Internet w telewizorze nie zachwyca, przynajmniej na razie

przez | 17/12/2010

W ciągu ostatnich pięciu lat coraz więcej urządzeń stawało się „końcówkami” globalnej sieci internetowej. Mamy już Internet w komputerze, laptopie, telefonie komórkowym, tablecie, lodówce, odtwarzaczu MP4, odbiorniku radiowym, odtwarzaczu DVD i Blu-Ray, sieciowym odtwarzaczu multimedialnym, a ostatnio przyszła kolej na telewizory. Czy naprawdę potrzebujemy w telewizorze sudoku, Facebooka i wiadomości z Onetu? Komentarz Dominika Komara, Managera działu Invention w domu mediowym Mindshare Polska.

W ostatnim roku pojawiło się wiele technologii, których głównym zadaniem jest umilanie nam domowych rozrywek. Dalszy (po Nintendo Wii) rozwój technologii „natural user interface” zaowocował m.in. pojawieniem się na rynku kontrolerów PlayStation Move oraz przystawki Kinect do konsoli Xbox. Na fali popularności filmu „Avatar” wypłynęli producenci sprzętu RTV, którzy jako pierwsi zdecydowali się zaproponować rozwiązania pozwalające na wyświetlanie obrazu w trójwymiarze. Co więcej, obecnie praktycznie każdy nowy telewizor i odtwarzacz DVD bądź Blu-Ray przystosowany jest do obsługi Internetu. Jeszcze dwa lata temu producenci umożliwiali w ten sposób jedynie aktualizację oprogramowania sprzętowego. Obecnie tworzy się wiele gotowych do ściągnięcia aplikacji dedykowanych telewizorom. Można wręcz odnieść wrażenie, że producenci zmierzają do umieszczania możliwie jak największej liczby aplikacji, wtyczek, rozszerzeń, programów w każdym urządzeniu z dostępem do Internetu. Pytanie tylko: czy to ma sens?

Multitasking w XXI wieku

Modelowy przykład: Facebook. Mam go już w komputerze i na komórce. Korzystanie z serwisu w ten sposób jest bardzo komfortowe: mogę w miarę szybko dowiedzieć się, gdzie na świecie jest aktualnie konflikt zbrojny, co słychać u moich znajomych, wrzucić zdjęcia z wyjazdu i obejrzeć polecany przez kolegę nowy film o Forfiterze. To, co mnie absorbuje to treść. W dużej mierze tekst, bo przecież pomimo rosnącego znaczenia contentu audiowizualnego Internet to wciąż głównie medium czytane. Przeglądam więc strony internetowe i czytam.

Kiedy jednak włączam telewizor, oczekuję zupełnie innego rodzaju zaangażowania. Jeśli mam laptopa na kolanach sprawy na Facebooku załatwiłem już lub załatwiam równocześnie oglądając „Doktora House’a”. Korzystając z telewizora, mogę obejrzeć film, pograć na PlayStation, ewentualnie obejrzeć Omenę Mensah zapowiadającą pogodę, chociaż i tak częściej pewnie wejdę na ulubiony serwis pogodowy. Wylegując się na kanapie cztery metry od telewizora, szczegółowe informacje mam już na podręcznym ekranie, w telewizorze mogę więc poszukiwać głównie rozrywki. Jeśli już natomiast szukam informacji, to podanej w taki sposób, abym mógł ją pozyskać możliwie biernie, np. słuchając lub oglądając materiał wideo.

Biorąc pod uwagę różne wzorce konsumowania treści (komputer – aktywnie, telewizor – pasywnie), zastanawia może, dlaczego do nowych telewizorów uporczywie wkłada się Facebooka i Twittera? Czy można wygodnie z nich korzystać siedząc na kanapie? Czy content sieciowy, dostępny w telewizorze i oparty w dużej mierze o tekst będzie dla mnie szybszy i wygodniejszy niż treści dostępne z poziomu komputera, tabletu albo komórki? Szczerze w to wątpię.

