Gold Finance: Podsumowanie dnia 10.08.2009 – Byki i niedźwiedzie postanowiły poczekać

przez | 11/08/2009

Wczorajszą sesję inwestorzy postanowili wykorzystać do „przeczekania”, aż sytuacja się wyjaśni. Sytuacja za oceanem oczywiście. A jest co przeczekiwać, bo opinie na temat stanu globalnej gospodarki są krańcowo rozbieżne. Alan Greenspan ogłasza koniec recesji, Paul Krugman straszy możliwością wystąpienia drugiej fali kryzysu i koniecznością fundowania kolejnego pakietu stymulacyjnego. Jak wynika z opublikowanego dziś indeksu nastrojów europejskich inwestorów Sentix, są oni dużo bardziej optymistycznie nastawieni, niż w lipcu. Ale dziś swego optymizmu nie okazywali na rynku. W najbliższych dniach napłynie sporo ciekawych danych makroekonomicznych. Warto na nie poczekać.

Polska GPW

Warszawska giełda zaczęła nowy tydzień z entuzjazmem znacznie mniejszym, niż kończyła poprzedni. Ale jednak z optymizmem, sięgającym w przypadku indeksu największych spółek prawie 0,7 proc. Kontynuacja dobrej passy napotkała jednak spore trudności. Główne europejskie parkiety straszyły spadkami, a o takich zwyżkach, jak w Bukareszcie i Sofii mogliśmy jedynie pomarzyć. Tym razem zagraniczny kapitał do nas nie zawitał, albo się tylko przyczaił. Dobry początek sesji zawdzięczamy znów papierom KGHM, które zwyżkowały o 2,8 proc., nieźle też radziły sobie akcje banków, szczególnie PKO, które rosły o ponad 1 proc. Po kilkudziesięciu minutach do ofensywy przystąpiły też walory Telekomunikacji Polskiej, rosnąc po bezbarwnym początku o 2,8 proc. Niestety nie na wiele się to zdało. WIG20 już po mniej więcej pół godzinie spadł pod kreskę i tracił około 0,3 proc. Osłabły i notowania banków, i KGHM, którego akcje około południa traciły 1 proc. Warto też zauważyć, że obroty nimi już w połowie dnia sięgały aż 280 mln zł. Kontrowersje związane ze sprzedażą części akcji spółki przez Skarb Państwa najwyraźniej budzą niepokój inwestorów. Ożywiony był też handel papierami telekomunikacji Polskiej, która broni się przed ewentualnością podziału firmy na dwie części. Papiery tych dwóch firm stanowiły do południa dziś połowę obrotów całego rynku akcji. Wczesnym popołudniem WIG20 znów zyskiwał, po tym, jak do grona obrońców indeksu dołączyły papiery PKN.

Ostatecznie WIG20 zyskał 0,8 proc., a WIG 1,13 proc. Znacznie lepiej radziły sobie wskaźniki małych i średnich firm. mWIG40 wzrósł aż o 1,72 proc., a sWIG80 o 1,37 proc. Obroty przekroczyły 1,7mld zł.

Giełdy zagraniczne

Piątkowa euforia z powodu dobrych danych zza oceanu już za nami. Zresztą w samych Stanach Zjednoczonych była o wiele skromniejsza niż u nas. I rozgrywała się głównie w mediach, bo na parkiecie wielkiego efektu nie spowodowała. Jak na tryumfalne odtrąbienie niemal końca recesji, wzrost S&P500 o 1,34 proc., czy Dow Jones’a o 1,23 proc. o nadmiernych szaleństwach inwestorów raczej nie świadczy. Inna rzecz, że piątkowa sesja była już dwudziestą w tej fali wzrostów. W jej ramach mieliśmy tylko dwie niewielkie korekty. Wygląda więc na to, że na dane inwestorzy zareagowali odpowiednio jeszcze zanim się one pojawiły.

W Azji wielkiej radości nie było wczoraj widać. Przeważały wzrosty, ale na głównych giełdach ich skala była bardzo umiarkowana. Nikkei zwyżkował o 1,08 proc., a w ciągu dnia chęć do wzrostów wyraźnie malała. W Szanghaju indeks zyskał 0,87 proc. Jedynie w Hong Kongu zwyżka sięgała ponad 2 proc. Europejskie giełdy zaczęły tydzień bardzo słabo. Główne indeksy zniżkowały od 0,4 do 0,8 proc. i wcale nie miały ochoty wyjść na plus. Na tym tle nasz region prezentował się o wiele lepiej, nawet jeśli pominąć 4,5 proc. zwyżkę w Bukareszcie i prawie 7 proc. w Sofii. W niemal identycznej skali indeksy obu tych giełd rosły także w piątek. Tamtejsze parkiety nie należą jednak do najbardziej płynnych i pojawienie się nawet niezbyt dużego kapitału jest w stanie nieźle nimi ruszyć. Wkrótce do tej dwójki zbliżył się Budapeszt, gdzie indeks zyskiwał 2 proc. To potwierdzałoby przypuszczenie, że za zwyżkami w naszym regionie stoi kapitał zagraniczny. Do końca dnia sytuacja nie ulegała większym zmianom.

Waluty

Po piątkowym wieczornym gwałtownym umocnieniu się amerykańskiej waluty w reakcji na dobre dane z rynku pracy, wczoraj handel toczył się spokojnie i bez większych zmian. Jednak już w okolicy 1,42 dolara za euro, a nie 1,44, jak jeszcze w piątek przed południem. Warto zwrócić uwagę, że dolar zachował się nietypowo, jak na swoje ostatnie „nawyki”, choć całkiem logicznie. Gdy indeksy giełdowe rosły, dolar tracił na wartości. W piątek ten schemat nie zadziałał.

Na naszym rynku ruch był trochę większy. Po piątkowych sporych wahaniach, kurs dolara poruszał się w dość szerokim przedziale, między 2,86 a 2,89 zł. z tendencją do osłabiania się. Podobnie było w przypadku euro. Rano nasza waluta kontynuowała umacnianie się osiągając przez moment poziom 4,07 zł za euro, ale wkrótce cena doszła do 4,1 zł za wspólną walutę. Niemal identyczny scenariusz przerabialiśmy w przypadku franka. Na początku dnia można go było kupić już po 2,65 zł. Po kilkunastu minutach zdrożał do 2,67 zł. Nasza waluta lekko osłabiała się do końca dnia, ale zmiany były niewielkie.

Podsumowanie

Radość z dobrych danych, dotyczących sytuacji na amerykańskim rynku pracy okazała się dość gwałtowna, ale krótkotrwała. Rośnie więc prawdopodobieństwo przedłużenia się spadkowej korekty na rynku akcji. Wiele zależeć będzie od kolejnych informacji, dotyczących gospodarek głównie amerykańskiej, ale i europejskiej. A tych w najbliższych dniach nie zabraknie. W takich warunkach trudno przewidywać kierunek ruchu indeksów, bo wszystko się może zdarzyć, jednak na kolejną falę wzrostów trudno liczyć.

Roman Przasnyski

Główny Analityk Gold Finance