Raport tygodniowy Gold Finance

przez | 20/07/2009

Najważniejsze wydarzenia:

  • Produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła w czerwcu w porównaniu do maja o 6,2%. W porównaniu do czerwca obniżyła się o 4,3%. Analitycy oczekiwali spadku o 6,2%. Dynamika spadku produkcji wyraźnie maleje. W maju wyniosła 5,2%.
  • Liczba zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw obniżyła się w czerwcu o 12,2 tys. osób do 5,28 mln osób. Spadek był mniejszy niż w maju, kiedy ubyło 16,5 tys. zatrudnionych. W porównaniu do czerwca ubiegłego roku liczba zatrudnionych spadła o 1,9%.
  • Maleje tempo wzrostu płac. Średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w czerwcu 3287,88 zł i było wyższe o 2 proc. w porównaniu do czerwca ubiegłego roku.
  • Jerzy Buzek zdecydowaną większością głosów został wybrany na przewodniczącego Europejskiego Parlamentu.
  • Inflacja w czerwcu wyniosła w Polsce 3,5% w porównaniu do czerwca ubiegłego roku. Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosły w porównaniu do maja jedynie o 0,2%. Spadek inflacji zwiększa szansę na obniżkę stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej.
  • Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej, stwierdził, że niepowodzenie planu ożywienia europejskiej gospodarki może poważnie podkopać pozycję euro. Jednocześnie Timothy Geithner, sekretarz skarbu USA oświadczył że administracja amerykańska popiera silnego dolara. Jest przekonany, że zostanie on główną światową walutą, w której trzymane są rezerwy większości państw. Zdaniem głównego ekonomisty banku HSBC, rosła będzie rola chińskiego juana jako jednej z głównych światowych walut i nastąpi to szybciej, niż spodziewa się wielu ekonomistów.
  • Ceny konsumpcyjne w strefie euro spadły w czerwcu o 0,1% w porównaniu do czerwca ubiegłego roku. W maju spadły także o 0,1%.
  • Z publikacji stenogramów z ostatniego posiedzenia Fed wynika, że gospodarka Stanów Zjednoczonych nadal jest słaba i podatna na kolejne szoki. Warunki finansowania poprawiły się, ale wiele firm ma kłopoty z uzyskaniem kredytu. Fed podwyższył prognozę PKB na ten rok. Szacuje, że spadnie on o 1,5-1%, a nie jak szacowano poprzednio o 2,1-3%. W przyszłym roku PKB ma wzrosnąć o 2,1-3,3%, a w 2011 r. o 3,8-4,6%. Prognozy dotyczące stopy bezrobocia wciąż nie są optymistyczne. Ma ono wzrosnąć do 10,1% w tym roku i obniżać się stopniowo w następnych latach.
  • Deficyt amerykańskiego budżetu w pierwszych dziewięciu miesiącach roku podatkowego, który rozpoczął się 1 października, wyniósł 1,1 bln dolarów. Do końca roku podatkowego ma on zwiększyć się do 1,84 bln dolarów. Dług publiczny USA sięga 11,5 bln dolarów.
  • Produkcja przemysłowa w Stanach Zjednoczonych spadła w czerwcu o 0,4% (w maju spadek wyniósł 1,2%). Analitycy spodziewali się spadku o 0,6%. Wykorzystanie mocy produkcyjnych amerykańskich firm wyniosło w czerwcu 68%, wobec 68,2% w maju.
  • Rezerwy walutowe Chin osiągnęły rekordowo wysoki poziom 2,13 bln dolarów. W drugim kwartale zwiększyły się o 178 mld dolarów.
  • PKB Rosji zmniejszył się w pierwszym półroczu o 10,1%. W drugim półroczu oczekuje się spadku PKB o 8-8,5%.

Rynek Akcji

Polska

Gdy w poprzednim tygodniu wydawało się, że nasz rynek nie uchroni się przed głębszymi spadkami, od poniedziałku nieoczekiwanie sytuacja diametralnie się zmieniła. Trwająca od 15 czerwca korekta doprowadziła do przełamania przez indeks największych spółek ważnego poziomu 1800 punktów i sprowadziła go w dół o prawie 14% od ostatniego szczytu. Początek poniedziałkowej sesji był jeszcze zdecydowanie spadkowy, jednak po osiągnięciu poziomu 1758 punktów popyt zaatakował i jeszcze tego samego dnia doprowadził do powrotu powyżej 1800 pkt. Kolejne sesje przyniosły kontynuację wzrostów, zatrzymaną dopiero nieco powyżej 1900 pkt. To wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że WIG20 w najbliższym czasie będzie poruszał się właśnie w przedziale 1800-1900 pkt.

