Rekordy niełatwo pokonać, jeszcze trudniej utrzymać

przez | 11/01/2010

Dziś główne indeksy na naszym parkiecie wreszcie zdołały się wspiąć na rekordowo wysokie poziomy. Ich utrzymanie okazało się jednak zbyt trudne. Radość trwała krótko, ale byki same są sobie winne. Zależność warszawskiej giełdy od nastrojów na świecie jest ewidentna, więc okazje należy bardziej skwapliwie wykorzystywać. Dane zza oceanu okazały się niejednoznaczne. Zamówienia w przemyśle były nieco lepsze, niż się spodziewano, jednak aż 16 proc. spadek liczby podpisanych umów kupna domów zdecydowanie zmroził inwestorów.

Polska GPW

Na warszawskiej giełdzie nadal dziś przez większą część dnia panowały doskonałe nastroje. Początek handlu był dość spokojny. Indeksy zyskiwały solidarnie po 0,5-0,6 proc. Większe zróżnicowanie przyszło z czasem. Zainteresowanie inwestorów koncentrowało się jak zwykle na największych spółkach. WIG20 zyskiwał „grubo” ponad 1 proc., ustanawiając nowy rekord na poziomie nieco ponad 2480 punktów. W jego ślady poszedł także wskaźnik szerokiego rynku i indeks średnich firm. Odstawał jedynie sWIG80. Utrzymanie tych wysokich poziomów nie było jednak łatwe.

Spośród spółek surowcowych fason trzymały jedynie PKN Orlen i Lotos. Walory tej pierwszej firmy zyskiwały nawet 3,4 proc. Wyraźnie osłabły jednak walory KGHM, które systematycznie powiększały skalę przeceny, dochodząc do 1,6 proc. Słaba od kilku dni Telekomunikacja Polska dziś odzyskała wigor. Jej papiery zyskiwały prawie 2,5 proc.

Po niewielkiej korekcie w górę ponownie poszły akcje BZ WBK. Spółki sektora bankowego zyskiwały po 1,3-1,5 proc. przy sporych obrotach. W tej grupie liderem był BRE, zyskując 2 proc.

Optymizm ulatywał z czasem coraz bardziej od momentu, gdy kontrakty na amerykańskie indeksy zaczęły sygnalizować, że euforia za oceanem nie ma raczej szans na kontynuację i zbliżał się moment rozpoczęcia handlu na Wall Street. Nasze wskaźniki wróciły szybko do poziomu z otwarcia. Ostatecznie WIG20 zyskał 0,72 proc. Identyczny wynik uzyskał wskaźnik średnich spółek. Indeks szerokiego rynku wzrósł o 068 proc., a sWIG80 o 0,36 proc. Obrotu na rynku akcji wyniosły nieco ponad 1,8 mld zł i były wyraźnie wyższe niż w poprzednich dniach.

Giełdy zagraniczne

Wczorajsza sesja na Wall Street była zupełnym przeciwieństwem tej z ostatniego dnia ubiegłego roku. Tak gwałtowna zamiana nastrojów bez widocznego, racjonalnego powodu może rodzić pewne obawy o jej trwałość. Nastroje „miały ochotę” się poprawić, a powód zawsze się znajdzie. Lepszy wskaźnik aktywności w chińskiej gospodarce, lepszy w amerykańskiej, nadzieje na dobre piątkowe dane, dotyczące rynku pracy. Chwilowo inwestorzy zapomnieli o „groźbie” zaostrzenia polityki pieniężnej. Można się spodziewać, że z taką huśtawką nastrojów, ocen i interpretacji danych, będziemy mieli do czynienia w tym roku dość często. Na razie indeksy biją kolejne rekordy i nie ma co z tym dyskutować, dopóki sytuacja nie ulegnie zmianie.

Amerykańska euforia azjatyckim parkietom udzieliła się w dość wybiórczy sposób. Ponad 2 proc. wzrósł indeks w Hong Kongu, o połowę mniejsze zwyżki zanotowano w Indonezji, Malezji, Nowej Zelandii, Singapurze. Na Tajwanie wskaźnik wzrósł jednak jedynie o 0,04 proc., a Nikkei zyskał 0,25 proc.

Główne europejskie parkiety na początku dnia odchorowywały wczorajszą euforię, nieznacznie tracąc na wartości. W ciągu dnia indeksy w Paryżu i Londynie zdołały wyjść nad kreskę. DAX jednak miał z tym poważne kłopoty. Na giełdach naszego regionu optymizm aż kipi. Widać, że globalny kapitał nabrał odwagi i ruszył na bardziej ryzykowne rynki. W Bukareszcie indeks zyskiwał ponad 3 proc., budapeszteński BUX rósł o ponad 2 proc., w Pradze zwyżka sięgała niemal 1,6 proc. Turecki ISE100 wspinał się na kolejne rekordowe poziomy, rosnąc o 1,25 proc.

Nastroje nieco się pogorszyły po nie najlepszym początku sesji na Wall Street, ale dotyczył to przede wszystkim głównych parkietów. Tuż po godzinie 16.00 paryski CAC40 tracił 0,05 proc., a DAX spadał o 0,3 proc.

Waluty

Wczorajsze osłabienie amerykańskiej waluty dziś było kontynuowane, jednak dynamika tego ruchu była niezbyt duża. Jeszcze wczoraj rano euro wyceniano na 1,425 dolara, wieczorem już na 1,44 dolara, dziś około południa było to 1,448 dolara. Wygląda na to, że czwarta w ciągu ostatnich kilkunastu dni próba przedarcia się wspólnej waluty powyżej poziomu 1,44 dolara zakończyła się sukcesem, trwającym nieco dłużej niż godzinę. Zbyt wcześnie jednak sądzić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z bardziej trwałą tendencją, czy tylko krótkim odreagowaniem. Można odnieść wrażenie, że rynek walutowy chwilowo wrócił do poprzedniego schematu: im lepiej na giełdach, tym słabszy dolar. Ale utrzymanie się go na dłużej wydaje się wątpliwe.

Nasza waluta zdecydowanie wykorzystuje zmiany zachodzące między euro a dolarem do umocnienia się. Widać to od kilku dni, jednak bardzo dynamicznie proces ten przebiegał wczoraj i dziś rano. W poniedziałek na początku dnia za dolara trzeba było płacić nieco ponad 2,88 zł, wieczorem już tylko niecałe 2,83 zł, a dziś na początku handlu jedynie 2,8 zł. Ponad 8 groszy w ciągu kilkunastu godzin to pokaźna zmiana, więc spotkała się przed południem z niewielkim odreagowaniem do poziomu 2,84 zł. To osłabienie okazała się jednak tylko chwilowe. Podobny scenariusz przerabialiśmy w przypadku dwóch pozostałych najbardziej popularnych u nas walut. Dziś rano euro można było kupić za 4,06 zł, w ciągu dnia było o 2,3 grosze droższe. Cena franka wahała się w przedziale 2,736-2,758 zł.

Podsumowanie

Wszystko wskazuje na to, że musimy nauczyć się żyć ze zmiennością nastrojów inwestorów, jaką obserwujemy w ostatnich dniach. Można się spodziewać, że będzie to w tym roku stan dość powszechny na rynkach. Na tak silne i zdecydowane trendy, jak w ciągu minionych kilkunastu miesięcy raczej nie mamy co liczyć. To, w jakim kierunku rozwinie się sytuacja w najbliższym czasie, zależeć będzie w dużej mierze od danych, jakie pojawią się w tym tygodniu za oceanem i od tego, jak zareagują na nie inwestorzy.

Roman Przasnyski, Gold Finance

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.