Amerykanie znów dyktują warunki

przez | 23/03/2009

Skoro rynek nie chce spadać, to bardzo prawdopodobne, że czekają nas dalsze wzrosty.

To miał być tydzień realizacji zysków i pożegnania z marcową serią kontraktów terminowych. Po słabej końcówce poprzedniego piątku rynek wydawał się przynajmniej chwilowo zmęczony ostatnim stromym podejściem w górę. W ciągu 17 sesji przebyliśmy w końcu długą drogę wzrostu wartości indeksu WIG20 o 23 proc. licząc od absolutnego dna z 18 lutego. W dodatku przez większą cześć tej trasy umacnialiśmy się w przeciwfazie do rynków bazowych, w szczególności do USA, gdzie indeks szerokiego rynku S&P500 dopiero w pierwszej dekadzie marca znalazł dno, po czym również zbliżał się już do 20 proc. odreagowania. Nic więc dziwnego, że w tonie realizacji zysków przebiegały sesje w pierwszej połowie tygodnia, szczególnie we wtorek i środę. Do scenariusza z korektą nie pasowała wprawdzie kontynuacja wzrostu za oceanem, jednak i z tym argumentem nietrudno było polemizować. Przecież nasz rynek nie musi idealnie powielać ruchów USA, co doskonale pokazał w drugiej połowie lutego i na początku marca, kiedy wyprzedziliśmy Amerykę na dołku. Nic nie stało więc na przeszkodzie, abyśmy wyprzedzili Amerykanów także na lokalnym szczycie.

W drugiej połowie tygodnia presja amerykańska jednak zwyciężyła. O ile wcześniej wbrew większości niewielkie wrażenie wywierały na naszym rynku słowa szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej Bena Bernanke, który w telewizyjnym wywiadzie dla stacji CBS mówił o możliwym końcu recesji w USA w namacalnym horyzoncie czasowym czyli jeszcze w tym roku, to już środowy komunikat FOMC nie przeszedł bez echa. Zapowiedź przez Fed wykupu długoterminowych amerykańskich obligacji skarbowych za kwotę 300 mld dolarów w ciągu pół roku, która de facto oznacza dodrukowanie pieniędzy bez pokrycia, była sporym zaskoczeniem dla rynków. Ta decyzja choć jest wyrazem desperacji władz monetarnych i potwierdzeniem krytycznej sytuacji, w jakiej znajdują się gospodarki krajów rozwiniętych, wywołała na rynkach prawdziwą euforię. Widać wyraźnie, że inwestorzy wierzą, że w ten sposób, przy ogromnym ryzyku wzrostu inflacji w przyszłości, uda się odblokować system finansowy, co będzie kluczem do pobudzenia gospodarki w perspektywie zapowiadanej przez Bernanke.

Po tych wydarzeniach i na fali ogólnoświatowego optymizmu nasz rynek akcji bardzo szybko wrócił do handlu powyżej 1500 punktów indeksu WIG20. Nie było z tym zresztą wielkiego problemu, gdyż wcześniejsza korekta nie przekroczyła 100 punktów. Przy zmienności do jakiej zdążyliśmy się przyzwyczaić, nie był to spadek świadczący o przejęciu kontroli przez stronę podażową i w efekcie z prawdopodobnego tygodniowego spadku zrobiło się lekko dodatnie zamknięcie tygodnia. Nie przeszkodziło w tym również wygasanie marcowej serii kontraktów terminowych na indeks WIG20. Zresztą już na wiele sesji przed dniem trzech wiedźm dynamiczny spadek liczby otwartych pozycji wskazywał na bardzo małe prawdopodobieństwo manipulacji dużego kalibru. Wygasanie serii marcowej przebiegło wyjątkowo spokojnie w porównaniu do kilku poprzednich serii.

W tym stanie rzeczy sytuacja rynku niewiele się zmieniła zarówno w krótkim jak i średnim terminie. Widać wyraźnie, że w krótkim terminie rynek nie ma zbyt dużej ochoty nawet do umiarkowanego spadku, nie mówiąc już o pomysłach z testowaniem lutowego minimum. Korekta ostatniego podejście zdecydowanie odkładana jest na później i prawdopodobnie rozpocznie się też w wyższego pułapu. W perspektywie średnioterminowej również trudno wskazać istotne zmiany. Dotychczasowy układ głównych dołków i szczytów w połączeniu z główną linią trendu spadkowego nie pozwala na zmianę oceny negatywnej tendencji w średnim terminie, co nie oznacza, że ostateczne dno nie jest już za nami.

Jacek Rzeźniczek