Indeks szerokiego rynku zachowywał się bardzo podobnie, jednak w jego przypadku dynamika zmian była nieco mniejsza. Od szczytu z 12 czerwca stracił niecałe 10% i zatrzymał się także w okolicach istotnego wsparcia na poziomie 29 200 punktów. Odbicie od niego doprowadziło do zwyżki o ponad 8%. Barierą nie do przejścia okazał się poziom 31 700 pkt. Do czerwcowego szczytu brakuje zaledwie 2%. Indeks największych spółek musiałby wzrosnąć o prawie 7% by go osiągnąć.

W o wiele lepszej sytuacji z punktu widzenia analizy technicznej są wskaźniki małych i średnich spółek. Oba znajdują się wciąż ponad czerwcowym szczytem, a korekta, jaką przeżywały nie doprowadziła nawet do zbliżenia się ich do poziomów, których przełamanie mogłoby stanowić zagrożenie poważniejszymi spadkami. Lepsze zachowanie się tego segmentu rynku można tłumaczyć tym, że małe i średnie firmy nieźle sobie radzą w warunkach spowolnienia gospodarczego z powodu swej większej elastyczności w dostosowywaniu się do warunków rynkowych. Ale można też szukać powodów zupełnie innej natury. Po pierwsze indeksy te nie są zdominowane przez spółki surowcowe, których notowania są zależne od zmian cen ropy naftowej i miedzi, które ostatnio były bardzo zmienne. Po drugie, nie leżą w polu zainteresowania kapitału zagranicznego, który często powoduje duże zmiany notowań. Po trzecie, są one w polu zainteresowania krajowych funduszy inwestycyjnych, które w tych spółkach upatrują potencjału wzrostu i szansy na poprawienie wyników zarządzania. To właśnie fundusze specjalizujące się w inwestowaniu w małe i średnie spółki osiągnęły w pierwszym półroczu najwyższe stopy zwrotu.

Zdania na temat rozwoju sytuacji na giełdzie w najbliższym czasie są mocno podzielone. Część analityków przewiduje możliwość powrotu indeksów do poziomu z połowy czerwca, część kontynuację korekty i dalsze jej pogłębienie. Aby ocenić prawdopodobieństwo realizacji poszczególnych scenariuszy, należałoby zastanowić się nad przyczynami obecnej zwyżki. Jej źródeł należy oczywiście szukać za oceanem. Optymizm tamtejszych inwestorów przypisywany jest lepszym niż oczekiwano wynikom podanym przez bank Goldman Sachs, a potem przez Intela. Jednak wydaje się, że skala optymizmu była zupełnie nieproporcjonalna do znaczenia wyników pojedynczych firm na cały rynek papierów wartościowych. Dane makroekonomiczne, jakie napływały w tym tygodniu, nie skłaniały do euforii, a jednak wzrosty na giełdach były spore. Ich uzasadnienia trzeba więc raczej doszukiwać się w emocjach i interpretacjach danych, a nie w ich rzeczywistym znaczeniu dla rynku.

W odniesieniu do naszego parkietu trzeba również wspomnieć o roli zagranicznego kapitału w kreowaniu ostatnich wzrostów. Wskazuje na to zwiększona wyraźnie skala obrotów i ich koncentracja na papierach największych i najbardziej płynnych spółek. Tezę tę potwierdza też to, że wzrosty były udziałem także pozostałych giełd naszego regionu oraz zdecydowane umocnienie się złotego.

Niezależnie od nastrojów związanych z publikacjami wyników finansowych przez kolejne amerykańskie firmy, wydaje się mało prawdopodobne, byśmy w najbliższym czasie mogli liczyć na trwałe przebicie poziomu czerwcowego szczytu i dalszy ruch indeksów w górę. Koniec tygodnia przyniósł wyraźne oznaki „zmęczenia” inwestorów wzrostami. W piątek indeksy zniżkowały. Tydzień zakończył się wzrostem WIG o 6,5%, indeks największych spółek zyskał 6% a wskaźniki małych i średnich firm wzrosły po około 3%.

Europa

W ślad za Wall Street, także na głównych giełdach europejskich obserwowaliśmy w tym tygodniu bardziej wyraźne zmiany wartości indeksów. Niemiecki DAX i francuski CAC40 zyskały po około 7%. Tak duża zwyżka to prawdziwy ewenement na tle trwającego od kilkunastu tygodni ruchu bocznego. Wynagrodziła ona inwestorów i doprowadziła do odrobienia z nawiązką strat z poprzedniego tygodnia. Jednak sytuacja z punktu widzenia analizy technicznej obu indeksów nie jest najlepsza i wskazuje na większe prawdopodobieństwo spadków. Londyński FTSE zyskał w skali tygodnia nieco mniej, ale jego sytuacja techniczna wydaje się sporo lepsza. Na wykresie indeksu nie widać aż tak wyraźnie zagrożenia spadkiem. Ale w przypadku wszystkich trzech wskaźników scenariusze zmian pisane są za oceanem.

