Gdzie jest kot pogrzebany?

przez | 31/08/2011

Od kilku lat na polskich osiedlach dochodzi do sąsiedzkich kłótni z powodu dokarmiania kotów i udostępniania im lokali mieszkalnych – piwnic. Obie strony są nieprzejednane w walce o swoje stanowisko w tej sprawie. Jedni uważają, że koty wywołują niepokój i strach. Drudzy, że uczą szacunku wobec bezbronnych stworzeń. A może źródłem sporów nie są koty, tylko ludzie?

Na myśl przychodzi żydowska anegdota, kiedy pewnego razu przyszli do Rabina dwaj Żydzi: Mosze i Josele, którzy kłócili się między sobą. Rabin miał rozsądzić, który z nich ma rację. Najpierw wysłuchał Joselego i stwierdził: masz rację. Następnie wysłuchał Moszego i stwierdził: Mosze, Ty masz rację. Na to odezwała się żona Rabina, mówiąc: czyś Ty zwariował? Jak możesz im dwóm równocześnie przyznawać rację, przecież to nielogiczne. Na to Rabin do żony: i Ty też masz rację.

Podobnie sprawa się ma pomiędzy miłośnikami i przeciwnikami kotów – każda z grup ma rację. Bo czyż racji nie ma ten, kto twierdzi, że 40 kotów w piwnicy, to przesada? Czy racji nie ma ten, kto twierdzi, że taka ilość kotów powoduje przykry zapach, niekiedy smród, brud i nieczystości?

Z drugiej strony, czyż nie ma racji ten, kto dokarmia wolnożyjące koty, pomaga im przetrwać zimą, uchylając piwniczne okna? Czyż nie ma racji ten, kto twierdzi, że koty są niezastąpione w walce z roznoszącymi choroby gryzoniami?

Niestety, ta obopólna racja coraz częściej, zamiast sporu na słowne argumenty, prowadzi do agresji. Niestety, agresja ta najczęściej wymierzona jest w koty.

Temat kotów miejskich poruszany jest niejednokrotnie na zebraniach osiedlowych, czy nawet w skargach pisanych do zarządów spółdzielni. Administratorzy jednak nie szukają zbyt głęboko, aby rozwiązać ten problem. Najpopularniejszym sposobem nie jest merytoryczna dyskusja i szukanie kompromisu, ale kartka z informacją, na której: „administracja prosi o niedokarmianie i nieprzygarnianie zwierząt, zaś w przypadku udowodnionego dokarmiania kotów, lokatorzy będą obciążani finansowo”. W większości przypadków bywa, że administratorzy odpowiadają tylko na skargi lokatorów, którzy nie lubią kotów, bez sprawdzania na ile ich skargi są uzasadnione.

Winni są ludzie, bo nie potrafią dojść do porozumienia. Jedynymi poszkodowanymi są koty, które w wyniku ludzkiej nieudolności we wzajemnym komunikowaniu się, doznają z ich strony krzywdy. A więc, gdzie jest kot pogrzebany?

Po pierwsze: problem brudnych misek i kuwet, które denerwują innych lokatorów, można rozwiązać systematycznym ich myciem i utrzymaniem w czystości pomieszczeń, w których przebywają koty.

Po drugie: Wpuszczanie do piwnicy 30 – 40 kotów jest przesadą. Nikogo nie przekona wtedy argument, że koty łapią szczury i myszy i zapobiegają ich rozmnażaniu. Wszyscy wiemy, że 3 – 4 koty, są w stanie wyłapać wszystkie grasujące gryzonie w piwnicy.

Po trzecie: Bez STERYLIZACJI, KASTRACJI i szczepień nic się nie zdziała. Koty będą się rozmnażać, a nadmierna ich ilość wzbudza agresję wśród kocich przeciwników.

Po czwarte: Trucie, zamykanie okien piwnicznych i agresywne zachowanie wobec opiekunów dzikich kotów, jest łamaniem prawa.

Po piąte: Niektórym ludziom przeszkadza wszystko, ptaki, szczekające psy, głośniej bawiące się dzieci, czy koty wolnożyjące. Dlatego, ze strony spółdzielni należy oczekiwać pewnej formy współpracy w uświadamianiu i informowaniu skarżących się lokatorów o potrzebie podejścia do tego problemu z uwzględnieniem istniejących umocowań prawnych i potrzebie opieki nad bezdomnymi zwierzętami.

Po szóste: Gdyby administratorzy budynków zamiast bezprawnych ogłoszeń o zakazie dokarmiania kotów ustalili jasne zasady opieki nad kotami i wypracowaniu kompromisu, który satysfakcjonowałyby zwolenników, jak i przeciwników, nie dochodziłoby do kłótni między sąsiadami. Jasne zasady i wydzielenie jednego, otwartego na zewnątrz pomieszczenia, w którym koty mogłyby przebywać pod opieką osób je dokarmiających, rozwiązałoby nasilający się problem.

Ośrodek KOTERIA w Warszawie, to coraz lepiej znana Warszawskim Kociarzom instytucja świadcząca usługi bezpłatnej sterylizacji i kastracji kotów miejskich. Działalność Ośrodka jednak nie kończy się na tym. Opiekunowie wolnożyjących kotów mogą tu również liczyć na poradę i pomoc w zapobieganiu międzysąsiedzkim konfliktom.

Nawołując do współpracy pomiędzy karmicielami, a administratorami budynków, Koteria przyczynia się do humanitarnego traktowania wolnobytujących kotów, chroni je przed nadmiernym rozmnażaniem i uczy jak utrzymać właściwy stan sanitarno – higieniczny pomieszczeń, w których przebywają koty.

Takie podejście z pewnością przyniesie pozytywne efekty dla obu stron konfliktu. Wystarczy tylko chcieć skorzystać z takiej pomocy.