Grozi nam finansowe tsunami?

przez | 27/02/2009

Ostatnio pojawiły się komentarze, że na rynku amerykańskich obligacji skarbowych powstała bańka spekulacyjna, która już niebawem może pęknąć, pogłębiając kryzys gospodarczy. Cały świat wciąż boryka się z konsekwencjami pęknięcia bańki na rynku kredytów hipotecznych, a – jak twierdzą niektórzy eksperci – sytuacja może się drastycznie pogorszyć. Czy grozi nam finansowe tsunami?

Informacje o tym, że bańka spekulacyjna mogła powstać na uważanym za oazę bezpieczeństwa rynku obligacji skarbowych, wydają się szokujące. Wiele wskazuje jednak, że rzeczywiście taka sytuacja mogła mieć miejsce.

Jak do tego doszło?

Załamanie na giełdach, z którym mieliśmy do czynienia w czwartym kwartale minionego roku, spowodowało masową ucieczkę inwestorów z rynków akcji. W poszukiwaniu bezpieczeństwa ukierunkowali oni kapitał na amerykański rynek obligacji rządowych, uznawany za najbardziej stabilny i bezpieczny. – Inwestorzy z całego świata, w tym rządy innych krajów, szczególnie Chin, lokowały więc pieniądze w amerykańskich obligacjach. Rosnący popyt wywindował ceny US-Treasuries do bardzo wysokich poziomów. Efektem tego był gwałtowny spadek rentowności tych papierów – zauważa Jan Mazurek z Investors TFI.

– Grudniowe wydarzenia na rynku obligacyjnym były efektem nałożenia się w czasie dwóch elementów. Pogłębiający się kryzys gospodarczy i widmo deflacji skutkowały spadkiem rynkowych stóp procentowych (wzrost cen obligacji). Z drugiej strony, paniczna ucieczka od ryzykownych aktywów (akcje, obligacje rządów rynków wschodzących, obligacje korporacyjne, surowce, nieruchomości etc.) wyzwoliła ogromne ilości kapitału poszukującego „bezpiecznej przystani”, co doprowadziło do sytuacji, gdzie inwestorzy, aby nabyć dług rządu federalnego USA, w apogeum gorączki godzili się nawet na ujemne rentowności. – wyjaśnia Grzegorz Pułkotycki, analityk DM BZ WBK S.A.

Pod koniec grudnia ubiegłego roku rentowność amerykańskich obligacji rządowych gwałtownie spadła. Oprocentowanie papierów 10-letnich obniżyło się do poziomu 2 proc., a 30-letnich do 2,5 proc. – To mniej, niż daje lokata bankowa. Inwestorzy liczyli więc na zysk spekulacyjny. – twierdzi Jan Mazurek.

Warto zwrócić uwagę na szerszy kontekst całej sprawy. Rządy państw rozwiniętych, chcąc leczyć skutki kryzysu, pompują ogromne pieniądze w strategiczne punkty gospodarek. Robią to zadłużając się poprzez zaciągnięcie kredytu, czyli emitując obligacje. – Na tym etapie nikt nie zwraca uwagi na skokowe zadłużanie się rządów państw rozwiniętych na całym świecie. Na tę chwilę, panuje pełne przekonanie, że są to wiarygodni płatnicy. Pytanie tylko, jak długo?- mówi Grzegorz Pułkotycki.

Załóżmy, że bańka pęknie

Jeśli mamy do czynienia z bańką spekulacyjną, powinniśmy mieć świadomość, że – jak każda bańka – może ona pęknąć, pogarszając i tak bardzo złą sytuację gospodarczą w USA i na całym świecie. Przyczyną ucieczki z amerykańskiego rynku długu może stać się obawa przed wzrostem inflacji w USA. – A ta zapewne nadejdzie, gdy ruszy machina dodruku zielonych banknotów. – mówi Jan Mazurek.

Jak zauważa ekspert Investors TFI, pęknięcie bańki spekulacyjnej spowoduje dalszy spadek wartości dolara amerykańskiego. Pogorszyłoby to i tak już złą sytuację największego konsumenta dóbr z całego świata. To z kolei przełożyłoby się na kondycję przedsiębiorstw sprzedających swe towary na amerykańskim rynku. – Tak, jak w dominie, krach handlowy przełoży się na sytuację innych gospodarek. Na przykład producent samochodów z Niemiec nie otrzyma zamówienia zza Oceanu, gdyż wzrosną koszty importu amerykańskiego z powodu osłabienia się dolara. Jednocześnie polska firma dostarczająca do Niemiec komponenty do aut, np. alternatory, również nie otrzyma zamówienia. Straci więc pracę Niemiec i Polak – z niemieckiej fabryki samochodów i polskiej fabryki alternatorów. Lecz nie na tym koniec problemów. Zamówienia nie otrzyma również polski producent kabli, a dalej producent miedzi, np. KGHM itd. Eskalację problemów można porównać do reakcji łańcuchowej podczas rozszczepienia atomu. – tłumaczy Jan Mazurek.

– Dyskutowałbym o tym, czy przebicie „bańki spekulacyjnej” na papierach rządu USA byłoby kolejną odsłoną kryzysu. – mówi z kolei Grzegorz Pułkotycki. – Jeżeli odwrót od tych papierów byłby podyktowany przeniesieniem kapitału w kierunku alternatywnych inwestycji czy realnej gospodarki, to takiego zagrożenia nie ma, gdyż nastąpiłby naturalny proces dostosowujący rentowności do oczekiwań odradzającej się gospodarki. – dodaje ekspert DM BZ WBK. Gdyby jednak wzrost rentowności obligacji wynikał ze wzrostu premii za ryzyko pożyczania amerykańskiemu rządowi, to konsekwencje byłyby wówczas niewyobrażalne.

Co można zrobić?

Jak mówi Jan Mazurek, historia pokazuje, iż bańki spekulacyjne, na czymkolwiek byłyby utworzone, pękają zawsze z dużym hukiem. Inwestorzy wycofują się wówczas z inwestycji w panice, nie zważając na racjonalne argumenty.

– Najlepszą drogą ograniczenia ryzyka potencjalnie dużych strat jest racjonalna ocena makroekonomicznych czynników determinujących dalsze zachowanie się tego rynku. Jeżeli stopy procentowe są na historycznie niskich poziomach to nie ma przesłanek determinujących dalsze wzrosty na tym rynku. – zauważa Grzegorz Pułkotycki, analityk DM BZ WBK.

– Nadzieją na rozładowanie obecnego problemu na amerykańskich obligacjach są zapowiedzi wykupu części obligacji przez rząd Stanów Zjednoczonych, co ma na celu konwersję długu z długoterminowego na średnio- i krótkoterminowy. To zmniejszyłoby ryzyko rynku obligacji amerykańskich. – podsumowuje Jan Mazurek z Investors TFI.

Wszystko rozstrzygnie się w przeciągu kilku miesięcy, a czynnikiem determinującym będzie kwestia zaufania do działań ekipy Baracka Obamy. Jeśli inwestorzy zachowają spokój i nie ulegną zbiorowej panice, napięcie może się rozładować, a sytuacja na amerykańskim rynku obligacji rządowych – unormować. Jeśli jednak spełni się czarny scenariusz, możemy mieć do czynienia z pogłębieniem kryzysu na niespotykaną dotąd skalę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.