Informacje napływające z największych europejskich gospodarek są ostatnio nieco lepsze, ale zdecydowanego przełomu wciąż nie widać. Opinie niemieckich analityków i inwestorów instytucjonalnych, obrazowane w postaci indeksu wyliczanego rzez instytut ZEW, okazały się w lipcu dość pesymistyczne. Wartość wskaźnika obniżyła się z 44,8 do 39,5 punktu. To znacznie gorzej, niż się spodziewano. Ale ta informacja nie spowodowała większych reakcji na giełdzie we Frankfurcie. Podobnie jak nie było reakcji na wzrost produkcji w strefie euro w maju. Zwiększyła się ona w porównaniu do kwietnia o zaledwie 0,5%. W porównaniu do maja ubiegłego roku była niższa o 17%.

Giełdy naszego regionu najwyraźniej odwiedził w minionym tygodniu zagraniczny kapitał. Jego obecność była mocno odczuwalna przez pierwsze trzy sesje. Później jego zapał do zakupów osłabł. Teraz tylko trzeba patrzeć, kiedy zacznie realizować zyski ze wzrostów, które sam w dużym stopniu „nakręcił”. Na fali amerykańskiego optymizmu nie było to nadmiernie trudne. Najbardziej skorzystał na tym węgierski BUX, który wzrósł o około 10%. Ale spojrzenie na wykres tego indeksu żadnego analityka technicznego nie może nastrajać optymistycznie. Zwyżka zatrzymała się tuż w okolicy szczytu z końca czerwca. A jego pokonanie wcale nie jest szczytem marzeń, bo bardziej istotny jest ten z połowy poprzedniego miesiąca.

Bardzo ciekawie wygląda natomiast wykres trochę niedocenianej giełdy rumuńskiej. Po spadku z połowy czerwca zachowuje się on bardzo stabilnie i nie ulega emocjom importowanym z „szerokiego świata”. Tyle tylko, że wielkość obrotów pozostawia tam wiele do życzenia. Trochę podobnie zachowuje się giełda sofijska, ale na niej rysuje się delikatna tendencja spadkowa. Moskiewski RTS zachowuje się w lipcu bardzo dynamicznie. Do 13 lipca kontynuowana była silna tendencja spadkowa zapoczątkowana jeszcze na początku czerwca. Od poniedziałku jednak trwało mocne odreagowanie tej tendencji. W jej wyniku indeks zyskał około 10%. Patrząc na jego wykres z dłuższej perspektywy, trudno się spodziewać czegokolwiek innego, jak tylko spadku. A informacje płynące z tamtejszej gospodarki indeksowi raczej nie pomogą.

Co prawda w czerwcu produkcja przemysłowa w Rosji zmniejszyła się o 12,1%, a więc tempo jej spadku znacznie wyhamowało (w maju spadek wyniósł 17,1%), ale do trwalszej poprawy jeszcze bardzo daleko. PKB spadł w pierwszym półroczu aż o 10,1%.

Giełda turecka kopiuje niemal osiągnięcia chińskiej. Tamtejszy indeks z niewielkimi przerwami pnie się w górę od połowy listopada ubiegłego roku i nie przejmuje się zbytnio nastrojami amerykańskich inwestorów. Zwyżka nie jest przesadnie dynamiczna ale konsekwencja jej utrzymywania się wróży temu rynkowi jak najlepiej.

USA

Na Wall Street nastąpiła bardzo wyraźna poprawa nastrojów. W ciągu pięciu sesji (od 9 do 16 lipca) Dow Jones i S&P500 wzrosły po 6,5%, a Nasdaq zwyżkował o 7,6%. Indeksy zawróciły z poziomu dolnego ograniczenia przedziału, w którym znajdują się od początku maja. Ruch w wąskim przedziale 880-945 punktów w przypadku S&P500 trwa więc już dziesięć tygodni. Gdy wydawało się, że wyłamie się z niego dołem, nastąpił zwrot sytuacji. Na razie jednak trudno mówić o czymkolwiek poważniejszym, niż o przedłużeniu konsolidacji. Nie udało się zrealizować spadkowego scenariusza, ale wystąpienie nowej fali wzrostów wcale nie jest przesądzone.

