Wywiad z Andrzejem Smółko, Prezesem CWS-boco Polska

przez | 19/04/2009

Przez ostatni rok miał Pan okazję kierować firmą CWS-boco w Irlandii. Czy widzi Pan różnice w prowadzeniu biznesu w Polsce i w Irlandii?

Andrzej Smółko: Zasadniczo, biznes rządzi się w każdym kraju wolnorynkowym podobnymi zasadami. Ważna jest przede wszystkim dbałość o klienta i innowacyjność w każdym obszarze (produktów, usług, wydajności pracy itp.). Rynek irlandzki jest bardziej dojrzały i rozwinięty od polskiego, a co za tym idzie – bardziej konkurencyjny. Wydajność pracy jest dużo większa niż w Polsce – ma to związek z jednymi z najwyższych w Europie kosztów zatrudnienia. Wieloletni, szybki rozwój „Celtyckiego Tygrysa” wywindował zarobki do poziomu wyższego niż w Niemczech czy Szwecji. Dodatkowo – nieustanny brak rąk do pracy spowodował ogromny napływ siły roboczej praktycznie z całego świata – z Europy Środkowej, Azji i Afryki. W naszej spółce pracują ludzie z Litwy, Łotwy, Estonii, Filipin, Chin, Korei, Węgier, Słowacji, Niemiec, Szkocji i wielu innych. W pralniach, największą grupę stanowią Polacy. Tak na marginesie, my – Polacy mamy w Irlandii bardzo dobrą opinię jako pracownicy i koledzy.

Podobnie jak w Polsce, klienci w Irlandii przywiązują dużą wagę do osobistego kontaktu i do budowania bliskich relacji z dostawcą. Wiele rzeczy ustala się w oparciu o szybkie, „ad hoc” negocjacje. Irlandczycy, podobnie jak Polacy, lubią dochodzić do celu po dodatkowej rundzie rozmów – pomimo ustaleń kontraktowych – zawsze jest jeszcze miejsce na dodatkowy „deal”.

Jakie szczególne doświadczenie zdobył Pan pracując w Irlandii?

Andrzej Smółko: Największym doświadczeniem, które zdobyłem pracując w Irlandii jest nauczenie się działania w środowisku spowolnienia gospodarczego – kryzysu. Ważne jest, aby właściwie odczytywać sygnały płynące z rynku i od klientów, unikać  pułapek kosztowych oraz dbać o płynność finansową. Wiem już, jak właściwie przeprowadzać analizę sytuacji przedsiębiorstwa i szybko podejmować decyzje pomagające utrzymać na właściwym poziomie wskaźniki ekonomiczne firmy. Rozpocząłem restrukturyzację spółki, którą teraz kontynuują moi następcy. Największym sukcesem było zbudowanie zespołu zdolnego
do podjęcia tego wyzwania. Jesteśmy wciąż w bliskim kontakcie ze sobą. Za sukces uważam również przekonanie związków zawodowych do pomysłu restrukturyzacji oraz uzyskanie zrozumienia ze strony pracowników naszych zakładów. Początki były bardzo trudne, pomimo, że kryzys był już widoczny na horyzoncie.

Jak zarządza się firmą w kraju takim jak Irlandia, który od ponad roku pogrążony jest w kryzysie?

Andrzej Smółko: Każdy dzień przynosił nowe niespodzianki i wyzwania. Wszyscy klienci szukali oszczędności. Niektórzy niestety bankrutowali. Najważniejsze rzeczy, o których nie wolno zapomnieć to :

  • dbanie o obsługę i zadowolenie klientów oraz bardzo bliska współpraca z nimi
  • właściwa, otwarta komunikacja wewnętrzna
  • dyscyplina kosztowa w firmie – obcięcie wszystkich zbędnych wydatków
  • utrzymanie wysokiej wydajności
  • żelazna konsekwencja w stosunku do należności.

Warto jest też wsłuchiwać się w potrzeby klientów i pomagać im przetrwać trudny dla nich okres. Można wówczas zyskać naprawdę lojalnego partnera na wiele lat. Kryzysy mają to do siebie, że mijają.

Jakich błędów powinni wystrzegać się polscy przedsiębiorcy w czasie kryzysu?

Andrzej Smółko: Przede wszystkim trzeba bardzo szybko reagować na ewentualne zmiany przychodów i niezwłocznie dostosowywać do nich koszty. Każdy dzień opóźnienia w działaniu to ewidentna strata i zagrożenie dla trwania firmy. Błędem jest drastyczne redukowanie zespołów handlowych lub rezygnacja z wydatków marketingowych – to jest rezygnacja z przyszłości przedsiębiorstwa. Błędem jest też niewłaściwa komunikacja wewnętrzna, która może skutkować utratą najlepszych ludzi. Absolutnie niezbędna jest  pełna mobilizacja wszystkich działów i osób w firmie.

Czym różni się rynek wynajmu czystości w Polsce i za granicą?

Andrzej Smółko: Polski rynek „wynajmu czystości” i leasingu odzieży roboczej oraz bielizny hotelowej jest wciąż bardzo mały w porównaniu do Irlandii, a szczególnie w porównaniu z takim rynkiem, jak Niemcy.

Dla porównania trzech największych graczy w Irlandii ma łącznie około 130 mln EUR obrotu, zaś 3 największych polskich graczy to ok. 80 mln EUR rocznie. Gwoli przypomnienia – w Irlandii mieszka około 5 mln ludzi, a przemysł maszynowy nie jest wystarczająco rozwinięty.