Tendencja zachowana

przez | 31/03/2009

Im bliżej końca pierwszego kwartału, tym większy optymizm gości na warszawskim parkiecie. Piąty tydzień od dna przyniósł kolejne umocnienie rynku i całkiem przyzwoite wzrosty. Końcówka tygodnia zachęciła jednak część inwestorów do realizacji zysków, szczególnie na walorach tych spółek, które w ostatnim czasie były siłą napędową WIG20.

Bardzo odważnie popyt przystąpił do zakupów już w poniedziałek. Bykom po wysokim otwarciu udało się utrzymać dobry klimat przez całą sesję i ostatecznie zamknąć dzień na najwyższym poziomie całego odreagowania rozpoczętego w drugiej dekadzie lutego. Tym samym bardzo szybko rozwiano wątpliwości z poprzedniego tygodnia, kiedy nie brakowało opinii, że rynek może wejść w krótkoterminową korektę ostatniego wzrostu. Na tańsze zakupy nie pozwoliła jednak dobra atmosfera panująca na rynkach bazowych. Szczególnie interesujące było entuzjastyczne przyjęcie przez rynki kolejnego planu ratunkowego przedstawionego w poniedziałek przez amerykańskiego sekretarza skarbu. Interesujące, gdyż sam plan skupu przez specjalne fundusze toksycznych aktywów nie był niczym nowym, a do tego zupełnie inną, krytyczną opinię na jego temat wyraziło wielu wybitnych ekonomistów. Nie po raz pierwszy okazało się jednak, że inwestorzy nie zawsze wsłuchują się w głosy ekspertów i kierują się bieżącymi nastrojami.

Na naszym rynku apogeum dobrego nastroju nastąpiło w środę, szczególnie w drugiej połowie dnia. Od rana popyt był niezwykle agresywny. Po stylu i wielkości składanych zleceń łatwo można się było domyślić, że w dużej mierze stali za nimi inwestorzy zagraniczny. W ogromnym, ponad pięcioprocentowym wzroście indeksu WIG20 największy udział miały spółki paliwowe PKN Orlen i Grupa Lotos. Dwucyfrowe wzrosty obu walorów były reakcją na zapowiedzi, że Państwo przejmie od tych spółek zadanie utrzymywania obowiązkowych rezerw paliw płynnych i wykupi aktualne rezerwy uwalniając tym samym pokaźne kwoty ok. 4 mld zł w PKN Orlen i ok. 1 mld zł w Grupie Lotos. Pomimo, że wejście tego planu w życie w 2009 roku wydaje się wątpliwe, to jednak popyt na walory spółek paliwowych był olbrzymi.

Drugim czynnikiem mogącym mieć wpływ nie niezwykle silne zachowanie naszego rynku w środę mógł być wymuszony popyt ze strony inwestorów zagranicznych kupujących akcje w celu pokrycia krótkich pozycji na rynku kasowym. W środę na rynku aż huczało od plotek, jakoby jakiś inwestor z Londynu (bądź też grupa inwestorów) obdzwaniał nasze instytucje w celu pożyczenia akcji. Te zabiegi podobno nie przyniosły spodziewanego rezultatu i zakończyły się około południa. W drugiej części dnia faktycznie zlecenia kupna składane były już w taki sposób, jakby popytowi zależało na bardzo szybkim skupieniu ogromnej liczby akcji za wszelką cenę. Jeśli rzeczywiście w środę na rynku mieliśmy do czynienia z „short squeeze”, to w krótkim terminie rośnie ryzyko wystąpienia przesilenia na rynku.

Do takich wniosków może prowadzić przebieg sesji czwartkowej, kiedy zapał do kupowania akcji nagle zgasł i w miejsce chęci posiadania akcji pojawiła się chęć do zrealizowania zysków. Proces ten zdecydowanie przybrał na sile w piątek. Spore spadki zanotowały przede wszystkim te walory, które w ostatnich dniach i tygodniach pozwoliły osiągnąć bardzo atrakcyjne stopy zwrotu. Szczególnie negatywny wpływ na rynek miał KGHM, czyli spółka która w ostatnim czasie najbardziej ciągnęła w górę cały rynek. Cofnięcie rynku w końcówce tygodnia po dużym wzroście nie zmienia jednak dotychczasowego układu sił. Na fali odreagowania rozpoczętej 18 lutego w dalszym ciągu lokalne szczyty i dołki tworzą się na coraz wyższych poziomach. Nawet jeśli w środę doszło do lokalnego przesilenia, to na razie trudno doszukać się sygnałów potwierdzających takie przesilenie. Z drugiej strony większa korekta po kilku tygodniach wzrostów byłaby elementem oczyszczającym rynek, potrzebnym do kontynuowania odreagowania, które docelowo mogłoby sięgnąć wartości z początku roku czyli poziomu WIG20 w okolicach 1900 pkt.

Realizacja zysków w końcówce tygodnia nie wygląda jednak zbyt dobrze m.in. w kontekście wyraźnego osłabienia naszej waluty. Złoty nie dość że spadł dość gwałtownie, to jeszcze był najsłabszą walutą w regionie. Wygląda to tak, jakby na rynku walutowym znów pojawił się jakiś kapitał spekulacyjny, bowiem słabość na korony i forinta trudno wytłumaczyć czynnikami o charakterze fundamentalnym. W najbliższych dniach okaże się, czy złoty będzie zmierzał w kierunku swoich minimów z lutego. Ewentualna fala osłabienia naszej waluty raczej nie pozostałaby bez wpływu na rynek akcji.

Jacek Rzeźniczek