzy, dobre warunki rozwoju polskiej gospodarki, będziemy mieć ponadprzeciętne efekty, jak w przypadku Q-Workshop.