Naftowi spekulanci liczą na huragan

W środę po południu kurs ropy spadł nagle o ponad dwa dolary na baryłce (czyli ok. 4%). Podobno przyczyną były informacje o rosnących zapasach ropy w Stanach Zjednoczonych. Tyle tylko, że takich danych można się było spodziewać już od tygodnia. Więc dlaczego reakcja rynku była aż tak nerwowa?Przed publikacją danych z Departamentu Energii kurs ropy oscylował wokół poziomu 70$. Zresztą z taką sytuacją mamy do czynienia od początku miesiąca – nikt nie chce kupować „czarnego złota” drożej niż po 72 dolary, chociaż jeszcze na początku sierpnia kurs ropy Brent sięgnął 76$. I to pomimo faktu, iż od tego czasu rezerwy ropy w USA zmniejszyły się o 16 milionów baryłek, dolar osłabił się o 2,6% wobec koszyka walut, a giełdowe indeksy poprawiły tegoroczne maksima. Tak więc rynkowi ropy już od przeszło miesiąca brakuje pary.

A czego inwestorzy dowiedzieli się wczoraj? Otóż komercyjne zapasy ropy w największej gospodarce świata zwiększyły się o 2,855 mln baryłek, podczas gdy analitycy prognozowali ich spadek o 1,5 mln bbl. Aż o 5,4 mln baryłek zwiększyły się też rezerwy benzyny i są o 19,2% wyższe niż przed rokiem. W magazynach zalega też 170,75 mln baryłek pozostałych destylatów (czyli głównie oleju napędowego i opałowego) – to o blisko trzy miliony baryłek więcej niż tydzień temu, o 36% więcej niż przed rokiem i zarazem najwięcej od 26 lat. Warto dodać, że te rekordowe wartości odnotowano przy spadku produkcji w rafineriach.

Równocześnie zużycie ropy było o 3,2% niższe niż tydzień wcześniej i ponownie mniejsze niż przed rokiem. Tymczasem tydzień wcześniej dane Departamentu Energii pokazały pierwszy od stycznia 2008 roku wzrost konsumpcji w ujęciu rocznym. Inwestorzy mogli więc być rozczarowani. Spadła też roczna dynamika popytu na benzynę i diesla.

Podsumowując: z fundamentalnego punktu widzenia sytuacja na rynku ropy nie przedstawia się korzystnie dla posiadaczy długich pozycji. Wysokie zapasy benzyny i destylatów w połączeniu z sezonowym spadkiem zapotrzebowania na paliwa (koniec okresu wakacyjnych wyjazdów) najprawdopodobniej przełożą się na redukcję produkcji w amerykańskich rafineriach. To z kolei oznacza mniejszy popyt na ropę ze strony największego jej konsumenta (USA pochłaniają około 20% światowego wydobycia), co przy relatywnie sztywnej podaży oznacza wzrost zapasów i w konsekwencji obniżkę cen. Wydaje się bowiem, że kurs „czarnego złota” zbytnio wyprzedził realną gospodarkę, rosnąc o przeszło 100% w ciągu zaledwie ośmiu miesięcy. Jedynym ratunkiem dla posiadaczy kontraktów na ropę wydaje się być huragan pustoszący szyby naftowe w Zatoce Meksykańskiej lub nalot izraelskiego lotnictwa na irańskie instalacje naftowe.

Krzysztof Kolany Bankier.pl

PRportal.pl – informacje prasowe dla biznesu