Gold Finance: Podsumowanie dnia 12.05.2010

By | 13/05/2010

Dobre nastroje na europejskich parkietach pomagały warszawskim inwestorom jedynie w pierwszej godzinie notowań. Indeksom coraz trudniej było utrzymać się na wysokim poziomie przez całą sesję. Udany debiut PZU „robił dobre wrażenie”, ale bezpośredniego wpływu na wskaźniki nie miał.

Polska GPW

Dzisiejszą sesję indeksy rozpoczęły w okolicach wtorkowego zamknięcia. WIG20 znalazł się 0,1 proc. nad nim, a WIG niecałe 0,2 proc. pod kreską. Sytuacja bardzo szybko zaczęła się jednak poprawiać i po godzinie handlu indeksy ustanowiły maksimum, zyskując po ponad 1 proc. Warszawscy inwestorzy korzystali skwapliwie z dobrych nastrojów na europejskich parkietach i przede wszystkim dobrego debiutu PZU. Wzrost kursu akcji ubezpieczyciela o 12 proc. w porównaniu do ceny emisyjnej można uznać za satysfakcjonujący dla większości ich posiadaczy. Notowania odbywały się w cieniu debiutu, gdyż to na walorach PZU koncentrowało się i zainteresowanie inwestorów, i handel. Obroty nimi około południa przekroczyły 3 mld zł, podczas gdy ich wielkość dla wszystkich pozostałych spółek wynosiła zaledwie 0,5 mld zł. Animuszu kupującym nie wystarczyło jednak na długo. Skala wzrostów stopniowo malała i około godziny 14.30 indeks największych firm znalazł się niemal na tym samym poziomie, co w trakcie wtorkowego fixingu. W dół pociągnęły go taniejące o prawie 2 proc. akcje PKO i niewiele im ustępujące walory Pekao. Tej bankowej parze sekundowały spadające o 2 proc. papiery PGNiG.

Ostatecznie indeks największych spółek zyskał 1,05 proc., WIG wzrósł o 1,07 proc., mWIG40 zwiększył swoją wartość o 1,35 proc., a sWIG80 o 0,73 proc. Obroty wyniosły 1,6 mld zł. Kurs debiutujących dziś akcji PZU na zamknięciu wyniósł 355 zł. Zyskały one w porównaniu do ceny emisyjnej 15,2 proc., a obroty sięgnęły 5 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Wtorkowa sesja na Wall Street charakteryzowała się wciąż sporą niepewnością i niezdecydowaniem inwestorów. Indeksy długo szukały „właściwego” kierunku, choć zakres wahań był zdecydowanie mniejszy niż w poprzednich dniach. Ostatecznie zmagania byków z niedźwiedziami zakończyły się niewielkim sukcesem tych ostatnich, ale zadowolone mogą chyba być obie strony rynku. Przecena nie została pogłębiona i rynek utrzymał się na poziomie poniedziałkowej zwyżki. Dow Jones i S&P500 straciły zaledwie po 0,3 proc. i można mieć nadzieję na przynajmniej chwilowe uspokojenie sytuacji.

Dość spokojnie było też dziś na giełdach azjatyckich, z wyjątkiem Chin, gdzie Shanghai B-Share zniżkował o 1,9 proc. Obawy związane z zaostrzeniem polityki pieniężnej pozostają tu wciąż bardzo silne i wpływają na decyzje inwestorów. Shanghai Composite zanotował jednak niewielki wzrost o 0,3 proc. Symbolicznie o niespełna 0,2 proc. w dół poszedł japoński Nikkei.

Indeksy we Frankfurcie i Londynie zaczęły dzień od spadków po 0,2 proc., zaś paryski CAC40 notował zniżkę o 1 proc. Sytuacja bardzo szybko zaczęła się jednak poprawiać i już po pierwszej godzinie handlu wskaźniki zwyżkowały zgodnie po około 1,3 proc. Impulsem było najwyraźniej wyjście nad kreskę kontraktów na amerykańskie indeksy. Dobre nastroje przeniosły się na wszystkie europejskie parkiety. Prym we wzrostach wiodły te najbardziej ostatnio „przecenione”. W Atenach i Madrycie wskaźniki zyskiwały przed południem po 1,3-1,6 proc. Jednak odrabianie strat na giełdach w Bukareszcie i Budapeszcie szło dość niemrawo. Tam indeksy rosły o zaledwie 0,4-0,5 proc. Dobrze radził sobie już drugi dzień z rzędu moskiewski RTS. Po wtorkowej zwyżce o 4,6 proc., dziś zyskiwał ponad 2 proc. Około godziny 16.30 DAX zyskiwał 2,6 proc, CAC40 rósł o 1,3 proc., a FTSE o 1,7 proc.

Waluty

Wtorkowe osłabienie wspólnej waluty kontynuowane było jeszcze dziś rano. Kurs euro dotarł do 1,26 dolara i z tego poziomu nastąpiło dynamiczne odbicie. Miało ono charakter nie tylko „techniczny”. Powodem była seria korzystnych informacji, poczynając od wyższego, niż się spodziewano tempa wzrostu większości gospodarek państw strefy euro i niższego spadku PKB w Grecji, po ogłoszenie szczegółów planu „zaciskania pasa” przez Hiszpanię oraz skupowanie przez banki centralne obligacji Grecji, Portugalii i Hiszpanii. W ciągu krótkiego czasu euro zdrożało do nieco ponad 1,27 dolara. Reakcja kursu na dane makroekonomiczne daje nadzieję, że kłopoty państw grupy PIIGS przynajmniej na pewien czas nie będą tak mocno, jak do tej pory determinować sytuacji na rynku walutowym.

Nasza waluta dziś od rana zdecydowanie się umacniała. Jedynie na początku handlu za dolara trzeba było płacić ponad 3,19 zł, o 5 groszy drożej niż we wtorek wieczorem.

Po dwóch godzinach złoty w całości odrobił tę stratę. Bardzo podobny scenariusz miał miejsce w przypadku wspólnej waluty. Kurs euro rankiem skoczył do 4,03 zł, by wkrótce zejść do poziomu 3,98-3,99 zł. Za franka około południa trzeba było płacić 2,83 zł, o 4 grosze mniej niż na początku dnia.

Podsumowanie

Po okresie silnych wrażeń i mocnych wahań indeksów, przychodzi czas na uspokojenie się nastrojów. Jeśli spojrzy się na rynek „chłodny okiem”, można zauważyć, że po całym zamieszaniu wskaźniki i w Warszawie, i na Wall Street znajdują się „aż” około 5 proc. poniżej szczytów sprzed miesiąca. Oczywiście jest jeszcze zbyt wcześnie, by zapowiadać koniec korekty i napełniać portfele akcjami, ale nie ma też powodów, by ogłaszać początek bessy. Na bardziej stanowcze wnioski lepiej jeszcze nieco poczekać.

Roman Przasnyski

Główny Analityk Gold Finance