Powszechnie uważa się, że obronę przed głębszymi spadkami i sporą  ostatnią zwyżkę zawdzięczamy dobrym wynikom, publikowanym przez amerykańskie firmy. Jednak wydaje się, że optymizm płynący z ich interpretacji jest nieco przesadzony. Widać to było w przypadku wyników Goldman Sachs i opublikowanej dzień przed ich ujawnieniem wyższej rekomendacji dla akcji tego banku. Trochę to dziwna sytuacja, że informacje z jednej, nawet bardzo ważnej spółki, są w stanie spowodować tak duże wzrosty na całym, niemałym przecież amerykańskim rynku. Widać inwestorzy potrzebowali pretekstu do wzrostów. Widać to także po sposobie interpretowania napływających danych makroekonomicznych. Znów gorsze informacje są ignorowane, a większą wagę przykłada się do tych lepszych. Sezon publikacji wyników rozkręca się coraz mocniej i jak do tej pory obfituje w informacje optymistyczne, a przynajmniej lepsze od oczekiwań. Trudno więc się dziwić, że inwestorzy reagują na nie zwiększoną chęcią zakupów akcji. Trzeba jednak pamiętać, że poprawę wyników „ułatwia” to, że są one porównywane do bardzo kiepskich rezultatów sprzed roku. W wielu przypadkach na ich poprawę wpływają też czynniki jednorazowe, niezwiązane z normalną działalnością firmy. Wypada czekać na doniesienia z kolejnych firm, a tych w tym tygodniu nie zabraknie. W przeciwieństwie do danych makroekonomicznych. Jeśli S&P500 uda się wyraźniej przełamać poziom 945 punktów (w czwartek mocno się do niego zbliżył), prawdopodobna stanie się kontynuacja zwyżki.

Azja

Na parkietach w Azji sytuacja była dość zróżnicowana. Japoński Nikkei zanotował wzrost o nieco ponad 1%. Po mocnym spadku z poprzedniego tygodnia i początku mijającego, zdołał odrobić część strat, jednak znajduje się on wciąż dużo poniżej szczytu ustanowionego w połowie czerwca. Od tego czasu obniżył swoją wartość o około 6%. W poniedziałek strata sięgała ponad 9%. Indeks wciąż kreśli korektę wzrostów trwających od połowy marca do połowy czerwca. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze się ona nie zakończyła i dalsze spadki są bardzo prawdopodobne. W maju produkcja przemysłowa wzrosła w Japonii o 5,7%, a więc nieco mniej niż w kwietniu, gdy wzrost wynosił 5,9%. W porównaniu do maja ubiegłego roku jest wciąż niższa o 29,5%.

Indeks w Szanghaju wzrósł o 3,8%. To wciąż perełka wśród giełd, nie tylko azjatyckich. Trudno się temu dziwić, bo z chińskiej gospodarki wciąż napływają bardzo optymistyczne wieści. Chiński PKB wzrósł w drugim kwartale o 7,9%. W pierwszych trzech miesiącach roku zwyżkował o 6,1%. Widać więc, że przyspieszenie w tamtejszej gospodarce nabiera tempa. Zdaniem przedstawicieli chińskich władz to zasługo rosnącego popytu wewnętrznego i wzrostu produkcji, stymulowanej przez pakiet antykryzysowy. Pojawiają się nawet głosy, że wkrótce Chiny mogą mieć kłopoty związane z przegrzaniem gospodarki. Na razie te opinie wydają się być nieco przesadzone, bo do kilkunastoprocentowego wzrostu, do którego Chiny przyzwyczaiły nas w poprzednich latach – jeszcze daleko. Ale agresywna polityka kredytowa banków może z czasem odbić się niekorzystnie na ich kondycji. Widać, że pieniędzy mają w nadmiarze, w porównaniu do potrzeb przedsiębiorstw. Część z nich lokują na tamtejszej giełdzie, co dodatkowo wspomaga wzrosty indeksów. Wartość rezerw Państwa Środka osiągnęła rekordowo wysoki poziom ponad 2,13 biliona dolarów.

Liderem wzrostów była giełda w Hong Kongu, gdzie tamtejszy indeks zwyżkował o ponad 6%. Bardzo dobrze radziła sobie także giełda w Bombaju, w szybkim tempie odrabiając straty z początku lipca.

