NewConnect. Trudny początek warszawskiego małego parkietu

przez | 29/01/2009

Rynek NewConnect to alternatywny system obrotu instrumentami finansowymi zorganizowany i prowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Od czasu inauguracji (30 sierpnia 2007 roku) zadebiutowało na nim ponad 80 spółek,  a NewConnect już od samego początku stał się jednym z najdynamiczniej rozwijających się w Europie rynków akcji małych i średnich przedsiębiorstw (największym tego typu rynkiem jest londyński AIM).

Stworzenie rynku NewConnect pozwoliło w pewnym zakresie wypełnić lukę finansowania małych i średnich przedsiębiorstw. Ze względu na swoje rozmiary, a także niejednokrotnie krótką historię działalności, przedsiębiorstwa te nie zawsze mogły korzystać z takich źródeł finansowania jak kredyty, emisje obligacji czy fundusze unijne.

NewConnect został stworzony poza rynkiem regulowanym, co stwarza spółkom możliwość uniknięcia długotrwałego postępowania przed KNF. Taka możliwość występuje gdy do obrotu będą wprowadzane akcje oferowane wcześniej w ofercie prywatnej (kierowanej do mniej niż 100 osób). W takim  przypadku o dopuszczeniu akcji do obrotu decyduje wyłącznie GPW a podstawą wprowadzenia jest Dokument Informacyjny (krótszy i mniej formalny niż prospekt emisyjny), weryfikowany i zatwierdzany przez Autoryzowanego Doradcę. Jak pokazała praktyka większość spółek zdecydowała się właśnie pozyskać kapitał w drodze private placement. Mniejsze wymogi formalne i niższe koszty debiutu niż na GPW mają zachęcać spółki do wyboru tego rodzaju źródła finansowania swoich inwestycji. Liczba debiutów najlepiej pokazuje jak atrakcyjny jest to kapitał.

Już od samego początku rynek musiał funkcjonować w trudnych warunkach. Inauguracja niemal zbiegła się z początkiem bessy, która trwa do dnia dzisiejszego. Sytuacja makroekonomiczna i tendencje na rynkach finansowych nie pozostały bez wpływu na warszawski „mały parkiet”. Trzeba o tym pamiętać przystępując do oceny platformy giełdowej, której cały okres funkcjonowania przypada na rynek „niedźwiedzia”.

Dla emitentów NewConnect to przede wszystkim sposób na pozyskanie kapitału potrzebnego do zrealizowania zaplanowanych inwestycji. Dodatkowe korzyści debiutu to większa rozpoznawalność marki i co istotne – wzrost wiarygodności dla potencjalnych kontrahentów.

Wszystkie debiutujące na NewConnect do końca 2008 roku spółki pozyskały łącznie ponad 350 milionów złotych. Debiutantom udawało się pozyskiwać kwoty od kilkudziesięciu tysięcy złotych do  ponad 15 mln złotych. Wartość emisji zależna była oczywiście od rozmiarów przedsiębiorstwa i zgłaszanego zapotrzebowania na kapitał. Istotniejsze jest jednak to, w jakim stopniu poszczególnym przedsiębiorstwom udawało się zrealizować zaplanowane emisje. Często zdarzało się, że spółki, które zgłaszały zapotrzebowanie na kapitał rzędu kliku milionów złotych pozyskiwały zaledwie kilkaset tysięcy złotych. Co więc decydowało o sukcesie poszczególnych emisji?

W tym miejscu należy odwołać się do ogólnej tendencji panującej na rynkach finansowych. W miarę pogłębiającego się kryzysu, NewConnect stawał się rynkiem coraz trudniejszym dla emitentów. Inwestorzy, nie widząc końca spadków, wycofywali się z rynków giełdowych i niechętnie patrzyli na nowe IPO czy to na rynku głównym czy w ASO. Przypadki, w których sprzedawały się oferty wszystkich debiutujących spółek, gdy inwestorzy bagatelizowali sygnały analizy fundamentalnej, gdy wręcz powszechnie wierzono, że na akcjach prawie zawsze się zarabia – odeszły do lamusa.

