Gold Finance: Podsumowanie dnia 12.08.2009 – Byki i niedźwiedzie coraz bardziej nerwowe

przez | 13/08/2009

Huśtawka nastrojów na rynkach akcji wciąż trwa. Oczekiwanie na wczorajszy komunikat po posiedzeniu Fed jeszcze bardziej podgrzewało emocje. W Warszawie inwestorzy nie mogli się zdecydować, czy akcje największych spółek wciąż zasługują na przecenę, czy wręcz przeciwnie. Tę walkę widać było szczególnie wyraźnie w przypadku papierów KGHM, które przechodziły od mocnych spadków do zwyżki i z powrotem. Byki uratowało przed większą przeceną dobre rozpoczęcie sesji za oceanem. Dla rozwoju sytuacji w najbliższych dniach ważniejsze będzie jednak jej zakończenie.

Polska GPW

Początek wczorajszej sesji przyniósł kontynuację wtorkowych spadków. Uległ jej nawet przedwczorajszy bohater, indeks średnich spółek. Zniżkował rano o prawie 1 proc. WIG20 zaczął od spadku o niespełna 1 proc., ale jego skala szybko się powiększyła do 1,5-1,6 proc. W dalszym ciągu przecenie ulegały papiery KGHM, tracąc początkowo 3-4 proc. Pozostałe duże spółki także zniżkowały. W tym gronie znalazły się nawet akcje niedawnego ulubieńca inwestorów, czyli Telekomunikacji Polskiej. Około południa popyt znów przypuścił szturm, ale znów był to rajd dwóch spółek: mocno rozchwianych ostatnio papierów KGHM, które nagle wróciły do łask i prawie 4 proc. stratę „przerobiły” w ciągu kilkudziesięciu minut w 1,5 proc. zysk oraz nie mniej niespokojnej Telekomunikacji Polskiej, której papiery też zyskiwały około 1,5 proc. Radość byków nie trwała jednak zbyt długo i musieli oddać pole sprzedającym, by wreszcie dzięki Amerykanom „rzutem na taśmę” zakończyć dzień z niewielką tylko stratą. WIG20 zniżkował o 0,39 proc., WIG o 0,18 proc., a mWIG40 o 0,29 proc. Indeks najmniejszych firm zwiększył swoją wartość o 0,44 proc. Obroty wyniosły 1,66 mld zł, pozostając wciąż na bardzo wysokim poziomie.

Giełdy zagraniczne

Korekta na Wall Street nabrała rumieńców. Przedwczorajszy spadek indeksu S&P500, wynoszący 1,27 proc. był największy od 6 lipca. Jednocześnie była to trzecia z rzędu spadkowa sesja, a w jej trakcie indeks zszedł poniżej poziomu 1000 punktów. Inwestorzy z niepokojem czekają na posiedzenie Fed i komunikat po nim – tak najczęściej komentowano powody przedwczorajszej zniżki i pogorszenia się nastrojów. A niedawno nastroje były niemal szampańskie, bo widziano, na razie oczami wyobraźni, jak gospodarka „zaczyna kończyć” recesję.

Giełdy azjatyckie także w nienajlepszych humorach. Zdecydowanie dominowały spadki, w kilku przypadkach całkiem pokaźne. Przede wszystkim coraz bardziej zaczyna straszyć giełda w Chinach. Shanghai B-Share zniżkował o 2,4 proc. i była to już szósta spadkowa sesja na tym rynku. Indeks Shanghai Composite, w skład którego wchodzą akcje, którymi mogą handlować wyłącznie rodzimi inwestorzy, spadał aż 4,7 proc. Nikkei tracił 1,4 proc., wskaźnik w Hong Kongu 3 proc.

W takich warunkach trudno się było spodziewać dobrego początku dnia w Europie. W Paryżu i Frankfurcie po lekko dodatnim otwarciu spadki były niewielkie, w Londynie indeks tracił jednak już około 1 proc. Na parkietach naszego regionu sytuacja była zdecydowanie gorsza. Spadki sięgały 1-1,5 proc., przodowała Moskwa, gdzie tamtejszy indeks tracił ponad 3 proc. O prawie 2 proc. spadał indeks w Bukareszcie. Jeszcze przed południem sytuacja się nieco poprawiła. Skala spadków zmniejszyła się, a na część parkietów powróciły wzrosty, choć ich skala była umiarkowana. Zwyżki na głównych parkietach pojawiły się po publikacji o spadku produkcji w strefie euro w czerwcu o 17 proc. w porównaniu do czerwca ubiegłego roku. Dane były nieco lepsze niż w poprzednim miesiącu, ale gorsze od oczekiwań. Nie było się więc z czego nadmiernie cieszyć, ale jak widać inwestorzy znaleźli w nich jakieś pozytywne aspekty. Prawdziwa poprawa nastrojów nastąpiła jednak pod koniec dnia, na sygnał zza oceanu. Na minusie zostali już tylko nieliczni outsiderzy.

Waluty

Amerykańska waluta we wtorek niemal nie zareagowała na to, co działo się wczoraj na giełdzie papierów wartościowych. Inwestorzy z pełnym spokojem i opanowaniem wyceniali euro na 1,41 dolara, tak jak w poniedziałek. Ten brak reakcji to jednak pewna nowość i ciekawostka. Skoro mechanizm, polegający na umocnieniu się dolara, gdy tylko notowania giełdowe spadają, działający skutecznie od kilku miesięcy, tym razem się nie sprawdził, to może ma to jakieś znaczenie dla oceny sytuacji. Powinno się to wyjaśnić w najbliższych dniach. Być może obecny poziom kursu euro wobec dolara jest adekwatny do skali giełdowego niepokoju.

Zareagował za to dość mocno złoty. Przedwczoraj wieczorem bardzo wyraźnie się osłabiał. Wczoraj na początku dnia ta tendencja była kontynuowana. Momentami dolar kosztował prawie 2,99 zł, a euro 4,21 zł. Frank w ciągu jednego dnia zdrożał o 6 groszy, dochodząc do poziomu 2,75 zł. Nasza waluta jednak stopniowo odrabiała straty. Nieco lepsze niż oczekiwano dane o amerykańskim deficycie w bilansie handlowym spowodowały osłabienie dolara, ale do godziny 16.00 nie przybrało ono wielkich rozmiarów. Euro wyceniano na poziomie nie przekraczającym 1,42 dolara. To zdecydowanie pomagało złotemu. Dolar około godziny 16.00 taniał do poziomu 2,93 zł, za euro płacono już tylko 4,16 zł, a za franka 2,73 zł.

Podsumowanie

Wahanie nastrojów, z jakim mieliśmy wczoraj do czynienia świadczy, że decyzje inwestorów nie mają wiele wspólnego z racjonalnością i górę biorą emocje. A towarzyszą im wciąż bardzo duże obroty, koncentrujące się na kilku zaledwie największych spółkach. Tak potężne wymiany przy dużych wahaniach kursów nie robią najlepszego wrażenia. Wskazują raczej na działanie kapitałów nastawionych raczej na krótki horyzont. Z danych NBP wynika, że od marca do czerwca wciąż na nasz rynek napływało sporo zagranicznego kapitału i on jest z pewnością jednym z głównych rozgrywających. Trudno przypuszczać, by wyłącznie rodzime fundusze inwestycyjne prowadziły tak agresywną grę, choć i do nich zaczyna napływać coraz więcej pieniędzy.

Roman Przasnyski

Główny Analityk Gold Finance