Spekulacyjny charakter zwyżki na rynku złota

Publicznie dostępne dane na temat zaangażowania dużych inwestorów wskazują, że ostatnią zwyżkę cen kruszcu napędzali gracze z rynku terminowego. Podczas gdy otwarte pozycje na kontraktach sięgnęły historycznych szczytów, to popyt na realny metal pozostaje relatywnie słaby. Skrajne oczekiwania inwestorów każą się więc spodziewać sporych ruchów na złocie.

Publikowane co tydzień raporty amerykańskiej Commodity Futures Trading Commission (sprawującej nadzór nad rynkami towarowymi w USA) skłaniają do zastanowienia. Wyjątkowo ciekawie wygląda zwłaszcza rynek kontraktów na złoto. Otóż dwa tygodnie temu w gronie inwestorów zwanych „dużymi spekulantami” (czyli głównie wszelkiej maści fundusze inwestycyjne i hedgingowe) łączna długa pozycja netto (a więc nadwyżka pozycji długich nad krótkimi) sięgnęła rekordowego poziomu 224.676 kontraktów. Tydzień temu (dane są zbierane we wtorek wieczorem) spekulanci zwiększyli swoje zaangażowanie do 235.647 kontraktów. W tym gronie panuje już niebezpieczna jednomyślność – przeszło 90% pozycji to pozycje długie. Można więc mówić o swoistym wykupieniu na rynku kontraktów na złoto notowanych na nowojorskiej giełdzie. A to z kolei oznaczałoby, że w najbliższych dniach lub tygodniach czeka nas korekta cen kruszcu, a strefa 1.000$ za uncję znów może się okazać szczytem możliwości złotych byków.

Niewiele mniejsze zaangażowanie funduszy zazwyczaj prowadziło do korekty kursu złota. Tak było w marcu i lipcu 2008 roku, gdy złoto pikowało najpierw po upadku banku inwestycyjnego Bear Stearns a następnie na fali rekordowych cen ropy naftowej. Tymczasem obecnie na horyzoncie nie widać żadnego bezpośredniego zagrożenia, które uzasadniałoby tak wysoką wycenę złotych kontraktów. Jako argument tłumaczący, lecz nie wyjaśniający obecny kurs złota, zazwyczaj przywołuje się malejącą wartość dolara. Z tym że pod koniec lutego, tuż przed osiągnięciem wieloletniego dna przez giełdowe indeksy euro było warte 1,26$. Obecnie jego cena jest o 20 centów wyższa, a złoto wciąż kosztuje około 1.000$. Oznacza to, że po przeliczeniu na euro, złote czy funty żółty metal wciąż jest zdecydowanie tańszy niż zimą.

Drugą stronę tej złotej układanki uzupełnia strona podażowa. Na nowojorskich giełdach po krótkiej stronie rynku regularnie stoją tzw. Commercials – czyli podmioty profesjonalnie zajmujące się handlem złotem. Tajemnicą poliszynela pozostaje fakt, że tym w gronie zazwyczaj znajdują się dwa, trzy duże i dobrze znane nowojorskie banki. W minionym tygodniu „komercyjni” zajmowali krótką pozycję netto opiewającą na 284.661 kontraktów. Jest to wartość bez precedensu w historii Comexu. W przeszłości wielokrotnie zdarzało się, że duża pozycja krótka w tej grupie inwestorów zwiastowała spadki.

Warto dodać, że według statystyk CFTC aż 41,5% krótkiej pozycji jest w posiadaniu „czterech lub mniej” podmiotów. Oznacza to, że zaledwie kilka banków zobowiązuje się dostarczyć inwestorom prawie 15,2 miliona uncji złota wartego blisko 15,3 mld dolarów. Dodajmy, że chodzi o złoto, którego banki te najprawdopodobniej nie posiadają. Najprawdopodobniej, ponieważ 15,2 mln uncji to 472 tony, co stanowi blisko jedną piątą globalnego wydobycia. Konieczność fizycznego dostarczenia takiej ilości metalu zapewne zachwiałaby rynkiem.

Niemniej jednak większość inwestorów instytucjonalnych wciąż zadowala się rozliczeniem gotówkowym i dlatego też relacje pomiędzy popytem a podażą na rynku terminowym mogą ignorować bilans zapotrzebowania i produkcji na realnie istniejący metal. A w tym przypadku popyt inwestycyjny zachowuje się dość niemrawo. Podczas gdy w styczniu i lutym mennice nie nadążały z produkcją złotych sztab i monet, a inwestorzy na zakupiony metal czekali miesiącami, to dziś kupno fizycznego złota nie nastręcza zbytnich trudności. Swoistym barometrem inwestycyjnego popytu na złoto jest też stan posiadania funduszu SPDR Gold Trust. Ten największy na rynku złota fundusz ETF od początku września dokupił 24,65 ton kruszcu, zwiększając stan swych rezerw do 1.086,5 ton. Dla porównania w lutym tego roku SPDR nabył 175,92 ton, zaś w marcu zgarnął z rynku 98,15 ton.

Reasumując: początek września przyniósł dość spektakularną zwyżkę kursu złota, napędzaną przez słabnącego dolara oraz hurtowe zakupy złotych kontraktów przez fundusze hedgingowe, czemu towarzyszył tylko niewielki wzrost popytu inwestycyjnego na realny metal oraz zredukowane zakupy kruszcu dokonywane przez indyjskich jubilerów. Taki splot okoliczności w najbliższym czasie pozwala raczej oczekiwać spadkowej korekty, niż nowych rekordów nominalnych cen złota. Oczywiście pod uwagę należy wziąć jeszcze jeden (chyba mało prawdopodobny) scenariusz: instytucjom finansowym stojącym po krótkiej stronie rynku może zwyczajnie zabraknąć kapitału pod depozyty zabezpieczające i wówczas masowe zamykanie krótkich pozycji wywinduje cenę kruszcu na niewidziane dotąd pułapy.

Krzysztof Kolany Bankier.pl

PRportal.pl – informacje prasowe dla biznesu