Kto nie ryzykuje, ten nie ma

przez | 06/04/2009

Systematycznie wzrasta nasza skłonność do podejmowania ryzyka. Przez ostatnich kilka lat, do końca ubiegłego roku, rosły przychody firm bukmacherskich – Polacy bardziej angażowali się w gry liczbowe, a także częściej odwiedzali salony gier i kasyna.

Jak pokazują badania profilu osobowości narodowej i preferencji konsumentów (European Trusted Brands, przeprowadzone przez Reader’s Digest), Polacy z jednej strony uważają się za osoby pewne siebie, obowiązkowe, kierujące się zasadami i przekonaniami, ale z drugiej strony, lubią wyzwania i zmiany w życiu. Jesteśmy bardzo otwarci na nowości (stąd tak silna chęć do poznawania wszelkich nowinek technicznych), skłonni do podejmowania ryzyka, ale jednocześnie nie działamy pod wpływem impulsu. Profil ten sprzyja pobudzeniu do życia natury ryzykanta – hazardzisty, ale w wyraźnie zarysowanych granicach rozsądku. Podejmujemy takie ryzyko, które według naszej opinii daje obietnicę odpowiednio wysokiej nagrody i nie wiąże się ze znacznymi stratami. Nie jesteśmy skłonni podejmować wyzwań, które według trzeźwej oceny wydają się być szalone lub niemal niemożliwe do realizacji. Nasz profil i skłonności charakteru wspierają rozwój przedsięwzięć biznesowych, które na ryzyku bazują.

Gry liczbowe

Wszyscy, którzy wiedzą, czym są popularne od wielu lat gry liczbowe organizowane przez Polski Totalizator Sportowy, zdają sobie sprawę z bardzo małego prawdopodobieństwa wygranej. „Trafić szóstkę” jest podobnie ciężko, jak wybrać na chybił-trafił właściwą kombinację cyfr spośród wielu milionów możliwości. Nie zmienia to faktu, że bardzo wysokie nagrody się zdarzają. Grających wciąż przybywa. Systematycznie, z roku na rok rosną wpływy Totalizatora – w roku ubiegłym było to grubo ponad 3 mld złotych, o 20 proc. więcej niż przed rokiem. Popularność wynika właśnie z korzystnej relacji potencjalnej wygranej do straty (inwestycji w jeden los). Pomimo tego, że trafienie jest bardzo mało realne i graniczy z niemożliwością, kiedy następuje kumulacja i potencjalnie można wygrać kilkanaście a nawet kilkadziesiąt milionów złotych, nawet pragmatycy i zatwardziali wrogowie gier losowych ustawiają się w kolejce, by kupić los. Dzieła dopełnia medialna promocja gier, która przypomina o kumulacjach i informuje o faktach każdej spektakularnej wygranej oraz model dystrybucji, który sprawia, że losy są praktycznie na wyciągnięcie ręki.

Opcje walutowe

Głośną sprawą ostatnich miesięcy jest konsumpcja ryzyka, jakie wiązało się z kupnem opcji walutowych przez polskie przedsiębiorstwa. Dziś bardzo dużo firm cierpi z powodu złych decyzji zakupu opcji, które obiecywały znaczne zyski przy założeniu silnej złotówki.

W okresie, kiedy złotówka się znacznie osłabiła, mechanizm finansowy opcji spowodował po stronie posiadaczy opcji gigantyczne straty finansowe. Opcje walutowe są jednym z żelaznych dowodów na rzeczywisty trend rosnącego apetytu na ryzyko wśród Polaków.

W odróżnieniu od popularnych gier liczbowych, gdzie ryzyko straty jest stosunkowo małe, w opcjach pułapka kryła się w dużej odpowiedzialności finansowej (znacznej stracie) w przypadku niewłaściwej decyzji. Obietnica nagrody była bardzo kusząca, ale osoby podejmujące ryzyko zapomniały zweryfikować, jak duże mogą być potencjalne straty w przypadku złej decyzji. Nie zadziałały instynkty obronne i tłumaczyć to można jedynie niewiedzą i niedoświadczeniem – dla wielu przedsiębiorców mechanizm opcji jest czymś nowym i nie do końca czytelnym. Tylko nauka tego instrumentu okazała się być niezwykle kosztowna.

