Gold Finance: Podsumowanie dnia 15.04.2010

By | 16/04/2010

Nastroje na giełdach od rana nie były dziś najlepsze. Po początkowym, ostrożnym wzroście indeksów, szybko się pogarszały. Wciąż nie widać końca greckiego serialu. Jego dzisiejszy odcinek był powodem gwałtownego osłabienia wspólnej waluty i wzrost niechęci do ryzyka na rynkach. Trzeba przyznać, że kiepskie dane zza oceanu byki zniosły bardzo mężnie. Zdecydowanie wyższa od oczekiwań liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, wynosząca 484 tys. oraz sięgająca zalewie 0,1 proc. dynamika produkcji przemysłowej, wobec oczekiwań na poziomie 0,7 proc. zostały nieco złagodzone przez lepszy niż się spodziewano wskaźnik aktywności gospodarczej w rejonie Nowego Jorku i Filadelfii oraz wyższy napływ kapitału do Stanów Zjednoczonych. Jednak wielkich powodów do radości dane nie przyniosły.

Polska GPW

Sesja na naszym parkiecie zaczęła się dość optymistycznie. Główne indeksy na otwarciu zyskiwały po 0,5 proc., ustanawiając kolejne rekordy. WIG20 dotarł do 2619 punktów, a WIG przekroczył barierę 44,3 tys. punktów. Wskaźniki małych i średnich spółek nie pozostawały w tyle i także osiągnęły wielomiesięczne maksima. Byki miały jednak trudności z utrzymaniem porannych poziomów cen akcji, choć nic nie wskazywało na poważniejsze zagrożenie. Jednak tuż po godzinie 10.00 podaż zdecydowanie przejęła kontrolę nad rynkiem. W ciągu kilkudziesięciu minut wskaźnik największych spółek stracił 40 punktów. Głównymi „winowajcami” dynamicznego załamania wartości indeksu były akcje KGHM, które momentami traciły 3 proc. i Pekao, zniżkujące przez chwilę o 2 proc. Około południa popyt ponownie się zmobilizował i skala zniżki została wyraźnie ograniczona, jednak nastroje wciąż były nienajlepsze. Przez kilka godzin wskaźnik największych spółek utrzymywał się w okolicach 2595 punktów, tracąc około 0,5 proc.

Końcówka sesji była już znacznie korzystniejsza dla posiadaczy akcji. Indeks największych spółek zniżkował o zaledwie 0,14 proc., WIG stracił 0,04 proc., a sWIG80 obniżył swoją wartość o 0,08 proc. Wskaźnikowi średnich firm udało się wyjść na plus i zyskał 0,14 proc. Obroty wyniosły 1,5 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Wczorajsza sesja na Wall Street przyniosła przyspieszenie tempa wzrostu indeksów. Zwyżki indeksów przekraczające 1 proc. to zjawisko dawno nie widziane. Trudno jednak mówić o euforii, która mogłaby wskazywać, że trend wchodzi w fazę schyłkową. Powody do wczorajszego skoku wskaźników miały silne podstawy w postaci dobrych danych makroekonomicznych i trudno się dziwić, że byki je wykorzystały. S&P500 z łatwością pokonał poziom 1200 punktów i do poziomu oporu zbliżył się na odległość około 10 punktów. Trudno się spodziewać, że przeskoczy go równie łatwo, ale jeśli wyniki kolejnych spółek będą tak dobre, jak te, opublikowane dotychczas, jest to całkiem prawdopodobne. Jedynym „podejrzanym” zjawiskiem jest nadmierny optymizm i rosnąca wiara w to, że wzrost jest niezagrożony. Niepokój pojawił się dziś w postaci spadających kontraktów na amerykańskie indeksy.

