Konsument bez pracy, firmy bez zamówień

przez | 28/04/2009

Blisko 70 proc. polskich firm w ciągu ostatnich 3 miesięcy odnotowało spadek popytu na towary i usługi. 18 proc. deklaruje redukcję personelu, a 36 proc. ograniczenie inwestycji. Z badania przeprowadzonego przez Krajową Izbę Gospodarczą wynika, że kolejne 42,5 proc nie wie jeszcze, czy zwalniać, czy w innym sposób minimalizować wydatki.

Po raz pierwszy od czterech lat spadła również sprzedaż detaliczna – według obliczeń GUS w lutym była o 1,6 proc. niższa niż w ubiegłym roku. Natomiast według prognoz Światowej Organizacji Handlu (WTO) globalna wymiana handlowa może spaść w tym roku aż o 9 proc. Analitycy WTO szacują, że będzie to jeden z najniższych poziomów od czasów II Wojny Światowej. Już nie tylko przedsiębiorcy chcą oszczędzać, ale również zwykły obywatel liczy każdą złotówkę, gdyż sytuacja na rynku pracy jest coraz gorsza.

– „W obecnej sytuacji, gdy 1/5 przedsiębiorstw ma w planach zwolnienie trudno jest być pewnym swojej sytuacji zawodowej. Jeśli deklaracje firm dojdą do skutku, pracę może stracić blisko 1 mln Polaków. Tylko w ciągu pierwszych dwóch miesięcy tego roku przybyło już prawie 250 tys. bezrobotnych. Jednak cięcie kosztów poprzez redukcję personelu wydaje się być jedynie rozwiązaniem doraźnym. W momencie gdy koniunktura się poprawi, firmy po raz kolejny będą musiały ponieść koszty rekrutacji i szkoleń pracowników. Należy szukać rozwiązań długofalowych, dających możliwość elastycznej reakcji na zmiany rynkowe” – analizuje Marek Jurkiewicz, Dyrektor Handlowy Start People, Agencji Pracy i Doradztwa Personalnego.

Jednym z pozytywnych aspektów wynikających z badań KIG jest fakt, iż ponad 20 proc. przedsiębiorstw nie bierze pod uwagę w najbliższym czasie ani zwolnień, ani ograniczenia planowanych inwestycji. – „Jednak ta grupa zmniejsza się. Pocieszające jest jednak to, że mimo wszystko coraz mniej przedsiębiorstw planuje redukcje personelu poszukując oszczędności na innych polach” – mówi Piotr Jaworski, ekspert prawno-gospodarczy z Krajowej Izby Gospodarczej.

Cięcia kadrowe to nie jedyny sposób oszczędzania podczas kryzysu. Pozornie wydaje się najłatwiejszym wyjściem z trudnej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa, jednak długofalowo może obrócić się na niekorzyść i w konsekwencji postawić firmę w trudnej sytuacji, gdy recesja się skończy. – „Gdy firma sama siebie pozbawi wykwalifikowanych pracowników, nie będzie mogła nadrobić strat, gdy zacznie się okres prosperity” – uważa Thierry Iovane, dyrektor na Europę i Amerykę Łacińską, Chartered Institute of Management Accountants (CIMA). – „Dyrektorzy finansowi powinni szukać w swoich firmach niepotrzebnych kosztów i dokładnie sprawdzać czy np. 20 samochodów służbowych to naprawdę niezbędny dla funkcjonowania firmy wydatek. Dopiero po takich działaniach, gdy w dalszym ciągu firmie grozi brak płynności finansowej, powinno się przejść do analizy planowanych inwestycji, a w dalszym ciągu do ewentualnych cięć kadrowych.”

Zdając sobie sprawę z wagi problemu, ochrony istniejących miejsc pracy oczekują już nie tylko związkowcy, ale również pracodawcy. Do rządu skierowany został przez te grupy pakiet działań antykryzysowych, w którym apelują m.in. o dotacje dla najbardziej poszkodowanych w wyniku kryzysu firm. Uzyskane w ten sposób pieniądze zostałyby przekazywane na uzupełnienie pensji pracownikom, którym zamiast zwolnienia, zredukowano czas pracy. Zaproponowano również stworzenie zakładowych funduszy szkoleniowych, dzięki którym pracownicy zatrudnieni na pół etatu, drugą część dnia pracy będą mogli poświęcić na dodatkowe kursy i szkolenia, podnosząc tym samym swoje kwalifikacje. Kolejnym pomysłem jest wprowadzenie elastycznego czasu pracy, co umożliwiłoby pracownikom ruchome operowanie godzinami pracy w ramach ustalonych przez pracodawcę granic czasowych. Przedstawiony pakiet antykryzysowy pokazuje, iż pracodawcy i związkowcy, czyli grupy często reprezentujące odmienne interesy, starają się wypracować wspólne stanowisko. Wprowadzenie proponowanych działań zależy teraz od decyzji rządu.