Klienci internetowykantor.pl zaoszczędzili 15 milionów złotych

By | 10/01/2012

Klienci, wymieniający waluty za pośrednictwem internetowykantor.pl, zaoszczędzili w 2011 roku kwotę 15 mln zł. To szczególnie istotne w przypadku osób, które spłacają kredyty w obcych walutach.

W czasach, gdy wahania kursu złotówki przypominają jazdę na rollercoasterze i trudno prognozować jej kwotowanie w perspektywie miesięcznej, sposobem na zakup taniej waluty są kantory internetowe. Takie podmioty oferują wymianę walut po kursach atrakcyjniejszych niż banki lub kantory tradycyjne, co pozwala spłacającym kredyty na zmniejszenie strat będących efektem skoków kursowych. Z obliczeń analityków z internetowykantor.pl wynika, że w 2011 r. klienci kantoru pozostawili w swoich portfelach 15 mln zł. Wyliczenia dokonano porównując kursy walutowe oferowane przez internetowykantor.pl i poszczególne banki. Innymi słowy, jest to 15 mln zł więcej pozostawione w krajowym obiegu, który może zwiększyć popyt wewnętrzny.

„Z rozwiązań oferowanych przez Internetowykantor.pl korzysta już 25 tysięcy klientów. Analizując dynamikę przyrostu klientów wyraźnie widać, że Polacy nabrali już zaufania do nowoczesnej wymiany walut i coraz dokładniej pilnują zawartości swoich portfeli. Z perspektywy czasu, że wypracowywane przez klientów oszczędności są znaczące.” – mówi Michał Czekalski, partner zarządzający Internetowykantor.pl

Nerwowość na rynku walutowym oraz szerokie wahania kursowe spowodowały, że osoby spłacające kredyty denominowane w walutach obcych, a w szczególności posiadacze kredytów hipotecznych nie zaliczą 2011 r. do dobrych dwunastu miesięcy. W ujęciu rocznym złoty stracił 12,7% w stosunku do euro, 15,9%w stosunku do dolara amerykańskiego i 15,5% w stosunku do franka szwajcarskiego (kurs tego ostatniego jest szczególnie istotny, gdyż pozostaje główną walutą kredytową – ok. 75% wszystkich kredytów walutowych jest w niej denominowana).

Deprecjacja polskiej waluty spowodowała, że w minionym roku znacząco wzrosły miesięczne raty, a przy kredytach walutowych dodatkowo zwiększyło się ogólne saldo zadłużenia. W odpowiedzi na pogarszającą się sytuację kredytobiorców, wprowadzono tak zwaną ustawę „antyspreadową”. Dzięki jej zapisom, osoby posiadające kredyty walutowe zyskały możliwość spłaty walutą zakupioną w kantorze, innym banku lub z innych dostępnych źródeł.

Napiętą sytuację na rynku kredytowym próbowała rozładować Komisja Nadzoru Finansowego, zaostrzając warunki udzielania kredytów hipotecznych, a więc grupy najbardziej narażonej na ryzyko kursowe. Wprowadzona w styczniu 2011 r. najnowsza Rekomendacja SIII nakłada na banki obowiązek wyliczania zdolności kredytowej przy założeniu maksymalnie 25-letniego okresu kredytowania. Dopiero, gdy ten warunek zostanie spełniony, można rozważać przyznanie kredytu o dłuższym okresie spłaty. Zaostrzone zostały także wymogi dla kredytobiorców. Szacuje się, że po całkowitym wprowadzeniu zmian narzuconych w rekomendacjach maksymalne kwoty przyznawanych kredytów zmniejszą się o ok. 6 proc.

Jeśli dodać do tego wcześniejszą Rekomendację T (wydaną jeszcze w 2010 r.), rysuje się całkowicie nowy obraz polskiego rynku kredytów walutowych. W świetle założeń Rekomendacji T rata kredytowa nie może przekraczać 50 procent dochodu netto. Co więcej, u osób osiągających ponadprzeciętne dochody ten współczynnik może wzrosnąć maksymalnie do 65 procent. Od momentu obowiązywania Rekomendacji T osoby zainteresowane kredytem w obcej walucie, muszą się liczyć z koniecznością wniesienia wkładu własnego lub wykupienia obowiązkowego ubezpieczenia.

Podsumowując, oby dwie Rekomendacje ograniczają zdolność kredytową znacznej części osób zainteresowanych pożyczką na własne mieszkanie, a szczególnie rygorystyczne dyspozycje Rekomendacji SIII spowodowały faktyczną niedostępność kredytów denominowanych w walutach obcych. Z punktu widzenia potrzeb i ambicji Polaków jest to poważny krok w tył, gdyż utrudni realizację marzeń choćby o własnym mieszkaniu. Jednakże, biorąc pod uwagę bezpieczeństwo sektora finansowego i potencjalne, bolesne konsekwencje, jakie wiązałyby się z zapaścią tego segmentu gospodarki (jak choćby w przypadku Grecji czy Portugalii) należy uznać konserwatywne podejście KNF za uzasadnione.