Coraz bliżej dołków

Ostatni tydzień stycznia nie poprawił nastrojów na parkiecie. Pomimo kilku prób zmiany niekorzystnej tendencji indeks WIG20 ponownie zbliżył się do minimalnych poziomów bessy zanotowanych w ostatnim kwartale 2008 roku.

Nic jak na razie nie jest w stanie zatrzymać postępującej przeceny na naszym rynku. Chociaż w poniedziałek mogło się wydawać, że byki przejmują inicjatywę, to w kolejnych dniach popyt nie był w stanie potwierdzić tej krótkoterminowej przewagi. Niska wartość obrotu, charakterystyczna raczej dla okresów świątecznych, po raz kolejny potwierdziła brak obecności poważniejszego kapitału zarówno tego zagranicznego, jak również krajowego. To co szczególnie w ostatnim tygodniu oraz praktycznie w całym styczniu najbardziej martwiło, to przede wszystkim wyraźna słabość naszego rynku w stosunku do rynków rozwiniętych. O ile niemiecki DAX czy też amerykański S&P500 do połowy tygodnia radziły sobie bardzo dobrze notując znaczące plusy, na naszym rynku dominował kolor czerwony i totalne zniechęcenie inwestorów.

W zatrzymaniu przeceny nie pomagało nic. Ani lepszy od prognoz odczyt dynamiki sprzedaży detalicznej za grudzień, ani większa od spodziewanej redukcja stóp procentowych dokonana przez Radę Polityki Pieniężnej we wtorek, ani też długo oczekiwany raport dotyczący wstępnego szacunku amerykańskiego PKB w IV kwartale. W piątek ten ostatni z w/w raportów mocno zaskoczył rynki, kiedy okazało się, że największa gospodarka świata skurczyła się „tylko” o 3,8 proc. wobec oczekiwanego spadku na poziomie 5,2 proc. Reakcja pozytywna była jednak bardzo krótka, a spadki zanotowane na zamknięciu sesji na Wall Street grożą niestety dalszą przeceną, która przy tej słabości rynku z powodzeniem może doprowadzić do przełamania wsparcia na poziomie dna bessy z ostatniego kwartału 2008 roku.

Otuchy naszym inwestorom z pewnością nie dały też ostatnie wypowiedzi rządzących. Jeśli bowiem premier dopuszcza możliwość realizacji scenariusza ze wzrostem PKB w bieżącym roku na poziomie 1,7 proc., podczas gdy jeszcze 3 miesiące temu przed ostatnią korektą rząd twardo trzymał się szacunku 4,8 proc., to za tak wielką korektą w dół muszą się kryć bardzo negatywne tendencje w gospodarce. Ta weryfikacja prognozy tempa wzrostu PKB wpisuje się przy tym w ogólny trend, który niedawno potwierdziła m.in. Komisja Europejska, która jako bardzo poważne ciało również przestrzegła globalnych inwestorów przez głębszym spowolnieniem gospodarczym krajów w naszej części Europy. Dopóki perspektywy gospodarki będą rysowane w coraz ciemniejszych kolorach, trudno będzie o powrót sentymentu do rynków wschodzących. Trzeba się zatem liczyć z dalszą ewakuacją zagranicznych inwestorów, co potwierdza nie tylko ta słaba postawa naszej giełdy na tle rynków rozwiniętych, ale także dalsze osłabienie krajowej waluty.

Z technicznego punktu widzenia sytuacja rynku nie uległa istotnym zmianom. Tendencja spadkowa rozpoczęta w pierwszym tygodniu stycznia nie doczekała się jak na razie jakichkolwiek sygnałów świadczących o możliwości jej odwrócenia. Trzeba zatem przyjąć, że dalsze spadki są scenariuszem bardziej prawdopodobnym, choć dopóki kluczowe wsparcie na poziomie dotychczasowego minimum bessy nie zostanie przełamane, wiara w odbicie może być jeszcze żywa.

Jacek Rzeźniczek

PRportal.pl – informacje prasowe dla biznesu