Debata na temat zmian w systemie emerytalnym ministra Jacka Rostowskiego z profesorem Leszkiem Balcerowiczem

przez | 23/03/2011

Komentarz Krzysztofa Nowaka, eksperta ds. systemów emerytalnych i członka zarządu Mercer Polska.

Debata ministra Rostowskiego oraz profesora Balcerowicza po raz kolejny udowodniła, że problem, który rząd rozwiązał obniżając składkę do OFE nie jest wyłącznie problemem OFE. To bezwzględnie kwestia budżetu i – jak to podkreślał minister Rostowski – braku logiki w „kreowaniu” przez OFE deficytu budżetowego. To teza, którą skutecznie narzucił Balcerowiczowi minister Rostowski. W moim przekonaniu to z tego powodu były minister finansów i wicepremier przegrał tą debatę. Dyskutując o sposobach na zmniejszenie deficytu budżetowego dosyć szybko okazało się bowiem, że obaj Panowie przynajmniej poglądy mają podobne (co nie znaczy oczywiście, że rząd będzie starał się szybko realizować te bardziej dotkliwe krótkoterminowo cięcia wydatków), ale pragmatyzmu więcej starcza Rostowskiemu. W efekcie wraca pytanie co tak naprawdę jest przyczyną obniżenia składek do OFE. Problemy budżetu (co wydaje się potwierdzać debata), czy może kwestie emerytalne. Jeżeli te ostatnie to dlaczego nie dyskutowano o fundamentalnych dla propozycji rządu ryzykach związanych z przyszłym bezpieczeństwem systemu, w którym za ponad 3/5 naszych emerytur będzie odpowiadało Państwo. Jak Państwa zamierza mobilizować Polaków do większej aktywności zawodowej (najniższe wskaźniki w Europie), kto będzie na przyszłych emerytów pracować, w sytuacji przerażająco niskich wskaźników dzietności (zmienią się one w perspektywie najbliższych 5 lat?), jak utrzymać konkurencyjność gospodarki, w sytuacji, gdy być może zabraknie składek i znowu budżet przejmie na siebie odpowiedzialność za emerytury. Tych i podobnych pytań jest wiele, szkoda, że być może będziemy musieli na nie odpowiadać, w momencie, w którym o wiele trudniej będzie można coś zrobić (za 10 czy 20 lat).

Ostatni wniosek jaki płynie z debaty dotyczy jej stylu. Niezależnie od faktu, że dyskusja emerytalna jest przykładem najbardziej merytorycznej i intelektualnie najlepiej zorganizowanej debaty w ostatnich 15 latach (nawet uwzględniając ostatnią sejmową debatę na ten temat) to spotkanie Balcerowicz – Rostowski udowadnia, że siła argumentu nie zawsze jest najważniejsza. Czasami wystarczy dobra „plansza” – ze słupkami wskazującymi ile przeciętny Polak „miałby na koncie w ZUS-ie”, gdyby proponowane przez rząd zmiany obowiązywały od początku. Nikt nie jest w stanie zweryfikować tych wyliczeń, nie dyskutujemy o przyjętych założeniach, a dodatkowo w tle pojawia się uporczywe pytanie jednego z prowadzących – to jaka będzie ta przyszła emerytura? Gdyby Balcerowicz chciał za wszelką cenę wygrać tą debatę to powinien jasno odpowiedzieć: 5 346 złotych, a jeżeli cyfra wydaje się nieprzyzwoicie wysoka to może 3 870 złotych? Nieprawda? Słusznie gniewał się dziennikarz; jak to profesor ekonomii, a na takie proste pytanie nie odpowiedział? A może to dowód na to, że najważniejsze w tego typu debatach nie są odpowiedzi, ale właśnie pytania. Gdyby padły wszystkie istotne, być może mielibyśmy szansę poznać istotę problemu oraz pełne argumenty obu stron.

źródło/autor: Mercer Polska