Poza sytuacją rynkową o powodzeniu oferty decydowała również atrakcyjność samej spółki.

Inwestorzy zaczęli coraz baczniej przyglądać się spółkom, krytycznie weryfikując przeprowadzane przez nie oferty akcji. Szczegółowo analizują branże w której działa spółka, oceniając jej rozwój przez pryzmat kryzysu. Niechętnie inwestują w startup,y. Z uwagi na ryzyko inwestycyjne związane z alokacją środków na dzisiejszych rynkach akcji, oczekują cen uwzględniających duże dyskonto. Tylko spółki, które sprostają oczekiwaniom inwestorów mogą liczyć na sukces emisji.

NewConnect został stworzony głównie z myślą o młodych, dynamicznie rozwijających się firmach działających w innowacyjnych branżach. Tymczasem charakterystyka debiutantów pokazuje, że w przeważającym zakresie są to firmy działające w „klasycznych” branżach takich jaki finanse, handel, gastronomia, niejednokrotnie o dłuższej już historii działalności. W wielu z nich trudno doszukać się jakiejkolwiek innowacyjności. Nie mniej jednak, jak pokazała praktyka i dla nich NewConnect stał się źródłem pozyskania kapitału. Obecna praktyka pokazuje, że inwestorzy coraz krytyczniej oceniają oferty spółek. Szukają przysłowiowych „perełek”.

Rynek NewConnect to rynek dla inwestorów skłonnych ponosić duże ryzyko. Ponoszą je licząc na ponadprzeciętne zyski. To rynek dla tych którzy czegoś więcej niż to co przynoszą stopy zwrotu z lokat bankowych czy jednostek funduszy inwestycyjnych. Jest to jednak rynek dla świadomych inwestorów, którzy podejmują decyzję po przeprowadzenie skrupulatnej analizy fundamentalnej przedsiębiorstwa. Osoby które kierują się zasadą „kupuję akcje banków lub spółek energetycznych bo są to duże przedsiębiorstwa i ich akcje zawsze rosły” – powinny szukać inwestycji gdzie indziej.

Spoglądając na rynek NewConnect od strony inwestora należy odróżnić inwestorów kupujących akcje w obrocie na rynku pierwotnym i na rynku wtórnym. W przeważającej mierze spółki debiutujące na rynku NewConnect decydowały się pozyskiwać kapitał w ofercie prywatnej. Charakter oferty determinował już osobę przyszłego inwestora – ze względu na ograniczoną ilość ofert musiał to być podmiot dysponujący dużą pulą kapitału, będący w stanie zainwestować co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Oferta prywatna nie jest więc kierowana do drobnych inwestorów. Z kolei dla większości funduszy inwestycyjnych i emerytalnych emisje na NewConnect były zbyt małe na inwestycje.

Przeważnie akcje w ofercie prywatnej obejmowali więc zamożni inwestorzy indywidualni, business angels i wehikuły inwestycyjne takie jak np. Blumerang czy MCI.

Jednym z głównych czynników, dla których inwestorzy decydują się objąć akcje w ofercie prywatnej jest wprowadzenie ich na NewConnect – a więc platformę obrotu, na której będą kojarzone oferty kupna i sprzedaży akcji spółki, potencjalnie mającą gwarantować płynność akcji. To właśnie stworzenie platformy handlu akcjami umożliwiło MSP skierowanie oferty akcji nie tylko do inwestorów branżowych czy funduszy private equity ale także do szerszego grona podmiotów.

