Inwestorzy z niepewnością czekają na piątkowe dane

przez | 10/03/2010

Giełdowe byki doskonale wykorzystały pierwsze dwa dni tygodnia do podciągnięcia indeksów. Sprzyjał im brak bardziej istotnych informacji i wydarzeń dotyczących gospodarki. Dziś już tak łatwo nie było. Wzrosła niepewność związana z jednej strony z oczekiwaniem na dane zza oceanu, z drugiej zaś z problemami Grecji. We wtorek wieczorem kanclerz Niemiec Angela Merkel zwołała nadzwyczajne posiedzenie rządu w tej sprawie. Dziś natomiast okazało się, że premier Grecji rozważa zwrócenie się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, gdyby nie uzyskał wsparcia z Unii Europejskiej. Do tych dwóch czynników doszła też naturalna chęć realizacji zysków po dwóch dniach pokaźnych zwyżek. Dane ze Stanów Zjednoczonych nie rozwiały niepewności. Liczba wniosków o kredyt hipoteczny okazała się znacznie większa, niż się spodziewano, a z raportu ADP wynikało, że spadek liczby etatów w sektorze prywatnym jest nieco wyższy od oczekiwań. Lepszy niż się spodziewano wskaźnik aktywności w usługach też zbytnio nie poderwał inwestorów do działania.

Polska GPW

W trakcie całej dzisiejszej sesji na warszawskim parkiecie nastroje były dość chwiejne. Główne indeksy zaczęły sesję od zwyżki po około 0,3 proc., wskaźniki małych i średnich spółek zwyżkowały po 0,15 proc. Po godzinie niemal wszystkie znalazły się pod kreską, by w południe powrócić w okolice wtorkowego zamknięcia. Dziś inwestorzy nie garnęli się więc do rynkowych „eksperymentów” i prowzrostowy zapał byków, widoczny od kilku dni wyraźnie przygasł w oczekiwaniu na rozwój sytuacji za oceanem. Ale i podaż nie pokazała siły, więc zmiany cen akcji i wartości indeksów były niewielkie.

Początkowo indeksom dodawały sił akcje banków. Liderem w tym gronie były papiery Pekao, zyskujące 1,5 proc. po publikacji wyników kwartalnych. W pierwszej części sesji słabo zachowywały się natomiast walory spółek surowcowych. Nie błyszczała też Telekomunikacja Polska, zniżkując o 0,6-0,9 proc. Końcówka sesji była dość nerwowa. Walory Pekao i PKO traciły po 1 proc., by po chwili znów wyjść na niewielki plus.

Finisz należał „zdecydowanie” do byków. WIG20 zyskał 0,42 proc., a WIG wzrósł o 0,4 proc. Wskaźnik średnich spółek zwiększył swoją wartość o 0,24 proc., a sWIG80 zwyżkował o 0,14 proc. Obroty na rynku akcji wyniosły 1,1 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Wtorkowa sesja na Wall Street przyniosła niewielki wzrost indeksów, ale jej przebieg nie był wcale jednoznacznie „byczy”. S&P500 w ciągu dnia dotarł do poziomu 1123 punktów, najwyższego od 20 stycznia. Końcówka była już znacznie mniej pomyślna dla posiadaczy akcji, bowiem na zamknięciu indeks „był wart” już tylko 1118 punktów. Jeszcze gorzej zachowywał się Dow Jones, który ledwie zdołał utrzymać się nad kreską. Widać więc, że im bliżej publikacji istotnych danych dotyczących sytuacji na amerykańskim rynku pracy, tym większa niepewność.

Giełdy azjatyckie liczbą bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych dziś się nie przejmowały i w większości notowały zwyżki, choć ich skala nie była wielka. Liderem był indeks w Bombaju, zyskujący prawie 1,4 proc. Wskaźniki w Szanghaju wzrosły o 0,8-0,9 proc. Nikkei poszedł w górę o 0,3 proc. Niewielkie spadki miały miejsce jedynie w Kong Kongu, Dżakarcie i Kuala Lumpur.

Główne giełdy naszego kontynentu zaczęły dzień od niewielkich spadków. Indeks w Paryżu tracił 0,4 proc., podobnie jak londyński FTSE. DAX zniżkował o 0,3 proc. Do południa nie działo się zbyt wiele, a inwestorzy czekali na dane zza oceanu. Reakcji na informacje o sprzedaży detalicznej i aktywności gospodarczej w europejskich usługach nie było. Okazały się one zgodne z oczekiwaniami.

Na parkietach naszego regionu nastroje także były nie najlepsze. Na plusie do południa był jedynie indeks w Bukareszcie. Spadki jednak były niewielkie, za wyjątkiem Budapesztu, gdzie tamtejszy wskaźnik tracił ponad 1 proc. Lekko zniżkowały parkiety w Atenach i Madrycie. Pod koniec dnia nastroje nieco się poprawiły, ale o większych ruchach nie było mowy. Tuż po godzinie 16.00 CAC40 zyskiwał 0,8 proc., DAX rósł o 0,7 proc. Jedynie FTSE tracił 0,2 proc.

Waluty

Od wtorkowego ataku na poziom 1,34 dolara za euro, amerykańska waluta traciła na wartości. Już wczoraj wieczorem kurs euro dotarł do 1,36 dolara, a dziś w pierwszej części dnia ta tendencja była kontynuowana. Około południa euro wyceniano na nieco ponad 1,36 dolara.

Złoty korzystał z tej sytuacji. Dziś rano dolara można było kupić za 2,87 zł, o ponad 5 groszy taniej niż wczoraj przed południem. Drożało natomiast euro. Wspólną walutę można było wczoraj wieczorem kupić za niewiele ponad 3,9 zł, dziś około południa trzeba już było za nią płacić 3,92 zł. Kurs franka poruszał się w przedziale 2,67-2,68 zł. Tuż po południu wypowiedź prezesa NBP Sławomira Skrzypka o potrzebie zastanowienia się nad podwyżką stóp procentowych spowodowała wyraźne przyspieszenie tendencji umacniania się złotego. Dolar staniał do 2,84 zł, euro do 3,89 zł, a frank do 2,66 zł.

Podsumowanie

Odwaga byków, podnosząca wartość głównych indeksów Warszawie w ostatnich dniach, dziś wyraźnie osłabła. Zahamowanie dynamicznych wzrostów wydaje się zjawiskiem jak najbardziej naturalnym i trudno z tego wyciągać wnioski o słabnięciu tendencji wzrostowej. Na jej korzyść przemawia brak bardziej zdecydowanej akcji podaży. Coraz bardziej widoczna staje się jednak niepewność dotycząca reakcji inwestorów za oceanem oraz ta związana z oczekiwaniem na piątkowe dane, dotyczące zmiany liczby miejsc pracy w amerykańskim sektorze pozarolniczym. W efekcie indeksy przez cały dzień nie zdołały się oddalić od poziomu z wtorkowego zamknięcia, a obroty znów były niezbyt wysokie.

Roman Przasnyski, Gold Finance

źródło/autor: Ciszewski Financial Communications