Aukcje all-pay

Dowodem na rosnące zapotrzebowanie Polaków na ryzyko jest także dynamiczny wzrost popularności nowych typów aukcji internetowych, działających w modelu all-pay. Przykładem może być czołowy serwis all-pay w Polsce, fruli.pl. W ciągu pięciu miesięcy serwis notuje lawinowy przyrost unikalnych użytkowników – w marcu było ich już milion, względem 600 tys. w lutym. Samych kupujących zarejestrowanych w serwisie jest już ponad 50 tys. W modelu all-pay ceny nowych przedmiotów osiągają poziomy wielokrotnie niższe od cen rynkowych, ale kupno wiąże się z podjęciem ryzyka finansowego – bowiem nie każde zakupy kończą się sukcesem. Użytkownicy, którzy biorą udział w tych licytacjach, płacą za udział w aukcji – każdy głos w licytacji kosztuje niewielką kwotę. A to oznacza, że o ile jedna osoba kupi licytowany przedmiot po bardzo okazyjnej cenie, reszta licytujących zrzuca się na tę nagrodę. All-pay to szansa tanich zakupów z ryzykiem straty finansowej, którego poziom każdy określa indywidualnie. Agresywne licytowanie oznacza większą inwestycję w aukcję, ale też większą szansę na kupno wybranego produktu. Licytowanie incydentalne oznacza bardzo niewielkie prawdopodobieństwo wygranej, ale też minimalne ryzyko straty.

Zakłady bukmacherskie, automaty i kasyna internetowe

Jeszcze większą popularnością cieszą się zakłady bukmacherskie, zagraniczne serwisy hazardowe – wirtualne kasyna – i salony gier z automatami. Polacy z roku na rok coraz więcej pieniędzy wydają na hazard. Według szacunków w roku ubiegłym była to kwota ok. 17 mld złotych w porównaniu z 14 mld w roku 2007. Zdaniem badaczy zjawiska, to kryzys dodatkowo nakręca koniunkturę automatów (jednorękich bandytów) – wielu ludziom wydaje się, że w czasach trudnych znaleźli łatwy sposób zarobku. Tymczasem według badań, na automatach częściej się traci niż wygrywa, a gra na nich prowadzi do groźnych uzależnień. Obstawianie w zakładach bukmacherskich to także loteria z ryzykiem straty zainwestowanych pieniędzy, jednak są eksperci, którzy wnikliwie analizując dyspozycję zawodników, potrafią – tak przynajmniej sądzą – zwiększyć prawdopodobieństwo wygrania obstawionego zakładu. W 2008 r. Polacy w internetowych i stacjonarnych zakładach bukmacherskich zostawili ok. 2 mld złotych. Zakładom klientelę powoli odbierają internetowe serwisy hazardowe. Trzeba tu podkreślić, że hazard internetowy jest w Polsce nielegalny, dlatego wielbiciele wysokiego ryzyka korzystają z polskojęzycznych lub zagranicznych serwisów, które należą do zagranicznych firm i kasyn.

Brak czasu sprzyja podejmowaniu ryzyka

Życie w dzisiejszych czasach przyspiesza. Rzeczą charakterystyczną naszej codzienności jest m.in. coraz mniejsza możliwość podejmowania decyzji w oparciu o analizę wszystkich danych – brakuje nam na to czasu. To dodatkowo sprzyja podejmowaniu ryzyka, które staje się cząstką coraz większej liczby naszych decyzji. W ten sposób z ryzykiem oswajamy się, a z czasem mamy na nie coraz większy apetyt. Brak czasu powoduje także, że poszukujący ryzyka mogą do tego wykorzystywać Internet. Szczególnie żądni ryzyka i związanych z nim mocnych wrażeń są młodzi mężczyźni, którzy jeszcze nie założyli rodziny. Rzeczą charakterystyczną jest, że im większe ryzyko straty (bez względu na obietnicę wygranej), tym większy udział w grupie ryzykantów stanowią młodzi mężczyźni. Nawet jeśli ryzyko jest niewielkie (Lotto), ponad połowę graczy stanowią mężczyźni – choć starsi, w średnim wieku. 70 proc. użytkowników serwisu fruli.pl (aukcje all-pay) stanowią mężczyźni młodzi, w wieku 18 – 25 lat. Inaczej udział płci wygląda w przypadku użytkowników automatów i bywalców salonów gier – w grupie tej kobiety nie przekraczają 10 proc., a znakomita większość wywodzi się spośród mężczyzn w wieku do 35 lat.

Czym jest ryzyko? Słowo to oznacza zarówno działanie, które naraża na niebezpieczeństwo coś, co ma wartość, jak również trudności, które trzeba pokonać, by czegoś dokonać lub coś osiągnąć. Według badań człowiek podejmujący ryzyko jest spontaniczny, elastyczny w działaniu, skoncentrowany na pozytywnym wyniku, przekonany, że ma wpływ na bieg wydarzeń, skłonny podjąć współzawodnictwo, tolerujący własne i cudze błędy oraz nastawiony na zdobywanie nowych informacji. To cechy charakterystyczne dla młodych mężczyzn. Podstawą podejmowania ryzyka powinien być zawsze racjonalny osąd bilansu zysków i strat. Musimy przeanalizować, jak duże zyski może nam przynieść podjęcie ryzyka, ale też jak duże straty możemy ponieść.