Oszczędzanie w III filarze to wręcz konieczność

przez | 15/02/2010

Mimo iż coraz więcej firm zakłada pracownikom programy emerytalne, to wiedza o indywidualnym oszczędzaniu i trzecim filarze jest u nas nadal znikoma. – Polacy muszą sobie uświadomić, że emerytura z dwóch filarów nie wystarczy, aby utrzymać dotychczasowy poziom życia po zakończeniu aktywności zawodowej – mówi Magdalena Janczewska, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Konfederacji Pracodawców Polskich.

Twórcy reformy emerytalnej zakładali, że tylko w ciągu pierwszego roku na Indywidualne Konta Emerytalne wpłyną 4 miliardy złotych. Otworzyć je miało nawet 7 milionów Polaków. Po pięciu latach od momentu umożliwienia oszczędzania w ramach trzeciego filaru okazało się, że założenia te były nadmiernie optymistyczne. IKE posiada siedmiokrotnie mniej przyszłych emerytów, niż zakładano. Niebagatelny udział mają w tym jednak pracodawcy, którzy tworzą pracownicze programy emerytalne.

Jak wynika z danych „Parkietu”, w ubiegłym roku prowadzono 1099 programy emerytalne, czyli o 21 więcej niż w 2008 roku. Włączonych w nie było 333,5 tysiąca pracowników.

– Powinniśmy się cieszyć ze wzrostu, ale to ciągle zdecydowanie za mało. W mediach ciągle czytamy o przepychankach dotyczących OFE, ale reforma emerytalna to także trzeci filar, o czym zdaje się wszyscy zapomnieli – uważa Janczewska. Na emeryturę możemy oszczędzać w trzecim filarze od pięciu lat. To nasz dobrowolny wkład – aby świadczenie było wyższe. Wystarczy otworzyć IKE w banku, firmie ubezpieczeniowej, towarzystwie funduszy inwestycyjnych lub biurze maklerskim. Oszczędności są zwolnione z tzw. podatku Belki. Rocznie można wpłacać niecałe 10 tysięcy złotych.

– Oczywiście warto byłoby się zastanowić nad podwyższeniem tego progu, ale w Polsce przede wszystkim potrzeba szeroko zakrojonej akcji informacyjnej o oszczędzaniu – mówi Janczewska. Zdaniem KPP dotyczyć to powinno także  małych i średnich przedsiębiorców, którzy również należą do grupy najbardziej zagrożonej niskimi świadczeniami emerytalnymi.

Większość przedsiębiorców decyduje się bowiem na odprowadzanie do ZUS minimalnej dopuszczalnej kwoty składki, która jest stała oraz niezależna od zyskowności bieżącej działalności. – Jeśli nie będą dodatkowo oszczędzać, to w rezultacie może to oznaczać dla nich emeryturę, której wysokość będzie wymagała diametralnej obniżki standardów życia – ostrzega Janczewska.