Simoensa recepty na popsucie polskiego rynku leków

przez | 03/06/2009

12.05 odbyło się posiedzenie senackiej komisji zdrowia z udziałem wiceministra zdrowia Marka Twardowskiego oraz prof. Stevena Simoensa – autora analizy systemów refundacyjnych we wszystkich krajach UE. Należy żywić nadzieję, że powstająca w resorcie zdrowia ustawa refundacyjna obroni się przed ogólnikowymi pomysłami Simoensa. Przyjrzyjmy im się bliżej.

„Ceny leków na receptę powinny być jednolite”

Założenie pozornie jest dobre. Lecz tylko i wyłącznie pod tym warunkiem, że ceny zostaną zrównane w dół a nie w górę, a we wszystkich krajach UE zafunkcjonują porozumienia wolumenowo-cenowe. Porozumienia wolumenowo-cenowe polegają na zwrocie przez producenta leków do budżetu części kwoty pochodzącej ze sprzedaży leków ponad wolumen ustalony w porozumieniu. Pomagają między innymi w refundowaniu drogich leków na choroby rzadkie. Należy zagwarantować co najmniej taki sam poziom zwrotu do polskiego budżetu, jak do brytyjskiego czy niemieckiego. W przeciwnym razie polski podatnik nadal będzie płatnikiem netto wobec krajów posiadających rozwinięty i innowacyjny przemysł farmaceutyczny. Bez wprowadzenia porozumień wolumenowo-cenowych, to polski podatnik będzie ponosił koszty opracowywania nowych leków w krajach wysokorozwiniętych, które refunduje NFZ. Także zrównanie cen bez zabezpieczenia polskich składek zdrowotnych z których NFZ refunduje leki, będzie niekorzystne. Polska nie musi być płatnikiem netto i łożyć na rozwój przemysłu farmaceutycznego w innych krajach. Dowodem na to jest choćby polityka rządu Australii, która zawarła odpowiednie umowy z rządem USA, wprowadzając jednocześnie w sposób kontrolowany refundację nowych leków.

W dalszej części depeszy PAP z 12.05 czytamy: „W ocenie prof. Simoensa, polski system rabatowy powoduje, że zyskują hurtownicy i aptekarze oraz nieliczni pacjenci.”

To pacjenci mogą zakupić potrzebne im leki, niejednokrotnie wyłącznie dzięki takim systemom rabatowym. Profesor Simoens nie precyzuje, o jaki system rabatowy dokładnie chodzi (producenci-hurtownicy, hurtownicy-apteki, czy apteki-klienci). Proszę jednak pamiętać, że to system naczyń połączonych. Odczytuję tą wypowiedź jako fundamentalne oświadczenie, że producent leków (najczęściej zachodni potentat) powinien zarabiać więcej, poprzez zatrzymanie dla siebie rabatu udzielanego polskiemu pacjentowi. Udzielanego dotychczas za pośrednictwem polskich hurtowni oraz aptek.

To prawda, że hurtownie i apteki również zarabiają na rabatach. Odprowadzają jednak z tego tytułu podatki, zasilające Skarb Państwa. Zlikwidowanie rabatów to uszczuplenie kwoty płaconych przez nie podatków. Czy w obecnej sytuacji, gdy zagrożony jest budżet, nie byłoby to podwójnym strzałem w kolano?

„Wprowadzenie zakazu udzielania zniżek w aptekach dostarczyłoby dodatkowy bodziec dla konkurencji cenowej i poprawiłoby przejrzystość rynku” – podkreślał profesor.

Jak po zlikwidowaniu rabatów i przy jednoczesnym – podanym na początku – stwierdzeniu, że „ceny leków na receptę powinny być jednolite”, profesor Simoens chce osiągnąć konkurencyjność cenową? Jestem pod głębokim wrażeniem takiej rewolucji w ekonomii. Oby nie był to dynamit, który rozniesie resztki polskiego rynku farmaceutycznego w pył, aby zachodnie koncerny spokojnie zamiotły go pod dywan.

Komentarz Piotra Rykowskiego, mgr farmacji, eksperta rynku medycznego, lekowego i farmaceutycznego.