W Azji mieliśmy kolejny dzień niewielkich zmian indeksów. Wygląda to trochę jak cisza przed burzą. Mogłaby ona mieć swoje epicentrum w Chinach, ale na razie i tam było wyjątkowo spokojnie. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę ogłoszone dziś informacje. Tamtejsza gospodarka wzrosła w pierwszym kwartale aż o 11,9 proc. Inwestorzy nie wiedzieli, czy się z tego cieszyć, czy wręcz przeciwnie. Shanghai B-Share wzrósł o 0,04 proc. a Shanghai Composite zaliczył identyczny co do skali spadek. Cień stóp procentowych oraz rewaluacji juana ciąży nad chińską giełdą coraz bardziej. Szczęśliwie, nieco mniejsza niż poprzednio była inflacja. Gdyby wzrosła, wyższe stopy mielibyśmy błyskawicznie. Liderem wzrostów był parkiet na Tajwanie, zwyżkujący o 0,9 proc. O 0,6 proc. wzrósł japoński Nikkei, choć produkcja przemysłowa wzrosła w lutym mniej, niż się spodziewano. Indeksowi pomagał pewnie osłabiający się jen.

Handel na głównych europejskich parkietach zaczął się od wzrostu indeksów o około 0,2 proc. Już po godzinie wskaźniki w Paryżu i Frankfurcie znalazły się pod kreską, zniżkując po 0,3 proc. Jedynie londyński FTSE utrzymywał swoją wartość w okolicach środowego zamknięcia. Nienajlepsze nastroje panowały na giełdach naszego regionu. Przed południem węgierski BUX tracił 1 proc., moskiewski RTS zniżkował o 0,7 proc. a praski PX50 o 0,1 proc. Na plusie trzymały się jedynie Bukareszt i Sofia. W Atenach i Madrycie indeksy traciły po 1 proc. W drugiej części dnia nastroje na greckiej giełdzie uległy radykalnej zmianie i ATGI zyskiwał 2 proc. Indeksy w Paryżu, Frankfurcie i Londynie tuż po godzinie 16.00 zyskiwały po 0,2-0,3 proc.

Waluty

Umocnienie się wspólnej waluty w pierwszych dniach tygodnia dziś zostało „skasowane” jednym dynamicznym ruchem. Jeszcze w środę wieczorem kurs euro sięgał 1,368 dolara. Dziś około południa wynosił już tylko 1,352 dolara. Powodem tego gwałtownego osłabienia była znów kwestia Grecji. Rekordowo wysoki wzrost różnicy między obligacjami Niemiec i Grecji spowodował powrót niepokoju i oczekiwań, że Grecja wkrótce będzie zmuszona prosić o uruchomienie pomocy.

Reakcja na wydarzenia na świecie, natychmiast znalazła odbicie na naszym rynku. Od wczorajszego wieczora dolar zdrożał z 2,82 do prawie 2,86 zł. Kurs wspólnej waluty wzrósł z 3,85 do 3,87 zł. Kwestia ewentualnego kontynuowania interwencji walutowych przez nasz bank centralny chwilowo stała się więc mniej aktualna. Kurs franka doszedł dziś około południa 2,7 zł. A jeszcze wczoraj „szwajcara” można było kupić po 2,68 zł.

Podsumowanie

W trakcie dzisiejszej sesji byki najadły się trochę strachu, gdy po osiągnięciu przez WIG20 poziomu 2619 punktów, indeks dość szybko stracił aż 40 punktów. Sytuacja została dość szybko „opanowana” i skala spadku została zmniejszona, ale niepokój pozostał. Zniżka nie przesądza jeszcze w żadnym razie o dalszych losach trwającego ponad rok trendu, jednak pokazuje, że podaż może w każdej chwili uderzyć ze sporą siłą. Warto zwrócić uwagę, że od dołka z 11 lutego do dzisiejszego maksimum, indeks największych spółek zyskał już 20 proc. Można z tego wnioskować, że na rynku jest spora grupa inwestorów, gotowych pozbyć się akcji bez żalu nawet po cenach „nieco” niższych, niż obecne.