Tak więc dla inwestorów obejmujących akcje w obrocie pierwotnym bardzo ważny jest popyt na rynku wtórnym. Jak pokazują statystyki to właśnie inwestorzy indywidualni kreują większość obrotu na tym rynku. Inwestorzy instytucjonalni nie wykazują jak na razie większej aktywności. Średnie obroty na sesji wahają się w granicach 1 – 2 mln złotych. Łączny obrót od początku  funkcjonowania NewConnect (to prawie półtora roku) wyniósł ok. 1,1 mld złotych, a więc tyle co jest w stanie wygenerować jedna sesja na głównym parkiecie GPW. Należy zaznaczyć także, że obrót ten generowany jest przede wszystkich na akcjach kilku spółek.

Brak płynności to jedna z głównych bolączek tego rynku. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest ogólna sytuacja na rynkach finansowych powodująca strach inwestorów przed rynkami akcji. Ponadto inwestorzy do młodego rynku zawsze podchodzą z dużą dozą rezerwy.

Dotychczasowe sesje pokazały, że inwestorzy inwestujący na NewConnect nie mieli zbytnich powodów do zadowolenia. O ile jeszcze inwestorom nabywającym akcje w ofercie prywatnej udawało się niejednokrotnie sprzedawać na debiucie akcje z zyskiem, to inwestorzy handlujący już na rynku wtórnym mają powody by narzekać. Najlepiej sytuację na rynku odzwierciedla wskaźnik indeksu NC Index, który spadł o ponad 70% w ciągu 2008 roku.

Znikome obroty na akcjach większości notowanych spółek, niejednokrotnie rzędu kilkuset złotych (a nie brakuje też spółek, na których nie ma w ogóle handlu) powodują częstokroć problemy z aktualną wyceną akcji spółki. Do rynkowych cen akcji trzeba podchodzić z dużą rezerwą a kwotowana cena częstokroć nie odpowiada rzeczywistej wartości firmy. Z jednej strony są firmy niedoszacowane o mocnych fundamentach, z drugiej natomiast są spółki których brak płynności wręcz uratował przed solidną przeceną.

Wśród debiutów które zwracały uwagę inwestorów można wymienić debiuty spółek Euroimplant S.A. (zajmuje się projektowaniem i wdrażaniem innowacyjnych rozwiązań w zakresie nauk medycznych i biotechnologicznych, w tym inżynierią tkankową), Aton S.A. (przedmiotem działalności jest unieszkodliwianiem odpadów niebezpiecznych) czy też pierwszy giełdowy debiut klubu piłkarskiego – Ruchu Chorzów.

Uważam, że gdy uspokoi się sytuacja na rynkach finansowych to również na NewConnect zawita hossa. To właśnie spółki notowane na tym rynku dadzą inwestorom najwięcej zarobić. MSP są motorem napędzającym każdej rozwijającej się gospodarki. Mają w sobie potencjał dużego wzrostu. Najwięcej rozrosną się spółki działające w branżach przeżywających rozkwit – a więc w sektorach gospodarki, które będą zaspokajały potrzeby człowieka z XXI wieku.

Ja stawiałbym na infrastrukturę, medycynę, alternatywne źródła energii i ochronę środowiska.

Wydaję się, że pod górkę będą miały spółki działające w ugruntowanych już branżach.  Będą musiały się sporo natrudzić aby przekonać inwestorów o swojej przewadze konkurencyjnej. Już na samym początku ich drogi po kapitał coraz większej selekcji będą dokonywali  Autoryzowani Doradcy, którzy nierzadko odmówią współpracy spółkom zainteresowanym debiutem na NewConect. To oni podczas oferty prywatnej „ubierają” w akcje swoich inwestorów i nie będą ryzykować przeprowadzenia oferty akcji spółki, która nadszarpnęłaby do nich zaufanie kapitałodawców.

Inwestycyjne na NewConnect powinny być traktowane jako inwestycje długoterminowe. Inwestor powinien liczyć się z tym, że zainwestowany kapitał zacznie zarabiać dopiero po kilku latach.

Robert Bieleń