Rynek dóbr luksusowych: business as usual

przez | 03/03/2009

Luksus broni się przed kryzysem. Tempo wzrostu rynku alkoholi premium wyniosło w 2008 roku kilkadziesiąt procent. O przyszłość nie boi się także branża jubilerska – kryzys to dla jej klientek jedynie doskonały pretekst do zainwestowania w diamenty i ekskluzywną biżuterię.

Rynek dóbr luksusowych wychodzi obronną ręką także w najbardziej dotkniętej kryzysem branży: nieruchomościach. Zdaniem Tomasza Suchowierskiego, dyrektora inwestycji Osiedle Toya Golf, deweloperzy którzy postawili na unikatowość oferty i nie ulegli gigantomanii, zrealizują zyski zgodnie z planem. Powód jest prosty: wartość ekskluzywnych nieruchomości pozostaje stabilna i uniezależnia inwestora od panujących na rynku wahań oraz spadków. – Jeśli inwestować w nieruchomości, to w luksusowe – mówi Jacek Wróblewski, Prezes Zarządu JOT-BE Nieruchomości. Przed tym segmentem rynku budowlanego rysuje się dosyć jasna przyszłość. Niechlubny wyjątek stanowią niektóre wysokościowce, których projekty wstrzymano z uwagi na sytuację kredytową. – Nie ma to jednak głębszego przełożenia na popyt – kontynuuje Wróblewski – w styczniu zaobserwowaliśmy ponowny wzrost zainteresowania ekskluzywnymi nieruchomościami. Inwestorzy szybko nauczyli się odróżniać dobre projekty od projektów niepewnych. Częściej wybierają obecnie domy. Ich odbiór nie jest bowiem uzależniony od ukończenia budowy większych, ryzykownych projektów, takich jak wysokościowce.

Zainteresowaniem cieszą się rezydencje podmiejskie i wykończone już apartamenty w ścisłym centrum. Zdaniem Tomasza Suchowierskiego, dobra luksusowe są zazwyczaj limitowane – w tym także tkwi między innymi ich urok. – To dlatego wyraźnie ograniczona oferta rezydencji przy naszym polu golfowym znajduje dziś nabywców, a apartamenty w wieżowcach – już niekoniecznie. Tych ostatnich zaprojektowano zbyt dużo. W samym wrocławskim Sky Tower miało ich być 551, a w kompleksie Angel Wings – aż 1200. Tymczasem na Osiedlu Toya Golf pozostało w sprzedaży niecałe 100 parcel. – Luksus był, jest i będzie elitarny – podkreśla Suchowierski. – I w tej formie sprzedaje się on niezależnie od kryzysu.

Business as usual rynku dóbr luksusowych wynika z tego, że zaspokajają one indywidualne potrzeby. Gdy kryzys dotyka przedsiębiorstw, redukcja kosztów obejmuje przedsiębiorstwa, nie zaś osobiste majątki ludzi biznesu. Te głębokie rezerwy popytu wewnętrznego, to również jedna z dźwigni ułatwiających gospodarce walkę ze spowolnieniem. Na pewno nie najważniejsza, lecz bez wątpienia wnosząca na zaniepokojone rynki dawkę bezcennej stabilności.