Pełen relaks

Za chwilę na rynku pojawi się Google TV, do którego dostaniemy klawiatury i przeglądarkę Chrome. Już wkrótce będziemy mogli przeglądać sieć dokładnie tak jak na ekranie laptopa. Co więcej, producenci sprzętu prześcigają się w dokładaniu wtyczek do swoich nowych modeli. Poza Facebookiem i feedami z Twittera, na ekranie naszej nowiutkiej plazmy można już oglądać pogodę z AccuWeather.com, obejrzeć swoją okolicę na Google Maps, pograć w PacMana lub przejrzeć najnowsze newsy z Gazety albo Onetu. O ile w dobie wszechpotężnych konsoli jedynie sentymentalni weterani gier wideo mogą pokusić się o uruchomienie prostej gry z poprzedniego stulecia i z tego tytułu ich obecność w TV może być uzasadniona, to trudno jednak wyobrazić sobie komfortowe czytanie i poruszanie się po stronach internetowych, jeżeli oglądamy je na 42-calowym telewizorze Full HD, kiedy czcionka użyta na stronie wydaje się wręcz mikroskopijna. Oglądanie serwisów internetowych w taki sposób musiałoby wymagać naprawdę dużej determinacji.

Pierwszą kwestią wymagającą rozwiązania będzie zatem obecne nieprzystosowanie stron www do konsumowania z poziomu kanapy (warto tutaj wspomnieć, że niektórzy amerykańscy nadawcy już zoptymalizowali swoje strony pod kątem oglądania za pośrednictwem telewizora, ale to wciąż bardzo rzadka praktyka). Swoją drogą, czy doprowadzi to do wypracowania dwóch nowych standardów tworzenia www, jednego pod kątem wyświetlania w telewizorach (i przystosowanego do obsługi np. gestowej) i drugiego, dotychczasowego – pod pozostałe urządzenia (ewentualnie zoptymalizowanego do korzystania przy pomocy ekranów dotykowych)?

Drugim problemem jest niedopasowanie treści aplikacji do samego medium. Umieszczanie w telewizorach aplikacji typu Facebook, Twitter albo Onet – w obecnej formie – uważam za pozbawione sensu, ponieważ treści, jakich dostarczają te serwisy, mogą być już z powodzeniem przeczytane na innych, wygodniejszych urządzeniach. Na uwagę zasługuje natomiast trend związany z dostarczaniem zawartości video – jako naturalny i rozsądny dla widzów korzystających z Internetu w telewizorze. Rozwiązania takie obejmują w tej chwili m.in. treści z serwisów YouTube, DailyMotion oraz Ipla. Z drugiej strony, mamy też możliwość zainstalowania Skype’a (na co pozwalają np. najnowsze modele Samsunga) i, po dokupieniu specjalnej kamery, prowadzenia rozmów video, co również wydaje się być rozsądne z punktu widzenia użyteczności tego rozwiązania.

Filmoteka z „lajkiem”?

Telewizor podłączony do sieci stający się z powrotem centrum domowej rozrywki ma przed sobą

interesujące perspektywy. Najpewniej już wkrótce doświadczymy eksplozji setek nowych aplikacji dla TV, które wzorem Apple AppStore będą dystrybuowane za darmo lub sprzedawane w sieciowych „marketach”. Jakie więc powinny być, aby widz (czy może już użytkownik?) dostrzegał w nich rzeczywistą wartość?

Podstawą będzie łatwość obsługi i odpowiedź na potrzebę niezbyt zaangażowanej rozrywki.

Być może więc, zamiast kanałów RSS z pojedynczą fotografią i mnóstwem tekstu bardziej sprawdzą się estetyczne przeglądarki zdjęć lub wideo (np. materiałów zamieszczanych przez znajomych w serwisach społecznościowych – okrojona wersja Facebooka)?

Pomysłów i scenariuszy rozwoju tego segmentu rynku mediów jest wiele, ale jedno jest pewne: o ile przyszłość Internetu w telewizorach nie jest jeszcze znana, z pewnością zapowiada się ciekawie.

Dominik Komar, Manager, dział Invention, dom mediowy Mindshare Polska

Nota o Autorze

Dominik Komar, Manager w dziale Invention w domu mediowym Mindshare Polska, odpowiedzialny za planowanie i implementację strategii reklamowych z wykorzystaniem nowych mediów.

Z Mindshare Polska od związany od 2007 roku. Absolwent Wydziału Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Warszawskim.