Raport tygodniowy Gold Finance

Na surowcowych rynkach miniony tydzień charakteryzował się bardzo dużą dynamiką i zmiennością notowań. O ile poprzednio pierwsze skrzypce grała ropa naftowa, to w minionych pięciu dniach rolę lidera pod względem zainteresowania inwestorów znów grało złoto. Po krótkim okresie odpoczynku pod koniec października, listopad przyniósł silny ruch cen kruszcu w górę. W środę notowania osiągnęły nowy rekord na poziomie 1095 dolarów za uncję. W ciągu zaledwie kilka dni złoto podrożało o 67 dolarów na uncji, czyli o 6,5%. W piątek przez moment cena uncji kruszcu przekroczyła 1100 dolarów. Równie dynamiczny ruch miał miejsce na początku września. W drugiej połowie roku na rynku złota widać wyraźnie prawidłowość polegającą na tym, że dynamiczne zwyżki mają miejsce na początku kolejnych miesięcy. Zaczęło się trochę nietypowo, bo pierwszy wzrost z tej serii zaczął się jeszcze pod koniec lipca i trwał do pierwszych dni sierpnia. Później ta prawidłowość działała bez zarzutu we wrześniu, październiku i listopadzie.

Patrząc z dłuższej perspektywy, notowania złota są ujemnie skorelowane z kondycją amerykańskiej waluty. Gdy dolar słabnie, ceny kruszcu idą w górę. Podobnie zresztą jest w przypadku innych surowców. W pierwszych dniach mijającego tygodnia ta prawidłowość przez moment przestała działać. Jednocześnie z umacnianiem się dolara obserwowaliśmy wzrost cen złota. Poprzednio z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w okresie największego nasilenia kryzysu finansowego na świecie. Wówczas było jasne, że pieniądze uciekają ze wszystkich ryzykownych rynków i aktywów w kierunku bezpiecznej przystani, za którą uchodzi złoto i dolar. Co do złota, wątpliwości raczej mieć nie należy. Z dolarem byłbym ostrożny, ale to w końcu inwestorzy, a nie analitycy, wiedzą najlepiej, co dla nich jest bezpieczne, a co nie. Czasem mylą się i jedni i drudzy. Ci pierwsi tracą pieniądze, drudzy reputację. Pieniądze jednak łatwiej odzyskać. Czy z tej anomalii można wyciągać wniosek, że teraz także inwestorzy zaczęli ucieczkę od ryzyka? Wygląda na to, że tak. Jeśli pominąć chwilowe „zakłócenia” tej tendencji. Złoto zaczęło gwałtownie drożeć 29 października. Do tego dnia spadkowa korekta na rynku akcji była już na tyle zaawansowana, że zdążyła porządnie wystraszyć wielu inwestorów. Ale w końcu ryzyko nie pojawia się po pierwszej spadkowej sesji na giełdzie. Pojawiło się wówczas, gdy korekta stała się poważniejsza i wróciły obawy, że może ona „skasować” jeszcze znacznie większą część trwającej od początku marca fali wzrostów. Akurat 29 października na Wall Street pojawiło się większe odbicie po serii spadków i to było pierwsze zakłócenie logiki tego wywodu. Drugie wystąpiło w ostatnią środę. Tego dnia giełdowe rynki ponownie odbiły w górę, a mimo to złoto właśnie wtedy ustanowiło swój nowy rekord cenowy. Ale tego dnia logika nie ucierpiała już zbyt mocno. Po pierwsze wzrosty na giełdach z pierwszej części dnia wyparowały niemal zupełnie na koniec sesji na Wall Street, po drugie, słabnący przez niemal cały dzień dolar wspomagał wzrost notowań złota. Trudno jednoznacznie przesądzić, co ze złotem będzie działo się w najbliższej przyszłości, jednak zanosi się na to, że przewagę ma scenariusz dalszego wzrostu jego notowań.

Notowania ropy naftowej dostarczają wciąż ogromnych emocji. Jeśli ktoś chce wierzyć, że kilkuprocentowe zmiany cen surowca niemal z dnia na dzień odzwierciedlają jakiejkolwiek zmiany sytuacji fundamentalnej w gospodarce, czy choćby w branży naftowej i że jest to dowód, że rynki finansowe zachowują się racjonalnie, to jego rzecz. Ciekaw tylko jestem, czy zwolennik tej tezy stawia na nim jakieś swoje pieniądze. Jeśli ktoś poszukuje silnych wrażeń, to rynek ropy z pewnością mu ich dostarczy. Jeszcze 26 października za baryłkę surowca gatunku Brent trzeba było płacić około 80 dolarów. Już wieczorem 28 października o 5 dolarów mniej. Kto się dał skusić lokalnemu rekordowi cen stracił ponad 6% w dwa dni. Biorąc pod uwagę to, że na rynku ropy inwestuje się poprzez instrumenty pochodne z dźwignią finansową, straty mogły być wielokrotnie większe. Mijający tydzień ropa rozpoczęła w okolicy 75 dolarów za baryłkę, czyli stosunkowo nisko. W wtorek i środę notowania „eksplodowały” bez widocznego fundamentalnego powodu o ponad 3 dolary na baryłce. Oczywiście wśród głównych winowajców tych zmian znajduje się dolar. W momencie rekordowych 80 dolarów za baryłkę „zielony” ledwie zipał przy poziomie 1,5 dolara za euro. Gdy ropa „męczyła się” w okolicach 75 dolarów, dolar zyskał wobec euro prawie 4 centy.

Roman Przasnyski, Gold Finance

PRportal.pl – informacje prasowe dla biznesu