Oszczędności boją się kryzysu

By | 06/08/2012

O ponad 4 mld zł zwiększyło się w czerwcu saldo bankowych depozytów. Ta najlepszy wynik od czasu likwidacji lokat antybelkowych. Wyraźnie widać, że Polacy zaczęli odkładać pieniądze na czarną godzinę.

Ostatnie miesiące nie były dla banków łaskawe pod względem pozyskiwania pieniędzy od klientów. Podczas gdy styczeń tego roku był dla nich jeszcze bardzo dobry, tak w sumie od początku lutego do końca maja klienci przynieśli do banków zaledwie 2,2 mld zł – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego o należnościach i zobowiązaniach banków. Dopiero czerwiec przełamał złą passę. Saldo depozytów wzrosło o ponad 4 mld zł i wynosi niemal 482 mld zł. Co spowodowało zmianę zachowania klientów banków? To splot kilku czynników.

Na pewno na znaczący wzrost salda depozytów mogło mieć wpływ ograniczanie konsumpcji przez klientów banków. Zostawiali oni więcej pieniędzy na ROR-ach, kontach oszczędnościowych, czy wreszcie wpłacali na lokaty, obawiając się skutków osłabienia gospodarczego. Taki wzrost stopy oszczędzania jest charakterystyczny dla początkowej fali kryzysu, kiedy to zaczynają się obawy o finansową przyszłość, pewność zatrudnienia, ale wciąż zarobki są na takim samym poziomie. Rośnie więc zachęta by część z nich odłożyć na czarną godzinę. I z taką sytuacją mamy teraz do czynienia w Polsce. Spodziewamy się bowiem zmniejszenia tempa wzrostu PKB w drugiej połowie roku i w 2013 roku, kiedy to zejdzie ono najprawdopodobniej do poziomu 2,2 proc.

Poza tym widać również, że oprocentowanie lokat powoli pnie się w górę. Tradycyjnie banki z pewnym opóźnieniem reagują na podwyżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, więc czerwcowy wzrost oprocentowania może być dopiero wynikiem majowej decyzji RPP. Z naszych analiz wynika, że przeciętne oprocentowanie dziesięciu najlepszych kwartalnych lokat wzrosło w czerwcu w stosunku do maja o 0,16 punktu procentowego do 6,85 proc., a półrocznych o 0,18 p.p. do 6,15 proc. To mogło zachęcić klientów do wpłacania pieniędzy na depozyty terminowe.

Z danych NBP widać jednak, że to nie przyrost wartości lokat był głównym motorem czerwcowych wzrostów. Ich saldo zwiększyło się o niecałe 1,2 mld zł, podczas gdy wartość depozytów bieżących, czyli środków zgormadzonych na kontach osobistych i oszczędnościowych zwiększyła się o niemal 2,9 mld zł. Tym samym na koniec czerwca stan środków zgromadzonych na lokatach terminowych sięgał 248,5 mld zł, a na depozytach bieżących 233,5 mld zł. To, że więcej pieniędzy zostaje na ROR-ach potwierdza tezę o ograniczaniu wydatków i odkładaniu pieniędzy na czarną godzinę.

Ogromny wpływ na depozyty klientów detalicznych ma zawsze to, co dzieje się na rynku funduszy inwestycyjnych. Według danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami w czerwcu saldo wpłat i umorzeń było dodatnie i wyniosło 820 mln zł. Tyle tylko, że napędziło je 2,5 mld zł środków które wpłynęły do funduszy niedetalicznych, czyli funduszy zamkniętych przeznaczonych dla zamożnych inwestorów lub instytucji. Gdyby pominąć ten czynnik, to okazuje się, że w czerwcu klienci detaliczni wypłacili z funduszy 1,6 mld zł. Z tego 268 mln zł wycofano z funduszy akcji, prawie 400 mln zł z funduszy mieszanych i aż 1,5 mld zł z funduszy gotówkowych i rynku pieniężnego. Jedynie do funduszy dłużnych napłynęło ponad 600 mln zł.

Wycofywanie pieniędzy z funduszy inwestycyjnych to m.in. efekt rozczarowania wynikami tych zaangażowanych na giełdzie. Co prawda w czerwcu warszawski parkiet radził sobie całkiem nieźle bo WIG20 zyskał ponad 8 proc. Jednak klienci raczej podejmowali decyzję na podstawie poprzednich miesięcy, a w samym tylko maju indeks największych spółek stracił ponad 6 proc. Jeśli chodzi o fundusze rynku pieniężnego to można tu wręcz mówić o ucieczce klientów. Problemy funduszy z obligacjami korporacyjnymi np. PBG, spowodowały kryzys zaufania do tego sposobu inwestowania. Pieniądze wycofywane z funduszy zasiliły więc bankowe depozyty.

Autor: Michał Perłowski, ekspert Banku BGŻOptima