obrazek-1

Tygodniowe zmiany indeksów 10.07.2009 – 17.07.2009

* dane z 16.07.2009

Rynek Walutowy

Względna stabilizacja na światowym rynku walutowym nie trwała zbyt długo. Równowaga między euro i dolarem w okolicach 1,39 dolara za euro utrzymała się zaledwie tydzień. Jeszcze w poniedziałek i wtorek było całkiem spokojnie. W środę euro zdrożało gwałtownie do ponad 1,4 dolara, a w czwartek kontynuowało tę tendencję do ponad 1,41 dolara. Według oklepanego już schematu tę słabość amerykańskiej waluty można tłumaczyć zdecydowaną poprawą sytuacji na rynku akcji. Ale wzrosty na Wall Street zaczęły się już w poprzedni piątek i były kontynuowane od początku tego tygodnia. W ostatnich dniach pojawiło się kilka wypowiedzi polityków i przedstawicieli instytucji finansowych sugerujących możliwość zmniejszenia się roli dolara jako światowej waluty rozliczeniowej i rezerwowej, ale ich wagi nie należy raczej przeceniać. Niezależnie od przyczyn, kurs euro do dolara zbliżył się do poziomu najwyższego od końca czerwca. Patrząc z dłuższej perspektywy, wciąż znajduje się w dość wąskim przedziale już od pierwszej dekady czerwca. Dopiero przebicie poziomu 1,42 dolara za euro mogłoby stanowić impuls do poważniejszego osłabienia amerykańskiej waluty, przynajmniej do poziomu 1,43 dolara za euro. Ale do tego potrzebna byłaby kontynuacja zwyżkowej tendencji na giełdzie, co wcale nie jest pewne.

W mijającym tygodniu złoty wykazywał wyjątkową siłę. W środę na rynku międzybankowym dolara można było kupić  już za 3,03 zł., najtaniej od połowy stycznia tego roku. Złoty umacnia się dynamicznie od kilku dni, podobnie jak waluty pozostałych państw naszego regionu. To wskazuje na zwiększoną obecność międzynarodowego kapitału na naszych rynkach.

Od ubiegłej środy dolar staniał z niemal 3,2 zł do 3,03 zł. W ciągu siedmiu dni stracił aż 17 groszy, czyli ponad 5 proc. Jest najtańszy od połowy styczna tego roku.

Od szczytu „opcyjnego szaleństwa” z lutego, staniał już o prawie 90 groszy, czyli 22 proc. Ale i tak wciąż jest droższy o 50 proc. od pamiętnego poziomu 2 zł, osiągniętego równo rok temu.

Umacnianie się naszej waluty trwa niemal nieprzerwanie właśnie od lutego.

W dużej części jest ono wynikiem powracania jej do racjonalnej wyceny, po ustąpieniu problemów związanych z rozliczaniem opcji walutowych zawieranych przez wiele naszych firm. Ale i w sporej części zawdzięczamy to dobrej, na tle innych państw, kondycji naszej gospodarki. Zwyżki z ostatnich dni wiążą się jednak bardziej z ruchami międzynarodowego kapitału, który zawitał na rynki naszego regionu, niż informacjami makroekonomicznymi. Jedynymi danymi z tej sfery, które poznaliśmy w ostatnim czasie, była informacja o sporej, utrzymującej się od kilku miesięcy nadwyżce w obrotach bieżących. Ale to chyba za mało, by stanowić jedyny impuls do tak znaczącego umocnienia się złotego. W każdym razie na tę siłę składają się raczej czynniki lokalne, ponieważ notowania euro do dolara, za którymi zwykle podąża złoty pozostają od około półtora miesiąca na dość stabilnym poziomie.

Odetchnąć też mogą posiadacze kredytów we frankach. W środę  i czwartek szwajcarską walutę wyceniano chwilami nawet na 2,8 zł. A jeszcze w połowie lutego straszyła nas ceną powyżej 3,3 zł. Spadek o 50 groszy daje nam 15 procentową „ulgę” w wysokości rat kredytu. Ale oczywiście o 2 zł z lipca ubiegłego roku na razie możemy tylko pomarzyć.

W czwartek wieczorem nasza waluta nieco osłabła, ale spadek jej wartości nie był duży i sięgał około 2 groszy wobec głównych walut. W piątek sytuacja naszej waluty była stabilna a zmiany niewielkie.

obrazek-21

Rynek Surowców

Na rynku surowców sytuacja w tym tygodniu była dość dynamiczna i charakteryzowała się sporymi wahaniami cen, choć już nie tak dużymi jak poprzednio. Po spadku cen ropy naftowej z 67 dolarów za baryłkę do około 59 dolarów w poprzedni piątek, notowania surowca znów zwyżkowały. W środę zbliżyły się do poziomu 64 dolarów, czyli podniosły się o około 8,5%. Czwartek przyniósł spadek do 63 dolarów.

Z punktu widzenia analizy technicznej, możliwy jest jeszcze wzrost ceny nawet do 66 dolarów, jednak w dłuższym horyzoncie istnieje spore prawdopodobieństwo spadku przynajmniej do około 55 dolarów.

