Rynek ropy w USA: zapasy znów rosną, a konsumpcja wciąż kuleje

przez | 07/08/2009

Coraz częściej w komentarzach analityków można znaleźć opinie, że obecna cena ropy naftowej na poziomie powyżej 70$ za baryłkę jest zupełnie oderwana od rzeczywistości. Do weryfikacji tej tezy przydatne są dane amerykańskiego Departament Energii, pokazujące realny bilans popytu i podaży.

Cotygodniowe raporty EIA (Energy Information Administration) są jednym z podstawowych i najbardziej aktualnych źródeł mierzących realny popyt i podaż na ropę w największej i najbardziej paliwożernej gospodarce świata. W latach przed kryzysem Amerykanie codziennie zużywali około 20 mln baryłek ropy, z czego około 45% było przerabiane na benzynę napędzającą amerykańskie krążowniki szos. Tyle że ubiegłoroczny skok cen paliw oraz najgłębsza od trzech dekad recesja zaczęła zmieniać preferencje Amerykanów, którzy rezygnowali z zakupu ogromnych SUV-ów i pickupów na rzecz nieco mniejszych samochodów. Za sprawą rządowych dopłat (program „Cash for Clunkers”) najlepiej sprzedającym się autem osobowym w Stanach Zjednoczonych jest obecnie… Ford Focus (w lipcu 21.830 sprzedanych egzemplarzy). Pierwszą piątkę uzupełniają modele japońskie z hybrydową Toyotą Prius. Tą zmianę preferencji widać już w statystykach paliwowych.

Wyraźnie widać, że obecna recesja wywarła nieporównywalnie większą presję na rynek paliw niż okres spowolnienia gospodarczego z lat 2000-02 czy krótka recesja w roku 1991, o przejściowych perturbacjach z czasów kryzysu azjatyckiego (1997) czy rosyjskiego (1998) nie wspominając. Rosnąca (ale wciąż ujemna) dynamika konsumpcji, jaką można zaobserwować w ostatnich miesiącach, jest jedynie efektem coraz niższej bazy z ubiegłego roku oraz sezonowego wakacyjnego wzrostu popytu na benzynę. W ujęciu bezwzględnym amerykańskie zużycie ropy kształtuje się na poziomach zbliżonych do wartości z początku wieku.

Równocześnie drakońskie ograniczenia dostaw z krajów OPEC nie zdołały zbilansować relacji popytu i podaży, o czym świadczą dane z magazynów. Na koniec lipca komercyjne zapasy ropy w USA wynosiły 349,51 mln baryłek i były o 54,3 mln większe niż rok temu. Przy czym w maju stan zapasów sięgnął poziomu 375 mln baryłek i był najwyższy od września 1990 roku.

Tymczasem rynek ropy wydaje się w ogóle nie zwracać uwagi na te dane. Handlujący naftowymi kontraktami wierzą w dynamiczne ożywienie gospodarcze, które ich zdaniem doprowadzi szybkiego do wzrostu popytu na paliwa przy dość mocno ograniczonej podaży. Oczekiwania te opierają się na optymistycznych szacunkach wzrostu PKB w Stanach Zjednoczonych (od +1% do +3% w drugiej połowie roku) oraz założeniu, że rynki akcji mają rację i właśnie dyskontują ten scenariusz.

Tyle że naftowi optymiści nie uwzględniają w swoich kalkulacjach nowych czynników. Przede wszystkim Amerykanie powoli zaczynają wdrażać bardziej energooszczędne technologie. Po drugie sprzedaż nowych samochodów jeszcze przez długi czas nie wróci do poziomów sprzed recesji, a gospodarstwa domowe w USA borykają się z ogromnym zadłużeniem i systematycznym spadkiem dochodów (efekt malejącego zatrudnienia i najkrótszego od pół wieku średniego czasu pracy). Mocno wątpliwe są też teorie, zakładające że to Chiny i pozostałe gospodarki azjatyckie staną się nowym motorem światowego wzrostu gospodarczego i co za tym idzie, zwiększonej konsumpcji paliw. Stany Zjednoczone wciąż pozostają największym rynkiem na Ziemi i to od rozrzutności amerykańskiego konsumenta będzie zależał globalny wzrost produkcji (przynajmniej przez najbliższe kilka lat). Większość gospodarek azjatyckich (z Chinami i Japonią na czele) produkuje właśnie na potrzeby USA i załamanie koniunktury w tym kraju oznacza jeszcze głębszą recesję w Azji, co potwierdziły dane za pierwszy kwartał 2009 roku.

Jednakże to wszystko wcale nie oznacza, że ceny ropy już teraz zaczną spadać. Obecnie rynki finansowe windują cenę ropy nie oglądając się na fundamenty podobnie jak to robiły przez pierwsze sześć miesięcy ubiegłego roku. Jednak w dłuższym terminie ucieczka od realiów nie jest możliwa i jeśli jesienią nie sprawdzą się prognozy optymistów, to będzie nas czekała zapewne dość głęboka korekta cen ropy. To stworzy świetną okazję do długoterminowego zakupu tego strategicznego surowca, którego przecież z każdym rokiem na świecie będzie coraz mniej.

Krzysztof Kolany

Analityk Bankier.pl