Nowe szczyty na razie nie dla nas

Przy utrzymującej się dobrej atmosferze na rynku globalnym indeksy w USA i Eurolandzie poprawiły rekordy półrocznej tendencji wzrostowej. Nasz rynek na ich tle prezentował się jednak słabo.

Drugi tydzień września nie zapowiadał większych emocji na rynkach przede wszystkim ze względu na małą ilość istotnych wydarzeń i raportów makroekonomicznych. Szczególnie nieciekawie zapowiadał się sam początek tygodnia, kiedy w USA Amerykanie obchodzili Święto Pracy i rynki za oceanem były zamknięte. Tymczasem w trakcie weekendu „atrakcji” dostarczył minister finansów Jacek Rostowski ujawniając w mediach, że przyszłoroczny deficyt budżetowy wyniesie aż 52,2 mld zł, czyli blisko 2-krotnie więcej niż w roku bieżącym. Ta informacja zaskoczyła inwestorów, więc poniedziałek zarówno na giełdzie jak też na rynku złotego zapowiadał się dość niepewnie. Okazało się jednak, że przez weekend siła rażenia niekorzystnych informacji znacznie się zmniejszyła, szczególnie na rynku akcji, który w wyniku przesadnie sporej przeceny w poprzednim tygodniu szukał okazji do odbicia. Rynkom, a także ministrowi Rostowskiemu pomagały dodatkowo oświadczenia agencji ratingowych Moody’s oraz Standard & Poor’s. Obie poinformowały, że wyższy poziom deficytu na 2010 r. nie jest zaskoczeniem i nie wpływa na perspektywy ratingu dla Polski.

W poniedziałek reakcja na weekendowe informacje dotyczące deficytu tylko rano nieznacznie osłabiła złotego. Później nasza waluta zaczęła się z powrotem umacniać i ostatecznie dzień skończył się na poziomie zbliżonym do stanu sprzed weekendu. Z kolei na giełdzie inwestorzy zaczęli dyskontować wtorkowy powrót do gry inwestorów amerykańskich i nadzieje na to, że indeksy w USA będą kontynuowały wzrost w celu pokonania oporu na poziomie szczytu z ostatniej dekady sierpnia. Czynniki wewnętrzne przestały odgrywać większą rolę i liczyły się głównie nastroje na rynku globalnym, a te sprzyjały wzrostom. Indeks WIG20 powrócił w rejon 2200 punktów, który we wtorek rano udało się pokonać ze sporym zapasem. Atmosfera była jednak niestabilna. Podaż dość szybko przystąpiła do realizacji zysków zakładając, że wzrost powyżej poziomu 2200 punktów jest jedynie odreagowaniem wcześniejszego zbyt dynamicznego spadku. Nasz rynek prezentował się słabiej od czołowych rynków europejskich. Ta słabość widoczna była także w środę, kiedy początek sesji był dość nerwowy. Bykom udało się wprawdzie dość szybko uspokoić nastroje pod wpływem wciąż bardzo dobrej atmosfery panującej na rynkach bazowych, ale w porównaniu do DAX czy innych indeksów Eurolandu kondycja naszego rynku pozostawiała wiele do życzenia. Kluczowy okazał się czwartek. Ponieważ dzień wcześniej sesje w USA oraz Europie zakończyły się na poziomach oznaczających najwyższe zamknięcia całej ponad półrocznej tendencji wzrostowej, sesja na naszym parkiecie rozpoczęła się podobnie jak we wtorek od bardzo wysokiego otwarcia. Niestety ten wymuszony wzrost został wykorzystany przez stronę podażową w jeszcze większym stopniu niż we wtorek i sesja, które rozpoczęła się wzrostem indeksu WIG20 o 1,5 proc., ostatecznie zamknęła się jego stratą o 1,6 proc., a dodatkowym negatywnym czynnikiem był spory wzrost obrotów. Niewiele zmienił też piątek. Pomimo utrzymującego się dobrego nastroju na rynku globalnym, na naszym parkiecie kontynuowana była przecena. Cały tydzień choć ostatecznie zamknął się dla WIG20 na 1,5 proc. plusie, na tle nowych rekordów zarówno za oceanem jak też w Europie nasz rynek zachowywał się bardzo słabo.

Słabość, którą rynek zaznaczył szczególnie w drugiej połowie tygodnia z pewnością musi niepokoić. Jeśli nasz rynek nie potrafił utrzymać wypracowanego wcześniej wzrostu w trakcie bardzo dobrej atmosfery na rynku globalnym, to jeszcze większe kłopoty mogą się pojawić obecnie, kiedy po szeregu wzrostowych sesji w USA prawdopodobieństwo korekty na rynkach bazowych znacząco wzrosło. Dochodzi do tego jeszcze zła sława września, jako najgorszego miesiąca pod względem stopy zwrotu w długiej historii giełdy amerykańskiej, a także fakt, że sierpień był dla WIG20 szóstym z rzędu miesiącem wzrostowym. W dotychczasowej historii tego indeksu od kwietnia 1994 roku nigdy nie udało się uzyskać dłuższej sekwencji miesięcznych wzrostów, a po dwóch dotychczasowych 6-miesięcznych sekwencjach spadki w kolejnym miesiącu przekraczały 10 procent na indeksie. To oczywiście zbyt mała próba statystyczna, jednak prawdopodobieństwo pogłębienia korekty wydaje się duże.

W bieżącym tygodniu wygasają wrześniowe kontrakty terminowe. Historia uczy, że podczas takich sesji aktywność inwestorów jest znacznie większa, a ruchy rynku często są trudne do przewidzenia z uwagi na rolowanie części pozycji na serię kolejną, ale także na możliwe spekulacje największych graczy. Na tydzień przed wygaśnięciem ponad 1/3 otwartych pozycji (ok. 28-32 tys. pozycji) skoncentrowana jest na rachunku jednego gracza, zatem możliwe, że gracz ten będzie zainteresowany utrzymaniem cen zgodnie z interesem otwartych pozycji.

Sytuacja techniczna rynku nie zmieniła się w istotny sposób. Brak pokonania oporu na poziomie sierpniowego maksimum ma negatywną wymowę przede wszystkim w kontekście pokonania analogicznych oporów przez indeksy w USA i Eurolandzie. Nie stanowi natomiast sygnału sprzedaży z technicznego punktu widzenia. Pierwszy taki sygnał mógłby się pojawić po ewentualnym spadku poniżej dna korekty z pierwszego tygodnia września czyli w zasadzie dopiero poniżej 2100 punktów. W przypadku realizacji takiego scenariusza wsparcia należałoby wtedy poszukiwać w okolicach 2050 punktów, gdzie znajduje się dolna strefa konsolidacji lipcowo-sierpniowej oraz gdzie przebiega rosnąca linia trendu zapoczątkowanego w lutym.

Jacek Rzeźniczek

Główny Analityk

Secus Asset Management SA

PRportal.pl – informacje prasowe dla biznesu