Wskazań  analizy technicznej nie należy lekceważyć, bowiem wydaje się,  że cenami ropy naftowej kierują bardziej przesłanki emocjonalne i spekulacyjne, niż racjonalne kalkulacje. Trudno uzasadnić  poprzedni, trwający od początku roku dynamiczny wzrost cen ropy o prawie 100% w sytuacji, gdy w większości najbardziej uprzemysłowionych krajów produkcja przemysłowa była w tym czasie o ponad 20% niższa niż przed rokiem, a stopień wykorzystania mocy produkcyjnych w Stanach Zjednoczonych sięga zaledwie 66-68%. W takich warunkach trudno mówić o wzroście popytu ze strony gospodarki, uzasadniającego taką skalę zwyżkę cen surowca. Co ciekawe, notowania nie zareagowały niemal wcale na opublikowane w czwartek bardzo optymistyczne dane dotyczące chińskiej gospodarki, która uchodzi za głównego odbiorcę surowców przemysłowych, a najnowsze informacje i prognozy tylko tę opinię potwierdzają.

Także na rynku miedzi sytuacja była bardzo zmienna. Jeszcze 22 czerwca kontrakty terminowe na dostawy tego metalu osiągnęły najniższy od kilku tygodni poziom około 211 dolarów. W ciągu kilkunastu dni wzrosły do 230 dolarów, spadły do około 215 dolarów, by od 8 lipca do ubiegłej środy wykonać efektowny rajd w górę do prawie 240 dolarów, czyli o ponad 11 proc. Również i w tym przypadku trudo doszukać się fundamentalnych przesłanek tak gwałtownych ruchów.

Osłabienie z poprzedniego tygodnia odreagowywała cena złota. Jeszcze 8 lipca zbliżyła się ona niebezpiecznie do poziomu 900 dolarów za uncję. W środę była o 40 dolarów wyższa. Czwartek przyniósł niewielką korektę. Warto zauważyć, że złoto zachowuje się od pewnego czasu podobnie, jak surowce przemysłowe. Poprzednio jego notowania były raczej charakterystyczne dla instrumentu inwestycyjnego, podobnie jak w przypadku dolara.

Po bardzo dużej, sięgającej prawie 15% przecenie na rynku platyny, trwającej od początku czerwca do końca poprzedniego tygodnia, od poniedziałku mieliśmy do czynienia z równie silnym odreagowaniem. Uncja tego metalu do czwartku zdrożała o prawie 6%. Niemal identyczny ruch nastąpił na rynku srebra. Trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie tak dynamicznych zmian, poza transakcjami o charakterze „spekulacyjnym”.

W piątek notowania ropy skoczyły znów do prawie 65 dolarów za baryłkę, o ponad 1,5% zwyżkowały też kontrakty na miedź. W ciągu tygodnia ceny metalu wzrosły o około 7 proc. do 5215 dolarów za tonę.

Jako ciekawostkę warto zauważyć bardzo dynamiczny wzrost cen kontraktów terminowych na kakao i spadek tego typu instrumentów na kawę. Od końca czerwca cena kontraktów terminowych na sok pomarańczowy wzrosła z niecałych 76 dolarów do 103 dolarów, co można łatwo wytłumaczyć zwiększonym popytem na napoje chłodzące. Ale czym tłumaczyć skok kontraktów terminowych na mleko z 9,8 dolara do 10,7 dolara? Od połowy 2007 r. do czerwca tego roku kontrakty na mleko spadły z 22 dolarów do około 10 dolarów. W tym przypadku kryzys był prawie tak samo odczuwalny, jak na rynku ropy.

obrazek-3

Wieści z rynku

Rośnie oprocentowanie lokat

Z przygotowanego przez Gold Finance rankingu wynika, że w lipcu oprocentowanie lokat bankowych zwiększyło się. Dotyczy to środków lokowanych na 3-, 6- i 12-miesięcy. Ich najwyższe oprocentowanie według stanu na 15 lipca sięgało 7%. Przed miesiącem wynosiło od 6 do 6,5%.

Chętniej inwestujemy w fundusze

Według danych firmy Analizy Online, w czerwcu saldo wpłat i umorzeń w funduszach inwestycyjnych było dodatnie i wyniosło 0,58 mln zł. Na plusie utrzymuje się już drugi miesiąc z rzędu. Wszystko wskazuje, że zła passa funduszy powoli mija. Inwestorzy coraz chętniej lokują za ich pośrednictwem pieniądze i coraz mniej chętnie je z nich wycofują. Klienci są jednak dość ostrożni. Największy dopływ pieniędzy nastąpił do funduszy pieniężnych i gotówkowych. Akcyjne plasują się za nimi, ale notują dodatnie saldo wpłat i wypłat już czwarty miesiąc z rzędu.

W czerwcu o 1,5 mld zł wzrosły też aktywa funduszy i osiągnęły poziom 77,2 mld zł. Ta tendencja utrzymuje się już czwarty miesiąc z rzędu.

