Projekt ustawy o podatku bankowym jest do …

przez | 07/03/2011

Projekt ustawy o opodatkowaniu niektórych instytucji finansowych zawiera zdaniem autora kilka podstawowych błędów. Ustawa ma służyć zbieraniu pieniędzy na dziurę budżetową, zawiera jednak regulacje odsuwające w czasie pozytywne skutki dla budżetu.

Ustawa o podatku bankowym zakłada najogólniej ujmując nałożenie na:

  • banki,
  • instytucje kredytowe,
  • ubezpieczycieli,
  • fundusze inwestycyjne

podatku 0,25% od wartości aktywów wykazanych w bilansie (w sprawozdaniu finansowym).

Projekt uzależnia obowiązek odprowadzania zaliczki na podatek od momentu złożenia przez podmiot zobowiązany deklaracji za rok poprzedni. Deklaracja taka ma być składana do 30 dnia od zatwierdzenia sprawozdania finansowego albo od ostatniego dnia, kiedy zgodnie z odrębnymi przepisami sprawozdanie finansowe powinno być zatwierdzone. Zgodnie z tą regulacją instytucje zobowiązane zatwierdzać będą sprawozdania w ostatnim możliwym terminie, bowiem każda zaoszczędzona zaliczka 1/12 może być przez wiele miesięcy inwestowana i pomnażana, po co więc instytucje zobowiązane miałyby się spieszyć. Wystarczyło zaś wprowadzić zaliczkę w wysokości 1/12 od kwot wykazanych we wcześniejszych sprawozdaniach, z obowiązkiem wyrównania po zatwierdzeniu sprawozdania bieżącego.

Z kolei w przypadku wzrostu sumy aktywów instytucje zobowiązane mogą obniżyć swój podatek. Wystarczy, że nie zatwierdzą sprawozdania finansowego w ciągu 6 miesięcy od dnia zakończenia roku obrotowego, a wtedy podstawę opodatkowania (ostateczną) stanowić będzie suma aktywów wykazana w roku poprzednim, niższa.

Oczywiście z jednej strony trudno posądzać tak szacowne instytucje, jak banki czy ubezpieczycieli, o kierowanie się tak niskimi pobudkami w sprawozdawczości finansowej. Wydaje się jedna, że kto pamięta Enron czy inne przypadki kreatywnej księgowości, powinien zadbać o odpowiednie regulacje ustawowe, a nie pokładać ufność w podatnikach.

Za fikcję można uznać zwolnienie dla banków, które cały zysk przeznaczą na zwiększenie kapitałów własnych. Banki – szczególnie notowane na giełdzie – nie obetną akcjonariuszom dywidendy, bo wpływa ona na kurs akcji, który dla spółek publicznych jest istotny. Jedynie zaś cały zysk przeznaczony na podwyższenie kapitałów własnych powoduje zwolnienie z podatku. Zatem albo bank przekaże całość i uzyska dodatkowy zysk w postaci zwolnienia podatkowego, albo nie przekaże na podwyższenie kapitałów nic – bo przecież przekazując część i tak zapłaci od niej podatek bankowy od całości. Warto też dodać, że banki nie wykazujące zysku nie będą mogły skorzystać ze zwolnienia, zatem banki znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej zostaną dodatkowo „dobite” podatkiem bankowym. Nie będą mieć przecież zysku, który mogłyby przekazać na zwiększenie kapitałów własnych. Może więc zatem projekt ustawy to zachęta do księgowości kreatywnej – wykażmy choć złotówkę zysku, to nie zapłacimy podatku bankowego? 

Ostatnia wada to przepis art.10, zgodnie z którym „wprowadzenie podatku określonego niniejszą ustawą nie może stanowić podstawy zmiany warunków świadczenia usług finansowych i ubezpieczeniowych wykonywanych w oparciu o umowy cywilnoprawne”.

Tego typu rozwiązanie może naruszać szereg zasad konstytucyjnych. Inne podmioty, na które nakładane są podatki o charakterze majątkowym, mają prawo do przeniesienia tych kosztów na swoich klientów, a podatnicy podatku bankowego – nie – ocenia projekt Artur M. Brzeziński, wydawca serwisu ePodatnik.pl. Gdyby to był podatek dochodowy, być może zaproponowane rozwiązania byłyby konstytucyjne. Podatek ten obciąża jednak majątek przedsiębiorstwa i w związku z tym nie ma żadnego związku z dochodami czy ich brakiem (ze stratą). Obciążanie zaś nie dochodu podatników, ale ich całego majątku, bez uwzględnienia indywidualnej sytuacji finansowej podatników, z zakazaniem poszukiwania źródła finansowania wydatku również o podatników wykazujących stratę, stanowić może naruszenie zasady wolności działalności gospodarczej, nienaruszalności własności czy równości podmiotów wobec prawa. Czyżby ustawodawca nie zauważył, że lata 50-te XX w. z ich specyficzną swobodą gospodarczą już minęły?

Uzasadnienia dla tego typu rozwiązań nie może stanowić wyrażona w projekcie ustawy myśl: „w związku z wejściem w życie ustawy oraz z wprowadzeniem podatku od instytucji finansowych, instytucje te nie mogą pogarszać warunków umów z klientami.” uzasadniona tym, że „brak radykalnych działań [państwa – epodatnik.pl] może doprowadzić się do zbliżenia się lub przekroczenia granicy 60% PKB, co będzie oznaczać katastrofę dla budżetu państwa i jeszcze większe konsekwencje w obszarach społecznych.” Te „większe konsekwencje” to ogólne skutki dziury budżetowej, przede wszystkim w sferze unijnej, które nie powinny być załatwiane doraźnie przez dodatkowe obciążenia finansowe, i to w Polsce, gdzie kryzys na rynku finansowym nie obciążył budżetu tak, jak miało to miejsce w innych krajach. Te „większe konsekwencje” to również groźba zwiększenia kolejny raz podatku VAT (zależy to od stanu budżetu państwa). Skoro jednak ten sam rząd zaproponował warunkową podwyżkę VAT, to nie powinien w ocenie autora proponować co raz to innych obciążeń fiskalnych pod rygorem wprowadzenia własnej podwyżki VAT. W tym świetle podatek bankowy może stanowić jedynie element gry wyborczej – obywatele prędzej poprą obciążenie niektórych podmiotów, niż wszystkich, w końcu większość rządzi.

To jednak tylko osobisty pogląd autora niniejszej publikacji. Dura lex, sed lex, byle tylko nie naruszano Konstytucji.

źródło/autor: ePodatnik.pl