Małe i średnie spółki wciąż najbardziej zyskowne

W ciągu ostatniego miesiąca największe zyski dla swych klientów wypracowały fundusze inwestujące w akcje małych i średnich spółek. Najlepsze z nich osiągnęły stopę zwrotu sięgającą 4-7%. Z powodu umocnienia się złotego zdecydowanie gorzej radziły sobie fundusze lokujące w papiery spółek zagranicznych. Większość z nich zakończyła miesiąc na minusie. Jeszcze niedawno to właśnie one uzyskiwały najwyższe stopy zwrotu. Nadal ich wyniki są najlepsze w horyzoncie 3 i 6 miesięcy.

O połowę  mniej kredytów mieszkaniowych

Jak wynika z danych Związku Banków Polskich, w pierwszym półroczu tego roku banki udzieliły ponad 83 tys. kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości 16,8 mld zł.

W pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku udzielono ich aż 165 tys., czyli dwukrotnie więcej. Ich wartość wyniosła 36 mld zł. Związek Banków Polskich prognozuje, że w całym roku wartość udzielonych kredytów wyniesie około 40 mld zł

Eurobank obniża marże w zamian za ubezpieczenie kredytu

Eurobank wspólnie z TU Benefia i TU na Życie Benefia, uruchomił program Prommotion. Wysokość marży kredytu jest zależna od rodzaju pakietu ubezpieczeń, wybranego przez klienta, który ubiega się o kredyt. Kredytobiorca ma do wyboru aż 20 możliwości w ramach pakietu ubezpieczeniowego. Od tego wyboru zależna jest wysokość marży pobieranej przez bank.

Lokata WIGtoria z BPH

Bank BPH oferuje nowy produkt strukturyzowany, lokatę Wiktoria, opartą o notowania indeksu największych spółek na warszawskim parkiecie. Gwarantuje ona zwrot pełnej wartości nominalnej wpłaconego kapitału i daje szansę na zysk znacznie wyższy, niż na tradycyjnej lokacie. Inwestor partycypuje w 70% wzrostu wartości indeksu WIG20, jednak pod warunkiem, że nie wzrośnie od w czasie trwania lokaty (czyli 2 lat) więcej niż o 150%.

BZ WBK oferuje Obligację  WIG20 Profit

Obligacja WIG20 Profit to produkt strukturyzowany o dwuletnim okresie inwestycji i pełnej gwarancji zwrotu kapitału. Zyski zależne są od wzrostu wartości indeksu WIG20. Pojawią się w przypadku, gdy indeks wzrośnie rok po roku o przynajmniej 10%.

Kalendarium wydarzeń nadchodzącego tygodnia 20.07.2009-24.07.2009

Czeka nas prawdziwie wakacyjny tydzień. Takiego „ubóstwa” wydarzeń  i publikacji danych makroekonomicznych nie było już od dawna. Ale kilka z nich może wywrzeć pewien wpływ na rynki. Jeśli chodzi o nasze podwórko, poznamy wielkość inflacji bazowej, czyli bez cen żywności i energii w czerwcu, dane GUS o koniunkturze gospodarczej w lipcu oraz protokół z poprzedniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Będą to dane o znikomym wpływie na sytuację na naszym rynku finansowym. O wiele ważniejsze będą dane o sprzedaży detalicznej i stopie bezrobocia, które poznamy dopiero w czwartek.

Spośród danych z Europy istotny wpływ na sytuację na giełdach oraz rynku walutowym mogą mieć informacje o zamówieniach w przemyśle Eurolandu w maju oraz saldzie rachunku obrotów bieżących. Zamówienia w kwietniu były niższe niż w kwietniu ubiegłego roku aż o 35,5%. Jeśli tendencja spadkowa w takiej skali się utrzyma, nie będzie to dobry znak także dla naszych firm. W piątek czeka nas cała seria danych dotyczących wskaźnika aktywności wytwórczej w sferze produkcji i usług w Eurolandzie, Niemczech i Francji. Tego typu wskaźniki ostatnio mają pewien wpływ na zachowania inwestorów. Dowiemy się także, jaka była dynamika sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii oraz dynamika PKB tego kraju w drugim kwartale tego roku.

Bardzo niewiele danych napłynie zza oceanu. Jedynie publikacje wyników finansowych tamtejszych firm będą dostarczać giełdom impulsów do zmian. Niemal każdego dnia informować o swych osiągnięciach i planach będą spółki o sporym znaczeniu dla koniunktury na parkietach. We wtorek sprawozdanie z działalności Fed złoży przed komisją Izby Reprezentantów Ben Bernanke. Pewien wpływ na rynek może wywrzeć poniedziałkowa publikacja indeksu wskaźników wyprzedzających oraz czwartkowy odczyt indeksu cen domów. W czwartek poznamy liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych i sytuację na rynku wtórnym domów. W piątek indeks nastrojów Uniwersytetu Michigan.

Poniedziałek, 20 lipca

Niemcy

  • 8.00 inflacja na poziomie producentów (PPI) w czerwcu (poprzednia wartość 0% miesiąc do miesiąca, -3,6% rok do roku)

USA

  • 16.00 indeks wskaźników wyprzedzających w czerwcu (prognoza 0,5%, poprzednia wartość 1,2%)

Wtorek, 21 lipca

Polska

  • 14.00 inflacja bazowa baz cen żywności i energii w czerwcu (prognoza 2,7% rok do roku, poprzednia wartość 2,8% rok do roku)

USA

  • wystąpienie Bena Bernanke w komisji do spraw usług finansowych Izby Reprezentantów w sprawie działalności Fed

Środa, 22 lipca

Polska

  • 14.00 koniunktura gospodarcza w lipcu

Euroland

  • 11.00 zamówienia w przemyśle w maju (poprzednia wartość -1% miesiąc do miesiąca, -35,5% rok do roku)

USA

  • 16.00 indeks cen nieruchomości OFHEO w maju (prognoza -0,2% miesiąc do miesiąca, poprzednia wartość -0,1% miesiąc do miesiąca)
  • 16.30 zmiany zapasów paliw płynnych

Czwartek, 23 lipca

Polska

  • 10.00 sprzedaż  detaliczna w czerwcu (poprzednia wartość -2,1% miesiąc do miesiąca, 1,1% rok do roku)
  • 10.00 stopa bezrobocia w czerwcu (poprzednia wartość 10,8%)
  • 14.00 publikacja protokołu z posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej

Euroland

  • 10.00 saldo obrotów bieżących w maju (poprzednia wartość -5,9 mld euro)

Wielka Brytania

  • 10.30 sprzedaż  detaliczna w czerwcu (poprzednia wartość -0,6% miesiąc do miesiąca, -1,6% rok do roku)

USA

  • 16.00 wnioski o zasiłek dla bezrobotnych (poprzednia wartość 522 tys.)
  • 16.00 sprzedaż  domów na rynku wtórnym w czerwcu (prognoza 4,8 mln, poprzednia wartość 4,77 mln)
  • 16.00 dynamika sprzedaży domów na rynku wtórnym w czerwcu (prognoza 0,6% miesiąc do miesiąca, poprzednia wartość 2,4% miesiąc do miesiąca, 3,6% rok do roku)

Piątek, 24 lipca

Francja

  • 8.45 indeks zaufania konsumentów w lipcu (poprzednia wartość -37 pkt.)
  • 8.58 indeks PMI dla przemysłu (poprzednia wartość 45,9 pkt.) i usług (poprzednia wartość 47,2 pkt.)

Niemcy

  • 9.28 indeks PMI dla przemysłu w lipcu (poprzednia wartość 40,9 pkt.) i usług (poprzednia wartość 45,2 pkt.)
  • 10.00 indeks instytutu Ifo w lipcu (poprzednia wartość 85,9 pkt.)

Euroland

  • 9.58 indeks PMI dla przemysłu w lipcu (poprzednia wartość 42,6 pkt.) i usług (poprzednia wartość 44,6 pkt.)

Wielka Brytania

  • 10.30 dynamika PKB w II kwartale (poprzednia wartość -2,4% kwartał do kwartału, -4,9% rok do roku)

USA

  • 15.55 indeks nastroju Uniwersytetu Michigan w lipcu (prognoza 64,6 pkt., poprzednia wartość 70,8 pkt)

Prognozy na przyszły tydzień

Atmosfera na naszym giełdowym rynku wyraźnie się poprawiła. Szczególnie dobry był początek tygodnia. Ostatnie dwie sesje to już wyraźne osłabienie impetu zwyżki. Zawdzięczamy ją przede wszystkim kolegom zza oceanu, którzy dość euforycznie reagowali na każdą dobrą informację, a ignorowali te mniej optymistyczne. Po prostu rynki „nie chciały” spadać i inwestorzy szukali każdego pretekstu do wzrostu. A trzeba przyznać, że tych nie brakowało. Obawy o wyniki amerykańskich spółek jak na razie okazały się nieuzasadnione. Jeśli dobra passa w publikacjach potrwa w najbliższych dniach, to nie co się martwić o kondycję rynku. Ale chyba nie ma co liczyć na wielkie fajerwerki. Wzrosty z tego tygodnia były dość pokaźne i pewnie przyjdzie czas na uspokojenie sytuacji. Doprowadziły one indeksy do powrotu do przedziału, w jakim poruszały się przez kilka ostatnich tygodni. Dopiero przebicie górnego poziomu tego przedziału mogłoby spowodować większą zwyżkę. Z pewnością nie będzie to łatwe, o czym świadczy choćby przebieg piątkowej sesji. W przypadku gdyby wystąpiła, należy ostrożnie podchodzić do jej trwałości.

Roman Przasnyski

Główny Analityk Gold Finance